Już niewiele listopada zostało, a u mnie wciąż tylko 2 zużycia pełnowymiarowe :(. Jest kilka końcówek (na których konto już zdążyłam zrobić zakupy ;) ), ale wytrzymają zapewne do grudnia.


1.
Masło karotenowe Bielendy - zdążyłam już zedrzeć etykietę, ponieważ zamierzam zachować opakowanie dla innych celów ;). To moje pierwsze masło Bielendowe, które kupiłam po licznych zachwytach nad tymi produktami. Wydaje mi się być nieco delikatniejsze niż Cien z Lidla, a już na pewno zdecydowanie jest mniej woniejące. Byłam z niego zadowolona, choć Lidlowe masełka jednak natłuszczają na nieco dłużej. W kolejce czekają 2 kolejne masła: awokado i kasztanek.
2.
Balsam rozświetlający Avon Planet SPA Japońska Sake i Ryż - zapach specyficzny, mi jednak nie przeszkadzał. Kupiłam go z myślą o lecie i podkreślaniu opalenizny, nie mogłam się jednak przekonać do chodzenia błyszcząca jak psie jajca ;P. Drobinek miał naprawdę sporo. W związku z czym lekko się przeterminował i dokonał żywota w peelingu kawowym. Zdecydowanie zakupu nie powtórzę.
Kiedyś chciałam sobie kupić ten balsam rozświetlający, ale bałam się, że będzie miał właśnie za mało drobinek :P Dzięki za krótką recenzję.
OdpowiedzUsuńświetny blog! mnóstwo inspiracji jest tutaj u Ciebie :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam,
Paula
coraz bardziej intrygują mnie kosmetyki Bielendy... muszę coś przetestować :)
OdpowiedzUsuńhttp://my-orange-island.blogspot.com/
No trzymam kciuki za grudzien, będzie lepiej! ;)
OdpowiedzUsuńEw.
OdpowiedzUsuńMnie też. ;)