



- Róż My Secret z limitowanki Purple Garden. To bez wątpienia mój największy triumf od początku odwyku od zakupów kosmetycznych! Wcześniej zużycie różu wydawało mi się zupełnie nierealne. Chociaż był duży (bo 6 g, podczas gdy inne mam po 3 g) to znikał szybciej przez to, że był mniej napigmentowany, więc potrzeba więcej zużyć dla efektu, miał kremową konsystencję i lekko kruszył się w opakowaniu - zawsze uleciało go trochę w powietrze. Jak zauważyłam, że zaczyna znikać w przeciwieństwie do innych róży, to uparłam się, że go zużyję i malowałam się tylko nim. Zakupu nie powtórzę, bo zakochałam się w różach mineralnych. Zresztą to i tak limitowanka.

- Kredka Long Lasting Essence kolor Black Fever. Moja zdecydowana faworytka jeśli chodzi o kredki. Jest miękka, równomiernie rozprowadza się na powiekach, ma kolor głębokiej, wyrazistej czerni (nawet na cieniu do powiek), nie rozmazuje się, nie trzeba jej temperować, i uwaga ... wytrzymuje całonocną imprezę! Ani razu mnie nie zawiodła, nie starła się, nie rozmazała. Bardzo wydajna, używałam jej codziennie przez przeszło rok.
Jako bonus dodaję dwie dziury w cieniach (kolorów mam setki, więc to spory sukces): jasny fiolecik z paletki Dance&Shadow Butterfly Verony i nr 103 Pearl Touch My Secret.

Wow, zużyć kolorówkę to jest coś :D
OdpowiedzUsuńOgromne gratulacje! :) fajny kolor ma ten ostatni cień - polecasz go?
OdpowiedzUsuńWow. :D ja swojego różu chyba nigdy nie zużyję. :)
OdpowiedzUsuńDżizas! Podziwiam Cię i gratuluję z całego serca. A kredeczka z Essence niestety na moich oczkach nie utrzymuje się tak długo ;/ szkoda!
OdpowiedzUsuńBuziaki:*
Dzięki za gratulacje :) Estellko ten cień jest rewelacyjny, jeden z lepszych w moim zbiorze (w końcu ta dziura o czymś świadczy). Naprawdę polecam! Nie osypuje się, nie zbiera na powiece, na bazie jest wręcz niezniszczalny.
OdpowiedzUsuń