- Hydrolat lipowy z Mazideł. Ma śliczny, naturalny zapach kwiatostanów lipy. Można używać go dla samego zapachu. Odświeża, oczyszcza, nawilża. Trochę lepi sie po nim skóra. Świetnie sprawdza się także przy pielęgnacji oczu, cudownie koi zmęczone powieki.
- Masło waniliowe z Ziai. Masełka ziajowe są po prostu mistrzowskie. Wczesniej miałam oliwkowe i kokosowe, w zapasach czeka na mnie jeszcze kakao. Mają świetną, zbitą i maślaną konsystencję. Rewelacyjnie, gładko rozprowadzają się po skórze i dają natychmiastowe uczucie nawilżenia. Przy regularnym używaniu skóra staje się miękka i gładka. Zapach tej wersji bardzo przyjemny - jak waniliowy budyń. Mogłoby być bardziej wydajne, ale za tą cenę nie ma co narzekać.
- Maseczka "Satysfakcja" z różą damasceńską Dermiki. Nic innego tak nie nawilża i ratuje skóry! Jest niezwykle przyjemna w stosowaniu przez swoją kremową konsystencję i nieziemsko piękny zapach róży. Nakładam ją na noc i zmywam dopiero nad ranem. Skóra po przebudzeniu jest cudownie nawilżona, elastyczna, odżywiona, złagodzona i promienna. Naprawdę najbardziej przesuszoną skórę potrafi uratować!
- Puder do kąpieli pomarańcza&czekolada z Biedronki. Nie pamiętam, żebym kiedyś kupiła coś równie bezużytecznego do kąpieli. Nie barwi wody, nie pachnie, nie pielęgnuje skóry, pieni się przez 2-3 minuty i to jeszcze licho. Dobrze, że wydałam na tą saszetkę tylko 99 groszy, teraz bym jej za darmo nie chciała.
czwartek, 1 września 2011
Ostatki z sierpnia
środa, 31 sierpnia 2011
Wakacyjne denka + wyrzutka
Zużycia z lipca i sierpnia:
1. CZTERY PORY ROKU DEZODORANT NOWEJ GENERACJI NATURAL ZIELONA HERBATA
Ślicznie pachnie zieloną herbatą i jest bardzo wydajny, ale zupełnie nie radzi sobie w sytuacjach, kiedy się pocimy. Wiele razy podrażnił mi skórę. Jako antyperspirant nie pozostawia na ubraniach białych śladów.
2. AVON PLANET SPA TROPIKALNA KURACJA PARAFINOWA Z MASŁEM SHEA I IMBIREM DO DŁONI I STÓP
Idealna jak dla mnie, o bardzo przyjemnym tropikalnym zapachu i fajnej konsystencji. Produkt jest bardzo wydajny, wygładza i nawilża skórę stóp (nawet przy stosowaniu raz w tygodniu).
3. ZIAJA NATURALNY KREM OLIWKOWY
Z pewnością lżejsza formuła niż masło kakaowe. Poleciłabym go raczej na noc (jest dosyć tłusty). Ciężko się wchłania, ale pod makijaż nadaje się idealnie.
4. ZIAJA OGÓRKOWY TONIK DO TWARZY
Stosowałam go, bo stosowałam, ale po co, to właściwie nie wiem... Nie zrobił z moją skórą dosłownie nic - ani nie zaszkodził, ani nie pomógł. To fakt, jest delikatny, a brak obecności alkoholu w nim jest niewątpliwie odczuwalny. Zapach ogórka jest odświeżający, ale to by było na tyle. Zupełnie nie wpływa na przetłuszczanie się cery, czy oczyszcza - też nie jestem do końca przekonana. 5. AVON POŁYSKUJĄCY BALSAM DO CIAŁA Z WITAMINĄ E O ZAPACHU WANILIOWO-MALINOWYM
Jak dla mnie totalny bubel. Pachnie tylko na początku, zostawia na skórze połysk i delikatny zapach. Po wniknięciu w ubranie pozostawia na nim niemiłosierny smrodek (nie jest to ten zapach, który wydobywa się po wtarciu w skórę). Nawilża ciało na krótki czas i bardzo ciężko się wchłania.6. HEAD & SHOULDERS SZAMPON PRZECIWŁUPIEŻOWY Z ODŻYWKĄ 2W1
Dzięki niemu pozbyłam się łupieżu już po dwóch myciach. Bardzo wydajny produkt, dobrze się pieni. Pozostawia przyjemne uczucie chłodu po umyciu. Ma jednak jedną wadę - odżywka faktycznie w nim nie istnieje (bez użycia dodatkowej włosy były matowe i sianowate).
7. PRÓBKI (brakuje na zdjęciu Hipoalergicznego żelu pod prysznic BIAŁY JELEŃ z mlekiem kozim - gdzieś mi się zapodziała saszetka)
- Hipoalergiczny żel do higieny intymnej BIAŁY JELEŃ z bławatkiem - ładny, delikatny zapach, nie podrażnia skóry, saszetka starczyła na 3-4 zużycia
- Hipoalergiczny żel pod prysznic BIAŁY JELEŃ z mlekiem kozim - żel jak żel, nie zachwyca niczym specjalnym, nie podrażnia i ma delikatny zapach, saszetka wystarczyła na kilka zastosowań
- Hipoalergiczny szampon BIAŁY JELEŃ z naturalnym chlorofilem - pomyłka roku, bezzapachowy, bardzo słabo się pieni (chociaż zawiera SLS), pozostawia włosy matowe i puszące się
- Hipoalergiczny szampon BIAŁY JELEŃ z czystą bawełną - szampon wspaniale pachnie białą herbatą, dobrze się pieni, pozostawia włosy błyszczące i łatwe do rozczesania
- Szampon przeciwłupieżowy PIROLAM - nie wiem, jak działa, bo nie mam już łupieżu, ale dobrze się pieni (chociaż nie zawiera SLS) i włosy dobrze się rozczesywały
- PERFECTA Silikonowy fluid matujący - 03 cappuccino - bardzo dobrze matuje i trzyma się cały dzień, odcień taki jak w nazwie, a dodatkowo pachnie jak cappuccino!
8. WYRZUTKA - WIBO CASHMERE TOUCH PODKŁAD Z KOLAGENEM MORSKIM ODCIEŃ 02
Produkt się przeterminował i zaczął nieładnie pachnieć, chociaż dobijał już denka. Bardzo ciemny odcień, nawet w lecie wydawał się dla mnie za ciemny. Ciężko go rozsmarować na skórze (po wchłonięciu jej barwa staje się nienaturalna). Nawilża i matuje, ale tylko na kilka godzin. Nie polecam.
Recenzje większości z tych produktów znajdziecie na moim blogu - http://sysunia1986.blogspot.com/
Zapraszam serdecznie :)
Etykiety:
balsam do ciała,
dezodorant,
krem do twarzy,
kuracja do dłoni i stóp,
podkład,
sysunia1986,
szampon,
tonik,
żel do higieny intymnej,
żel pod prysznic
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
TheRedRibbon - pierwsze zużycia lipcowo-sierpniowe
Tonik oczyszczający Corine de Farme - bardzo przyzwoity produkt, przyjemnie się go używa, ma ładny zapach (który na początku stosowania mi przeszkadzał ale teraz bardzo go lubię), dobrze oczyszcza skórę z resztek makijażu, można nim nawet przetrzeć oczy i nic nie szczypie. Plusem jest również naturalny skład bez parabenów, opakowanie z pompką oraz cena. Zużywam właśnie drugie opakowanie i pewnie kupię kolejne.
Tonik odświeżający Corine de Farme - tonik dobry ale zdecydowanie wolę wersję oczyszczającą. Po tamtym mam wrażenie skóra była świeższa, bardziej oczyszczona, tu takiego komfortu nie ma. Zapach ładny o ile ktoś lubi róże, i tutaj plus - zawiera ekstrakt z róży damasceńskiej.
Krem do mycia twarzy Balea - jak dla mnie bubel. Produkt przeznaczony jest do skóry suchej i wrażliwej i o ile z tym pierwszym jeszcze mogę się zgodzić to już z drugim nie bardzo. Moja skóra bardzo wrażliwa nie jest ale przy każdym stosowaniu tego kremu reagowała pieczeniem, znacznie zmniejszało to komfort stosowania. Poza tym krem moim zdaniem właściwości oczyszczające ma raczej marne, kiepsko radzi sobie z makijażem, z samym myciem twarzy też, za każdym razem miałam wrażenie niedomycia. Plusów w tym produkcie nie widzę żadnych.
Krem do rąk 5% urea Isana - to już moja druga albo trzecia tubka, chociaż właściwie nie wiem dlaczego. Właściwości nawilżające krem posiada dobre pod warunkiem, że nie stosujemy go bardzo często, bo wtedy może wysuszać jak to bywa z mocznikiem. Zostawia na skórze nieprzyjemny film, zapach również mi niezbyt odpowiada. Ot zwykły krem za 5zł, do stosowania na noc ujdzie.
Krem do stóp na pękające pięty Maxulg - problemu z pękającymi piętami nie mam ale z suchą i szorstką skórą owszem. Przy systematycznym stosowaniu radzi sobie dobrze. Producent zaleca smarowanie stóp 2 razy dziennie, ja robiłam to tylko na noc i już po kilku dniach było widać efekty.
Odżywka do paznokci Teflon Tuff Sally Hansen - bardzo lubię tę odżywkę, jako jedyna poradziła sobie z moimi paznokciami na tyle, że przestały się łamać jak szalone. Są teraz znacznie twardsze i mocniejsze. Stosowałam ją przez ładnych parę miesięcy jako bazę pod lakier kolorowy, czasem również jako top coat. Nie jest to produkt bez wad, nie zapobiega rozdwajaniu paznokci, pod koniec opakowania gęstnieje, tworzy bąbelki i utrudnia schnięcie lakieru, dlatego ta resztka ląduje do kosza. Mimo wszystko uważam, że to produkt godny uwagi, zwłaszcza za cenę na allegro.
Hydrożel nawilżający Active Hydrating Olay - poziom nawilżenia mi odpowiada, nie zostawia filmu na twarzy, nadaje się pod makijaż, podkład się na nim dobrze rozprowadza. Jak dla mnie bardzo przyzwoity krem na dzień, zwłaszcza na letnie upały.
środa, 17 sierpnia 2011
Kolejne z sierpnia
- Emulsja matująca Purritin Iwostinu. Przede wszystkim nazwa jest zupełnie nietrafiona, bo ani to emulsja ani matująca. Konsystencja lekkiego kremu, trochę żelowa. Mojej skóry nie matuje wcale (a chyba powinna to być podstawowa funkcja), ale sebum nie wariuje za mocno, więc jest jakiś plus. Błyszczę się zatem nadal, ale po innych specyfikach błyszczałam się gorzej. Liczyłam na działanie antybakteryjne, no i tu też bez szału. Nie ogranicza powstawania zmian, nie leczy istniejących. Trochę nawilża, szybko się wchłania, współgra z makijażem, jest bardzo wydajna. Wielki plus za higieniczne opakowanie i większą od innych kremów pojemność.
- Krem do depilacji pach, rąk i okolic bikini Eveline. Usuwa włoski, ale nie wszystkie i niedokładnie. Trzeba trzymać go dłużej niż zaleca producent, żeby jakoś działał. Na mojej skórze powoduje dość poważne podrażnienia. Zapach mi nie przeszkadza, w produktach tego typu nie liczę na nic przyjemnego.
- Płyn micelarny do demakijażu z wyciągiem z 3 herbat Yves Rocher. Oczyszcza nieźle, chociaż nie idealnie i nie przy pierwszym waciku. Trzeba przemyć twarz zwykle dwa razy i zużyć więcej płynu. Nie nawilża jakoś specjalnie, zostawia na twarzy denerwującą, lepkę powłoczkę, przez co zawsze muszę użyć po nim hydrolatu. U mnie płyn nie wywołał żadnych podrażnień ani przesuszeń. Z makijażem oczu radził sobie bardzo dobrze, nawet lepiej niż niejeden płyn przeznaczony tylko do tego celu. W cenie regularnej jest za drogi, ale myślę że nawet w promocji się na niego nie skuszę, bo znam lepsze płyny za mniejszą cenę.
- Zmywacz do paznokci Anet. Ostatnio o nim pisałam, znów musiałam poratować się zakupami w kiosku. KLIK
- Odlewka wody perfumowanej Parisienne Yves Saint Laurent. Zachwyciłam się nią (choć nie od razu) na tyle, by kupić cały flakon. Zachęcam do testów tego zapachu.
środa, 10 sierpnia 2011
Powrót Orlicy w wielkim stylu - pierwsze sierpniowe zużycia
Hej hej, mam nadzieję, że część z Was mnie jeszcze pamięta ;)
Jako, że odwyk porzuciłam na jakiś rok, niewiele przez ten czas kupowałam, ale jednak zapasy mam nadal - trzeba z nich wreszcie zejść ;)
Kiedy napisałam do Kamili o przywrócenie mnie na tego bloga, okazało się, że przywrócona owszem, zostałam, ale od razu z powrotem do rangi administratora bloga. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko temu, żebym znowu ja tutaj pilnowała porządku :P
Żeby wkupić się w Wasze łaski, przedstawiam moje pierwsze zużycia sierpniowe:
Maseczka do włosów przetłuszczających się WAX - na pewno wzmocniła mi włosy, były po niej bardziej puszyste i miękkie - w pozytywnym sensie. Natomiast nie zaobserwowałam żadnych zmian w kwestii przetłuszczania się włosów.
Farmona - olejek kąpielowy Brazylijska Pomarańcza - oszczędzałam go jak tylko się da, aż się przeterminował, wtedy używałam go przez cały tydzień, żeby zużyć, a nie wyrzucać. Pachnie bardzo naturalnie, uwielbiałam się zanurzać w gorącej wodzie nim pachnącej. Pieni się i można się nim porządnie umyć ;)
Isana - żel do golenia do skóry wrażliwej - z tego co wiem, został wycofany/zastąpiony, a szkoda, bo to bardzo fajny produkt. Nie ma mowy, żeby skóra była podrażniona po goleniu z jego użyciem, jest wręcz aksamitnie gładka (nawet kolejnego dnia po goleniu).
Antidral - chyba nie muszę go nikomu opisywać - to mój cudotwórca. Nie sądziłam, że coś może być tak skuteczne, po jego użyciu przez kilka dni skóra pod pachami nie była nawet wilgotna. Inna sprawa, że swędziała jak diabli ;) Teraz przerzuciłam się na tańszego i delikatniejszego Blokera Ziai.
Avon - sztyft przeciw wypryskom - owszem, wysuszał wypryski, ale nic więcej nie robił, znam lepsze preparaty tego typu.
Na koniec mała prywata - postanowiłam zadebiutować z blogiem kosmetycznym (pazurkowy oczywiście nadal prowadzę ;)) i chciałabym mieć Was jako czytelniczki ;)
Zapraszam - http://kosmetyki-orlicy.blogspot.com
Z początku sierpnia
- Szampon wzmacniający do włosów przetłuszczających się i ze skłonnością do wypadania Joanna Rzepa. Dokładnie przeznaczony do moich włosów - bardzo przetłuszczających się i okresowo wypadających. Jedyne co naprawdę robi dobrze to oczyszcza. Idealnie myje włosy z brudu, kurzu, maseczek, olejów itp. Ma rzadką konsystencję, perłowy kolor, jest niewydajny, zapach taki sobie, ale do przeżycia. Niestety nie wpływa znacząco ani na przetłuszczanie ani wypadanie włosów.
- Hydrolat geraniowy z Biochemii Urody. Świetnie nawilża, oczyszcza, łagodzi i reguluje sebum. Do tego ma genialny zapach - słodki, sugestywny, trochę ciężkawy, hipnotyzujący. Można go używać dla samego zapachu ... Porównując go z moim ulubuionym oczarowym wypada nieco słabiej. Nie działa tak zbawiennie na wypryski czy powiększone pory skóry.
Na pewno kupię jeszcze nie raz na zmianę z oczarem. Przez ten słodkawo-ciężkawy zapach według mnie bardziej nadaje się na sezon jesienno-zimowy. - Krem wyszczuplająco - ujędrniający Kolastyny z serii Slim Body. Na pewno dobrze nawilża i nieco ujędrnia skórę, jednak z większymi problemami czy utratą centymetrów sobie nie poradzi. Przyjemnie chłodzi, pachnie lekko mentolowo, szybko się wchłania, ale jest niewydajny i dość rzadki jak na preparat tego typu. Mam wrażenie, że dzięki niemu powstrzymałam rozwój pomarańczowej skórki, ale na obecne nierówność pomógł niewiele. Polecam przede wszystkim w celach profilaktycznych.
- Lakier do stempelków Nail Art od Essence. Na początku buteleczki jest naprawdę idealny do tworzenia stempelkowych wzorków - świetnie napigmentowany i kryjący, nie wysycha szybko na stemplu, bardzo ładnie się odciska. Kiedy potraktujemy go dobrym top coatem jest wręcz niezniszczalny - nic się nie zmazuje ani nie odpryskuje. Niestety po połowie buteleczki lakier mocno wysechł i wykonanie nim wzorków jest niemożliwe, bo zanim dostanie się na płytkę jest suchy na pędzelku. Jestem zmuszona wyrzucić zaschniętą końcówkę.
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Zużycia Hawy #3
Ten tytuł to trochę przekłamanie - nadal stosuję mnóstwo kosmetyków, nie mogąc doczekać się sprawdzania kolejnych (a w niektórych przypadkach, niestety - efektów), ale sporo wyjeżdżam i minimalizując bagaż, gdzie się da zostawiam zużyte butelki i słoiczki. W tym miejscu powinnam też przeprosić Was, że ostatnio tak rzadko zaglądam na Wasze blogi - nie mam sieci lub czasu na sieć tak często, jak bym chciała. Jutro wyjeżdżam po raz ostatni i obiecuję, że przez kilka tygodni będę bardziej aktywna.
No to do dzieła!
Tym razem kilka rozczarowań. Przede wszystkim szampon do włosów kręconych Strictly Curls Marc Anthony. Liczyłam na naprawdę dobry kosmetyk i widoczne efekty, np. w postaci pięknie utrwalonych, sprężystych loków. Efektów albo nie było, albo były - fatalne. Szampon miał nawilżać i regenerować suche kręcone włosy, tymczasem wręcz przeciwnie, wysuszał je jeszcze bardziej, co powodowało, że nadzwyczaj często miałam na głowie zamiast loków, co ty dużo mówić, siano! Szampon zawiera witaminę E, która dotychczas wspaniale odżywiała moje włosy, a tym razem, nie wiem, za mało jej tam;)? Najgorsze przyszło jednak pod koniec butelki - uwaga, uwaga: łupież! Szybko się go pozbyłam, ale jednak, po raz pierwszy w życiu BYŁ. Fatalnie! Ładna i duża (380 ml) słoneczna butelka to małe pocieszenie, prawda?
Sytuację uratowałam odżywką i balsamem do włosów Klorane z linii Papyrus. Pisałam już o nich TUTAJ. Nie ma co się rozpisywać kolejny raz: polecam z czystym sercem, skoro moja biedna głowa wróciła do równowagi, to musi być dobre:). Zwłaszcza mleczko okazało się rewelacyjne, doskonale i na długo nawilżając włosy i utrzymując ich skręt.
Bardzo też zadowolona jestem z toniku Pure Skin AA Prestige. Używałam go bardzo długo, bo notka o nim pojawiła się na moim blogu pod koniec marca, a już wtedy byłam w połowie butelki. Tonik nie zawiera alkoholu, ma za to w składzie kwas hialuronowy i witaminę C. Ładnie pachnie i dobrze radzi sobie z resztkami mleczka do demakijażu lub żelu oczyszczającego. No i ta śliczna, duża (400 ml) butelka:).
Bardzo dobrze korzystało mi się też z rozświetlającego korektora pod oczy Bourjois. Wyposażony jest w miękki pędzelek, który łatwo dociera do najtrudniej dostępnych miejsc pod oczami, nie drażniąc ich. Świetnie i trwale rozjaśnia cienie pod oczami - znikają! Kosmetyk nie spływa ani nie roluje się, jest też bardzo trwały. Dostępny jest w dwóch odcieniach, ja miałam jaśniejszy.
Dwa drobiazgi, które widać po prawej stronie zdjęcia, to śmieszne i tanie kosmetyki do codziennej pielęgnacji "doraźnej". Nawilżająca szminka do ust Alterra ma wazelinowe zapach i konsystencję. Dość twarda, nie rozmazuje się w pudełeczku ani na ustach. Nic rewelacyjnego, ale też nie ma większych wad. Można kupić, można bez żalu próbować innych pomadek. Ot, zużyć, zapomnieć.
Rozbawił mnie za to nagietkowy nieperfumowany krem Ziaja. Ma być półtłusty, jest tłusty jak nie wiem. Ma być do twarzy na dzień, ja nie wyobrażam sobie stosowania go pod makijaż. Przypomina bardzo gęste i bogate kremy na mróz, trudno go rozsmarować i bardzo długo się wchłania. U mnie wylądował na półce z kosmetykami do stóp i tam było jego odpowiednie miejsce. Rzeczywiście zmiękcza wymagającą skórę pięt;). Ziaja chyba sobie z nas zażartowała, ale za 4,40 zł takie żarty całkiem mnie bawią;). TUTAJ napisałam o kremie więcej.
Pozdrawiam, Dziewczyny, i lecę się pakować, bo jutro ruszam na weekend w moje ukochane Tatry:). Po powrocie może notka o tym, jakie kosmetyki (próbki!) zabieram ze sobą do schroniska:).
piątek, 22 lipca 2011
Jeszcze kilka lipcowych zużyć
Znalazłam zgubione opakowania po Jantarze i żelu Naturii. A do tego zużyłam ostatnio Acnefan i olejek Isany.
- Odżywka do włosów i skóry głowy Jantar. Przelałam Jantara do butelki z psikaczem i używałam bezpośrednio na włosy. Trochę nabłyszcza, wzmacnia włosy, sprawia że lepiej się rozczesują i układają. Ma charakterystyczny zapach jakby męskiej wody po goleniu, ale momentalnie staje się niewyczuwalny. Na pewno kupię jeszcze niejedno opakowanie, ale następnym razem spróbuję ją używać do skóry głowy.
- Żel pod prysznic wiśnia i Porzeczka z Naturii Joanny. Bardzo dobrze się pieni, ma konsystencję rzadkiego kisielu, świetnie oczyszcza skórę. Nie wysusza, ale też specjalnie nie pielęgnuje. Kosztuje niewiele, ma większą pojemność od innych żeli. Mój TŻ lubi jego zapach i mówi, że jest jak wiśniowa oranżada i że bardziej by się chciało go zjeść niż nim myć.
- Krem do cery trądzikowej Acnefan. Pisałam już o nim na blogu w tym poście: KLIK
- Olejek pod prysznic Isana kupiony w Rossmannie. Z butelki wydobywa się rzeczywiście olejek, w kontakcie z wilgotną skórą zamienia się w białą emulsję. Świetnie oczyszcza, a przy tym jest niezwykle delikatny dla skóry. Wspaniale pielęgnuje, nie ma mowy o wysuszaniu. Jest wydajny, bo wystarczy wylać naprawdę odrobinę. Wielokrotnie używałam też olejku do zmywania twarzy, kiedy nie miałam nic innego pod ręką. Chociaż mam problemową cerę, to nigdy nic złego się nie stało. Sprawdza się także jako zamiennik pianki do golenia. Jedynym mankamentem tego cudeńka jest niestety nieprzyjemny zapach - coś jak rybi olej, tran. Szkoda, bo przyjemność używania ma duże znaczenie.
wtorek, 12 lipca 2011
Zużycia wakacyjne
- Szampon Henna Color Venity do włosów jasnych i siwych. Po wielu, wielu myciach nie zauważyłam wielkiej zmiany jeśli chodzi o kolor. Szkoda, bo zależało mi na utrzymaniu rozjaśnienia moich włosów, które uzyskałam dzięki rumiankowemu szamponowi Farmony. Dobrze oczyszcza i to chyba jedyna zaleta. Znam jednak szampony, które oczyszczają znacznie lepiej. Ma gęstą konsystencję, dziwny zapach i metaliczny kolor ciemnego fioletu, coś jak denaturat. Potwornie brudzi łazienkę! Wszędzie zostają te fioletowe plamy (kiedy odkładam korek albo butelkę, po której zwykle ścieka szampon). Denerwuje mnie też nieprzezroczyste opakowanie (w szamponie?!) i niewygodny dozownik. To jeden z gorszych szamponów, jakie miałam okazje używać.
- Woda brzozowa Kulpol. Od dawna miałam ogromny problem z wypadaniem włosów. Stosowałam już wszystko co się dało: szampony i odżywki do wypadających włosów, kuracje, suplementy diety, picie ziółek. Niestety nic nie przynosiło oczekiwanych rezultatów. Jakiś czas temu od niechcenia wtarłam w skórę głowy wodę brzozową Kulpolu. Raz, potem drugi i stopniowo zaczęłam zauważać efekty. Włosy stały się mocniejsze, a z każdym dniem na grzebieniu zauważałam mniej wyrwanych kłaków! To mnie bardzo zmotywowało. Teraz wcieram ją codziennie i nie mogę się nadziwić, że taki niepozorny produkt wyeliminował wszystkie moje włosowe problemy. Przestały wypadać, nie przetłuszczają się tak jak kiedyś (mogę myć włosy co drugi dzień) i do tego wyrosła mi na głowie armia świeżaków! Polecam wszystkim tego cudotwórcę!
- Maska ściągająca z zieloną glinką Ziaja Pro. Po nazwie spodziewałam się, że będzie zasychać na zieloną skorupę i mocno ściągać skórę. Tymczasem maseczka ma konsystencję jakby kremu przemieszanego z zieloną glinką, na twarzy przysycha nie powodując żadnego ściągania (ogromny plus!), ma przyjemny, turkusowy kolor. Przede wszystkim rewelacyjnie ściąga pory - przetestowałam wiele maseczek, ale niewiele dawało tak dobry efekt jak Ziaja. Poza tym świetnie nawilża, wygładza, uelastycznia skórę. Może mogłaby jeszcze lepiej oczyszczać, bo mam wrażenie że nie wyciąga z twarzy tyle zanieczyszczeń, co tradycyjne glinkowe maseczki. Przy regularnym stosowaniu zmniejsza skłonność do pryszczowych niespodzianek. Stosunek ceny do jakości i pojemności jest powalający. Używałam tej maseczki naprawdę często przez prawie trzy lata (!). Ledwo udało mi się dobrnąć do dna przed upływem daty ważności. Mogliby pakować te maseczki do tubek - przy długim używaniu ten słoik nie jest zbyt higieniczny. Bardzo lubię opakowania Ziai (mam całą kolekcję pudełek po masłach), ale do tego typu produktów mi nie pasują.
- Papka do cery trądzikowej Jadwiga. Od dawna jestem wielką fanką pudru sypkiego firmy Jadwiga (nic makijażowego tak cudownie nie matuje, a zarazem pięlegnuje mojej twarzy). Przy którymś zamówieniu pudru skusiłam się na papkę. Używanie tego preparatu jest bardzo uciążliwe. Konsystencja rzadka, spływa po wypryskach, zawsze wyleję jej za dużo. Zasycha szybko tworząc białą skorupkę, która niestety po krótkim czasie zaczyna się zsypywać w postaci białego proszku, który brudzi wszystko dookoła. Preparat zastosowany na noc bardzo szybko wyciera się w poduszkę (choć nie całkowicie). Co do samego działania to nie można narzekać. Pryszcze się zmniejszają, stają się mniej zaognione, przysuszają się. Papka nie ma jednak właściwości ściągających, jedynie wysuszające.
- Płukanka octowa z malin Yves Rocher. Na pewno nie jest to produkt, który w cudowny sposób odmienia włosy, tylko miły dodatek do pielęgnacji. Pięknie pachnie malinami, naprawdę bardzo uprzyjemnia to mój rytuał mycia. Ma prosty skład, bo to po prostu ocet winny z wodą i kilkoma dodatkami. Odkąd go używam zauważyłam pozytywny wpływ zakwaszania: włosy stały się bardziej lśniące, miękkie i lepiej się układają. Otwór w butelce jest malutki i można bardzo precyzyjnie dozować płukankę. Leję jej dosłownie odrobinę, wcieram we włosy, czekam ok. 2 min i spłukuję. Cena z kosmosu jak na taki produkt, jednak będę go regularnie kupować. Bardzo podoba mi się design opakowania, szczególnie ten koreczek.
- Zmywacz do paznokci Anet. Zwykle używam zielonego zmywacza Isana rossmannowskiego albo olejku pomarańczowego z Barbry. Ten kupiłam w kiosku, bo potrzebowałam na szybko zmywacza. Zmywa owszem, ale nie idealnie i nie szybko, potwornie śmierdzi, momentalnie znika z opakowania.
- Serum z wapniem i witaminą C Lovely. Bardzo przyjemne serum do paznokci. Ma konsystencję galaretkowatą i wchłania się w paznokcie do matu, nie zostawia żadnej powłoki. To świetne, bo można używać odżywki, a jednocześnie cieszyć się pomalowanymi lakierem paznokciami. Wyraźnie wzmacnia, ale trzeba ją systematycznie stosować, nie od razu widać efekty tak jak np. po niektórych odżywkach SH.
- Pianka koloryzująca Venita w odcieniu złocisty oranż. Zaszalałam na początek wakacji i użyłam tej pianki. Na moim blondzie kolor wyszedł dokładnie taki jak w nazwie, czyli pomarańczowa żarówa ze złotymi refleksami. Świetny produkt na chwilową zachciankę zmiany koloru, bo zmywa się niemal całkowicie po 3 myciach. Nie szkodzi włosom, nie zauważyłam nic niepokojącego w ich kondycji po użyciu pianki.
poniedziałek, 4 lipca 2011
Czerwcowe zużycia.
Cześć kochane :)
Jak wam mijają wakacje ? Macie zaplanowany jakiś wyjazd ? Chwalcie się :)
Przychodze do was dziś z kolejnymi zużyciami, jest ich mało.. Jakoś słabo mi idzie teraz z wykończeniem kosmetyków. Zauważyłam że prawie wogóle nie pojawiają się tutaj notki.. Czemu ?
No dobra, przechodzimy do rzeczyy ..
Jak wam mijają wakacje ? Macie zaplanowany jakiś wyjazd ? Chwalcie się :)
Przychodze do was dziś z kolejnymi zużyciami, jest ich mało.. Jakoś słabo mi idzie teraz z wykończeniem kosmetyków. Zauważyłam że prawie wogóle nie pojawiają się tutaj notki.. Czemu ?
No dobra, przechodzimy do rzeczyy ..
Avon, Naturals. Odświeżająca mgiełka do ciała ' kokos i trawa cytrynowa'
Lubię mgiełki do ciała, ponieważ ma właściwości odświeżające. Gama zapachowa
tych mgiełek z Avon jest bardzo szeroka, niektóre pachną ślicznie, nie które brzydko.
Ja kupiłam tą rok temu na wakacje 2010. Połowe zużyłam i rzuciłam w kąt, ponieważ
kupilam sobie kolejne zapachy. Na początku bardzo mi się spodobał ten zapach,
kokos i trawa to połączenie dobre, bo jakby był sam kokos to byłoby to bardzo
duszące. Jednak teraz bym nie kupiła, za bardzo takie duszące, no i na pierwszym
miejscu w składzie jest ALKOHOL .. Śmierdzi nim niesamowicie po pierwszym
psiknięciu, ale potem się ulatnia ten alkohol i zostaje zapach właśniwy.
Napewno będe kupowała je dalej.
5/6
Yves Rocher, Les Plaisirs. Mleczko do ciała i żel pod prysznic ' Wanilia'
Mleczko śmierdzi nie wanilią tylko piwem, jest wodniste, rozsmarowywuje
sie na skórze dobrze. Warto wypróbować szczególnie jak dostało się to za
1 grosz :) 2/6
A żel wanilią pachnie, jest koloru pomarańczowego, pieni się wystarczająco.
Żel ma nam tylko oczyścić skóre, ja nie oczekuje bóg wie jakich cudów.
5/6
Avon. Woda toaletowa Bali Bliss
Uwielbiam ten zapach!!! Kwiatowy, lekki, orzeźwiający zapach
Szkoda że go wycofali z katalogów ..
Nuty zapachowe:
nuta głowy: soczyste owoce, tamaryndowiec
nuta serca: plumeria, kwiat Tiare, korzenie z Bali
nuta głębi: piżmo, drzewo sandałowe, drzewo z Bali
nuta głowy: soczyste owoce, tamaryndowiec
nuta serca: plumeria, kwiat Tiare, korzenie z Bali
nuta głębi: piżmo, drzewo sandałowe, drzewo z Bali
Piękne opakowanie, trwałoś na 2,3 godziny, cena 15 zł na promocji,..
Same zalety!
6/6
Blue, zmywacz do paznokci
Zmywacz jak zmywacz..
Próbki
Clinique, krem do twarzy - przyjemy krem, jest to moja druga
próbka, kupiłabym ale niestety szkoda mi pieniędzy na taki krem,
a w drogeriach są może i lepsze za połowe ceny.
Vichy - krem okropny, moja skóra była kleista, tłusta, okropieństwo..
No to tyle jak na dziś, piszcie czy korzystaliście z tych produktów
i wasze opinie :)
Sylwie36 :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)




