Pokazywanie postów oznaczonych etykietą majtkirambo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą majtkirambo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 września 2011

W czasie wakacji grzecznie zużywałam swoje zasoby. Jestem dumna, że nie przybyło mi strasznie wiele w międzyczasie, ale i tak wciąż mam jeszcze sporo kosmetyków, które mi się dublują (i nie tylko!). Naprawdę nie mam usprawiedliwienia dla zapasu 10 żeli pod prysznic... -_-'

Oto efekty zużywania:
  •  Tonik Corrine de Farme - kosmetyki tej firmy można kupić w mniejszych drogeriach i czasami w supermarketach z dużym działem kosmetycznym. Mi się poszczęściło w poznańskim Tesco bodajże na Serbskiej. Świetne składy, niezłe ceny (tonik - 10 zł). Zadecydowanie warte uwagi.
  • Płyn micelarny Biodermy - recenzja.
  • Żel micelarny do mycia twarzy BeBeauty z Biedronki. Zrecenzowany na wielu blogach. Pewnie do niego wrócę, bo jest śmiesznie tani, a robi swoje.
  • Waniliowy żel pod prysznic z Alterry - konsystencja nieco glutowata. Nie pieni się tak rewelacyjnie jak żele oparte na SLS, ale jest skuteczny. Zmęczył mnie zapach, choć jest bardzo ładny i taki.. spożywczy :) Sprawiał, że chciało mi się sernika ;)
  • Kultowy peeling morelowy St Ives - coraz trudniej dostępny. Powoli znika z półek sklepów - kompletnie tego nie rozumiem, bo jest świetny. Szoruje niczym pumeks.
  • Żel pod prysznic z olejkiem Sunny Melon & Oil Nivea - bardzo przyjemny. Nie wysusza, dobrze się pieni. Ze śmiesznymi drobinkami-kapsułkami.
  • Szampon leczniczy Polytar - śmierdziel jakich mało, ale skuteczny. Znany osobom, które mają problem ze swędzącą skórą głowy.
  • Szampon Alterra dodający objętości. Nie powalił mnie na kolana, ale zawsze przyjemnie mi się używa produktów, co do których wiem, że nie są naszpikowane chemią.
  • Krem Aquasource Biosensitive recenzowałam niedawno na swoim blogu. Bardzo dobry, ale niestety drogi.
  •  Nivea Natural Action dezodornat w kulce - bez aluminium. Niektórzy narzekają, że nie jest zbyt skuteczny, ale mi wystarcza. Ładnie pachnie.
  • Żel do mycia twarzy Effaclar był moim niezbędnikiem 10 lat temu. Teraz jest dla mnie trochę zbyt wysuszający. Ten egzemplarz o pojemności 50 zł dostałam od uprzejmej dermokonsultantki w SuperPharm.





  • Matujący krem Collistar włoskiej marki perfumeryjnej zużyłam z przyjemnością do samego końca. Recenzja.
  •  Krem L'oreal Kod Młodości przeznaczony jest dla starszych kobiet. Miałam tylko próbkę z gazety. Kompletnie nie poradził sobie z nawilżeniem mojej skóry, więc nie wiem jak ma pomóc jeszcze starszym dziewczynom.
  • Żel do golenie Gilette zamieniam często tańszymi, ale jednak często do niego wracam, ale tylko gdy upoluję go na promocji.
  • Krem na noc Mineral Flowers, marki o świetnych składach dostępnej w Sephorach, może zniechęcać intensywnym zapachem geranium. Raczej tylko dla maniaczek ekoskładów.

środa, 25 maja 2011

Maj, bye bye

Majowe denka nie są imponujące, raczej składają się z podstawowych rzeczy:

  •  Żel Gillette: lubię, używam, cenię za wydajność.

  •  Tonik Lirene do cery naczynkowej. Recenzja tutaj. Skromny i niepozorny, ale jeden z ulubionych.
 
  •  Galenic krem do rąk z olejem arganowym – miniaturka. Kupiłam zestaw miniatur bo chciałam wypróbować inne kosmetyki Galenic, a krem stanowił tylko dodatek, na którym mi szczególnie nie zależało. Okazał się najbardziej udanym kosmetykiem spośród 5 miniatur. Nie jestem jednak pewna tego, czy wart jest swojej normalnej ceny (50 zł za pełnowymiarowe opakowanie). Doskonale radził sobie jednak z dłoniami regularnie traktowanymi płynem do dezynfekcji.
  •  Barwa – szampon pokrzywowy. Prosty, przyjazny skład i brak silikonów. Nieźle oczyszcza, plącze włosy (w końcu bez silikonów), zapach średni. Śmiesznie tani, ale do włosów przetłuszczających mam innego ulubieńca. Bez odżywki moje gęste, ale cienkie kręcone włosy przechodzą po nim katusze.
  • Lactacyd – podstawa higieny dla wrażliwych.
 
  • Próbki: 3 kroki Clinique. Nie mogę przekonać się do tej serii. Krem nawilżający Yves Rocher, całkiem przyjemny, gęsty. Podkład Clinique dla cery tłustej. Bez rewelacji. Mimo świecenia skóry wolę podkłady nawilżające. Yves Rocher na tłuszczyk. Zużyłam, bo miałam. Co można powiedzieć po jednym użyciu? Jedynie to, że niespecjalnie odpowiada mi kolor, zapach i konsystencja ;)

wtorek, 19 kwietnia 2011

Pa pa ulubione kremy!

Pożegnałam się w kwietniu z dwoma ulubieńcami! Jeden nie zapał się na zdjęcie bo w ramach promocji z okazji Dnia Ziemi w sklepach The Body Shop zamieniłam puste opakowanie na zniżkę na dwa ciekawe kosmetyki.

A oto zużyte kosmetyki:
1. Krem Cure Solutions Yves Rocher do zmęczonej cery - rewelacyjny. Recenzja TUTAJ. Zaopatrzę się w kolejny na jesień.
2. Krem Vichy Aqualia Antiox - oddałam opakowanie do The Body Shopu. Ulubieniec - świetnie nawilża. Żałuję, że się skończył. Recenzja TUTAJ.
3. Odżywka nawilżająca z Herbal Essences. Ot, odżywka. Robi to, na czym najbardziej mi zależy - sprawia, że moje włosy nieźle się rozczesują po myciu. Ładnie pachnie.
4. Vichy płyn micelarny. Dostałam do kremu Antiox. Bardzo dobry. Nie wypróbowywałam na wodoodpornym makijażu, bo takiego nie noszę. Jednak wolę Biodermę :P
5. Próbki:

  • Estee Lauder - kultowe serum na noc. Zużyłam 4 próbki. Trudno mi powiedzieć, czy jest to kosmetyk wart swojej regularnej ceny - w ogóle trudno mi się przekonać do jakiegokolwiek serum. Na początku się pomyliłam i stosowałam na powieki (bo dostałam próbki razem z reklamą kremu pod oczy z tej samej serii) i nie uczulił mi powiek. Jeśli nie uczulił, to czy może rzeczywiście mieć silnie działające składniki aktywne?
  • Ziaja 30+ z kwasem hialuronowym. Jestem na nie. Słabo nawilża, fatalnie się wchłania. Lubię Ziaję, ale ten krem nie jest dla mnie.
  • La Roche-Posay Toleriane podkład. Przez lata byłam wierna starszej wersji Unifiance. Podkład mocno kryjący, wymagające świetnego  i dokładnego rozprowadzenia - trzeba mu poświęcić chwilę, zaś niewprawne ręce mogą sobie nim zrobić krzywdę. Pod wpływem ciepła palców ładnie się wtapia.
6. Antyperspirant roll-on Nivea Pure & Natural Action o zapachu jaśminu - bez aluminium.
Dezodorantami bez aluminium zainteresowałam się już kilka lat temu. Niestety mój pierwszy eksperyment nie był zbyt udany. Kupiłam kosmetyk wegański z Eco Cosmetics i niestety nie chronił on przed przykrym zapachem. Ten z Nivei, choć nie ma tak świetnego składu, jak dezodorant z Eco Cosmetics, radzi sobie bardzo dobrze ze swoim podstawowym zadaniem.

Kolejne denka w drodze :)

sobota, 2 kwietnia 2011

Zużyte w marcu

Oto moje zużycia z końcówki marca: 


  •  Żel pod prysznic Dove (250 ml, ok. 9 zł) - był, nie ma go, bye bye. Ten kupiłam jeszcze latem w zeszłym roku, gdy w Biedronce można było kupić trzypak żeli za jakieś 10 zł. Na pewno nie warto tyle płacić za jeden żel. Uważam, że nie są wyjątkowe. Zużywałam go bardzo długo. Odkładałam, brałam inny, wracałam. Cieszę się, że już go nie ma.
  • Płyn micelarny La Roche-Posay (200 ml, ok. 35 zł) - nikt mi nie wmówi, że nie ma różnicy między tym micelem, a Biodermą, bo moim zdaniem jest bardzo wyczuwalna na korzyść Biodermy. Ten nie radzi sobie tak dobrze z rozpuszczeniem makijażu. Trzeba nim trochę popracować, żeby zmyć tusz do rzęs (nie wystarczy przyłożyć nasączonego płatka, trzeba jeszcze nim trochę pocierać). Raczej więcej nie kupię, chyba że trafi w promocyjnym zestawie z jakimś kremem, który mnie zainteresuje (ten na zdjęciu kupiłam z kremem Hydraphase Lagere, którego ... do dzisiaj nie otworzyłam -_-')
  • Żel pod prysznic Palmolive (200 ml, ok. 6 zł) - też kupiłam go kiedyś w Biedronce. Mogę powiedzieć o nim to samo, co o żelach (a przynajmniej ich starej wersji) Dove. Ok, ale bez fajerwerków.
  • Maseczka Yves Rocher, przywracająca blask (5,90, 6ml + 6ml peeling) - raczej jestem na nie. Po otwarciu dosyć mocno czuć alkohol. Nie martwi mnie to specjalnie, bo alkohol pomaga utrzymać świeżość naturalnych składników, ale pieczenia na skórze już nie lubię. Lekko nawilża. Peeling załączony w jednej z saszetek całkiem przyjemny. Przypomina mniej agresywną wersję peelingu morelowego St.Ives. Lepsze zdjęcie produktu tutaj. 
  • Próbka - Nivea Pure & Natural nawilżający krem na dzień do cery normalnej i mieszanej - moje oczekiwania nie były wysokie. Jak jakaś popularna firma bierze się, że kosmetyki "natural" to traktuję to z dużą rezerwą. Jednak krem wywarł na mnie całkiem dobre wrażenie. Ładnie się wchłania, pod makijaż ok, nie wysypało mnie. Wydaje mi się jednak, że jak zachce mi się naturalnego kremu to raczej wrócę do kosmetyków Eco Cosmetics (które bardzo cenię - ostatnio wspominała o nich również BrunettesHeart). 
  • Próbka - Vichy Nutri Extra krem do ciała - sporo blogerek testuje teraz otrzymane w prezencie od Vichy kremy, więc nie będę się rozpisywać. Mogę tylko przyłączyć się do pozytywnych recenzji, bo to naprawdę bardzo dobry produkt. Jak skończę inne, zakupię go sobie (koniecznie wersję w słoiczku!)
Generalnie nie wygląda to najgorzej (choć w marcu kupiłam też sporo rzeczy o czym będzie można poczytać u mnie), zaś kwiecień zapowiada się interesująco pod kątem zużyć ;)

sobota, 19 marca 2011

Myju, myju, plusku, plusku

Kolejne opakowania do wywalenia, kolejne wolne miejsce w wiklinowym koszu z kosmetykami i znów poczucie, że zużyłam coś, na co wydałam pieniądze i się nie zmarnowało, pomimo tego, że nie wszystkie produkty mnie zachwyciły.




No to do dzieła:
 Mydło z algami pod prysznic Sopot Spa Ziaja.

Zużycie go zajęło mi... ponad rok. Nie, nie chodzi o to, że się nie myję ;) Po prostu jego pojemność mnie rozwaliła, a nie lubię lać dużo żelu na gąbkę, tylko po to, żeby go zużyć.

Nie ma jakichś wybitnych właściwości - myje, ładnie się pieni i pachnie. Niestety tego typu wielkie butle to nie jest najlepsze rozwiązanie z moim przypadku, za szybko mi się nudzi. Muszę wypróbować sposób z przelewaniem do mniejszego opakowania...

Opakowanie ma 500 ml. 


Po użyciu trzeba zastosować balsam do ciała.




 
Perfumowany żel pod prysznic Yves Rocher o zapachu wody toletowej Naturelle.

Nigdy nie kupuję żeli, które stanowią część jakiejś linii zapachowej perfum, bo to dla mnie niepotrzebne marnotrawienie pieniędzy i ekstrawagancja.

Żel dostałam w prezencie od zamówienia i myślę, że tylko w taki sposób warto go wypróbować (normalnie kosztuje ok. 40 zł za 200 ml).

97% to naturalne składniki. Pachnie bardzo świeżo i nienachalnie. Ja stosowałam go wieczorami w ramach relaksu - wlewałam trochę do wanny, żeby pachniało i była piana.

Jeśli go kiedyś dostanę - ok, bo sama raczej nie kupię. 

Właściwości nawilżających nie zauważyłam - zawsze stosowałam po nim balsam.

 

Żel do mycia warzy Mineral Flowers dla skóry normalnej i mieszanej (marka dostępna tylko w Sephorze) - 40 ml.

Dostałam w prezencie od koleżanki razem z kremem na noc i na dzień z tej serii. Jechałyśmy wtedy na zlecenie zagranicę i potrzebne nam były małe kosmetyki na podróż. 

Przede wszystkim jego skład to poezja dla wszystkich, którzy choć trochę potrafią rozszyfrować INCI z tyłu kosmetyków. No cud, miód i orzeszki. Ze względu na ten naturalny skład trzeba żel zużyć w przeciągu 6 miesięcy od otwarcia (Skład znajdziecie na Wizażu). 

Super delikatny, łagodny i naturalny kosmetyk. Byłam z niego bardzo zadowolona. Zachęcił mnie do sięgnięcia po inne kosmetyki z tej serii.

Jedyne co może przeszkadzać, to zapach geranium (w kremie na noc niezwykle silnie wybija się woń geranium), więc warto powąchać przed kupnem.

Myślę, że do niego wrócę. Kilka miesięcy temu 3 kosmetyki po 40 ml każdy - żel do mycia twarzy oraz krem na noc i na dzień można było kupić w Sephorze za śmieszną cenę 30 zł. Będę polować na kolejną okazję.

Żel do mycia twarzy Alverde do cery normalnej i mieszanej z agami morskimi 100 ml. Marka dostępna w niemieckich drogeriach DM.

To zdecydowanie nie była miłość od pierwszego wejrzenia!

Pierwsze wrażenie okropne - straszny, duszący zapach alkoholu! (nie wiem jak to się stało, że nie przeczytałam wcześniej składu, bo alkohol jest na drugim miejscu zaraz po wodzie). Byłam trochę przerażona. Podrażniał mi oczy i rzuciłam go w kąt na około 6 miesięcy.

Później w ramach projektu denko wyjęłam go na nowo i postanowiłam dać drugą szansę. I bardzo się z tego cieszę!

Nie wiem, czy sprawiło to otwieranie kosmetyku od czasu do czasu, ale mam wrażenie, że alkohol wyparował, ponieważ w ogóle go już nie czułam. Myje delikatnie i lekko się pieni. Nie trzeba używać go dużo.

Skład bardzo naturalny, a obecność alkoholu pewnie miała służyć do utrzymania trwałości naturalnych skłądników.

Szkoda, że marki Alverde nie ma u nas.


Możecie się dziwić z obecności próbek w moim projekcie denko, ale mam ich od groma i problem ze zużyciem - przeterminowują się i wyrzucam, a szkoda.

All About Eyes pod oczy z Clinique i Hydrationist do cery normalnej i mieszanej dostałam przy okazji zakupu pudru Guerlain.

O kupnie All About Eyes myślałam od dawna i może się skuszę.

Konsystencja lekka, ale ładnie nawilża. Nie uczulił mnie, a większość tego typu kremów mnie uczula.

Hydrationist kompletnie nie zrobił na mnie wrażenia. Niby ma w składzie mnóstwo wyciągów z roślin, ale miałam wrażenie, jakby był to krem i silikonowa baza pod makijaż w jednym. Raczej się nie skuszę. 

Yves Rocher Ovale Lifting - jeszcze za wcześnie dla mnie na takie kremy, ale wrażenie zrobił niezłe.

Może kiedyś?













To by było na tyle!


Czy nie macie trochę wrażenia, że projekt denko na wielu blogach poszedł w zapomnienie?

środa, 16 lutego 2011

Przedstawiam Wam perełki, przeciętniaków i badziewiaków ostatnich tygodni.

  • Bioderma płyn micelarny - nie będę się rozpisywać, wszyscy wiedzą o co chodzi. Obecnie testuję micel La Roche Posay, ale nie zmywa makijażu tak dobrze, choć też jest bardzo dobry.
  • Pianka do golenia Joanna z ekstraktem z melona - wow! Jestem pod wrażeniem - wydajność i jakość porównywalna do znacznie droższych pianek dla kobiet Gillette. Ostatnio kupiłam na zapas dwie pianki Gillette bo były w promocji po 12 zł, ale jeśli się skończą i będę musiała kupić coś innego, wrócę do pianki Joanny.
  • Collistar - żel do mycia twarzy do skóry tłustej (próbka) - całkiem spora próbka, która pozwoliła mi stwierdzić, że nie jest to produkt dla mnie. Bardzo gęsta konsystencja, glutowata, ładny zapach, oczyszczanie ok rano, na wieczór za słaby (zmywam żelami pozostałości makijażu, więc ten żel okazał się zbyt łagodny). W naszym pięknym kraju nad Wisłą Collistara można do stać w Douglasach. Włoska marka z wyższej półki, której mam zamiar dać jeszcze szansę (na przetestowanie czeka pełnowymiarowe 50 ml kremu z tej samej serii, ale otworzę dopiero wiosną). 
  • Tołpa - balsam wygładzająco-ujędrniający - raczej do niego nie wrócę. Konsystencja dosyć lekka, zapach średni (może to zasługa torfu), nawilża nieźle, ale na przesuszone łydki potrzeba czegoś więcej. Jeśli kupować, to tylko w promocyjnej cenie (często zdarza się w Superpharm).
  • Cetaphil Dermoprotektor do ciała i do twarzy - właściwie nie powinien znaleźć się w tym zestawieniu bo dostałam resztkę od koleżanki do przetestowania. Co dziwne, nałożony na świeżo ogolone nogi nieco mnie piekł. To podobny kosmetyk do Physiogelu, ale uważam, że Physiogel jest lepszy. Podejrzewam, że skuszę się na przetestowanie jakiejś innej wersji Cetpahilu bo apteczne kosmetyki uwielbiam.

niedziela, 16 stycznia 2011

3 zużycia, w tym jedno kolorówkowe :)

Witam po przerwie :)


Skromnie, 3 zużycia - krem do rąk, maseczka, puder.
  •  Krem do rąk Atoderm Bioderma - jedyny krem do rąk, który radzi sobie, gdy pojawia się  u mnie na dłoniach skóra atopowa. Wszystkie drogeryjne kremy można wtedy o kant d... rozbić, bo nie dają rady. Kosztuje ok. 30 zł, co jak na krem z apteki do skóry atopowej jest ceną przeciętną. Jeśli ktoś nie ma problemów z dłoniami, zadowoli się czymś prostszym. Atopicy powinni być wniebowzięci.
  • Maseczka Avon Planet Spa Minerały Morza Martwego - nie cenię "katalogowych" kosmetyków i uważam, że większość nie jest warta uwagi, ale czasami zdarzają się perełki. Błotna maseczka (za ok. 20 zł) na pewno do nich należy. Dobry skład, cudowne działanie, niska cena. Świetnie koi cerę zaczerwienioną, podrażnioną, a jednocześnie pięknie oczyszcza przetłuszczające się partie i zatkane pory. Uwielbiam i jak tylko będzie w przyzwoitej cenie, zrobię zapas.
  • Puder Matujący w kamieniu Sephora - można sobie darować, jest tyle lepszych kosmetyków w tym przedziale cenowym (43 zł). Brak lusterka i jakiegokolwiek aplikatora (nosiłam ze sobą wysuwany pędzel). Z kolorówki Sephory mam jeszcze szminki, konturówkę i cienie do powiek,a także jeszcze jeden puder/podkład w kompakcie kupiony w przypływie zaćmienia umysłowego. Na pewno więcej nie kupię.

Co do wszelkich innych zużyć - idzie mi wolno. 50 ml kremu do twarzy starcza mi na min. 4 miesiące codziennego stosowania. Nic dziwnego, że kupuję coraz droższe kosmetyki...

czwartek, 2 grudnia 2010

Zużycia + kilka słów o zużytych produktach

Ostatnio jestem bardzo grzeczna z kosmetykami i zanim otworzę coś nowego z mojej przepastnej skrzyni z zapasami, zużywam napoczęte rzeczy, żeby uniknąć sytuacji sprzed kilku miesięcy, gdzie miałam wiele rzeczy napoczętych, a żadnej nie było widać końca. 

Koniec z takim podejściem. Dlatego dzisiaj prezentuję kolejne zużycia:


Od lewej:
  • sól do kąpieli OnLine (Mleko & Miód) - bardzo tania sól w sporym opakowaniu (750 g) pozwala na miłe rozgrzanie się przy obecnej pogodzie. Staram się za często nie wylegiwać w wodzie (po pierwsze ekologia, a po drugie okresowo atopowa skora). Ceny nie pamiętam, ale na pewno mniej niż 10 zł. Wystarczy nakrętka na wannę do połowy wypełnioną wodą. Super.
  • żel do golenia Gillette Satin Care z jedwabiem - piękny zapach, zabójcza wydajność (wystarczy ilość wielkości orzech włoskiego na obie nogi), co sprawia, że cena ma mniejsze znaczenie. Normalnie kosztuje ok. 18 zł, ale latem w Rossmannie był za 12 zł (oczywiście musiałam kupić od razu 2 opakowania). Testowałam wiele żeli, ale ten jednak jest najlepszy. Nigdy też mnie nic nie uczuliło.
  • Intimea - rumiankowy żel do higieny intymnej z Biedronki - taniocha (niecałe 4 zł za 500 ml), bardzo prosty i krótki skład, bardzo delikatny produkt. Rumiankowy pachnie średnio, zaś aloesowy w zielonej butelce bosko. Po co przepłacać?
  • Avene - Antirougeurs - wersja lagere (lekka) - cieszę się, że zużyłam, bo teraz jest już nieodwołalnie pora na cięższe kremy. Recenzja tutaj.
Mój odwyk trwa. Na razie jestem grzeczna i się trzymam. A Wy?   
Starcie się ograniczać w kupowaniu nowych rzeczy czy dajecie się ponieść świątecznym zestawom kosmetyków w promocji? 

wtorek, 23 listopada 2010

Projekt denko - vol.2

Udało mi się zużyć kolejnych 5 kosmetyków, z czego z jednego zużycia cieszę się bardzo, bo mi zalegał i się kurzył.

Na to spójrzmy:

 Od lewej:
  • szampon oczyszczająco-normalizujący Tołpa - recenzja tutaj. Zużyłam z przyjemnością.
  • syndet Lipikar La Roche-Posay, czyli środek do mycia skóry suchej i wrażliwej. Próbka 15 ml wystarczyła mi na 2 tygodnie mycia twarzy (choć jest to kosmetyk raczej do ciała). Spisał się na 5-tkę - nie wysusza, super wydajny, kremowy, o miłym, słabym zapachu. Kupiłabym, gdyby nie to, że mam gazilion innych rzeczy do zużycia.
  • Tonik nagietkowy Celia z kolagenem - 200 ml za śmieszną cenę 5-8 zł (w zależności gdzie kupujemy). Fantastyczna alternatywa dla osób szukających bardzo taniego toniku polskiej firmy (na Ziaji świat się nie kończy ;)). Bardzo wysoko w składzie wyciąg z nagietka. Po otwarciu można przechowywać przez 9 miesięcy. Celię kupicie w osiedlowych drogeriach i w Tesco. Niedoceniana polska marka, kilka lat temu przejęta przez Daxa (polecam przy okazji bardzo dobry krem z algami Celii). Mają sklep internetowy.
  • Krem do cery naczynkowej Avene Antirougeurs - wersja Riche. Recenzja tutaj.
  • Syoss Color - 2-minutowa maska do włosów farbowanych - nie do końca potrafię ocenić jej działanie bo nie farbuję włosów. Maskę dostałam. Dla mnie nie zrobiła niczego, czego nie zrobiłaby normalna odżywka. Włosy po niej się dobrze rozczesują, nie plączą. Jest bardzo, bardzo gęsta. Tak gęsto, że strasznie trudno było ją wycisnąć z opakowania. Nie dla mnie.
Zauważyłam, że odkąd prowadzę detoks kosmetyczny, robię się wybredna. Chodzę po sklepach, oglądam zestawy świąteczne i wiele rzeczy mnie nie rusza. Zestaw szampon + odżywka i do tego plastikowe koraliki na rękę? Nie, dziękuję.

niedziela, 14 listopada 2010

Projekt denko - powoli do przodu

Witam!

Jestem nowa w Waszym gronie, ale projekt denko znany jest mi od kilku miesięcy i bardzo pomaga mi w ogarnięciu nadmiaru kosmetyków oraz uczy kupować rozsądniej oraz nie szaleć na widok promocji, która "nigdy więcej już się nie powtórzy" ;)

Moje zużycia:
 Od lewej: 
- scrub grejprfrutowy Oriflame. Nie będę się rozposywać - rezenzję dałam na wizażu.
- perfumowany krem do ciała Embrace Oriflame - ani to nawilża, ani natłuszcza, pachnie nieco mdło, zapach ulatnia się szybko. Ot, bajer dodawany do wody toaletowej, żeby kupującemu wydawało się, że robi super interes. Dostałam w prezencie, sama takich rzeczy nie kupuję.
- płyn micelarny z Biodermy. Wszystkie ochy i achy zasłużone. Napoczęłam kolejne opakowanie.
- masło do ciała Ziaja Rebuild - z tego zużycia jestem najbardziej dumna, bo kremu na początku używałam regularnie, po czym na ponad pół roku (!) walnęłam go do tyłu szafki, gdzie stał zapomniany. Wróciłam do niego i dokańczając go mogłam zmierzyć się z nim na nowo. Naprawdę dobrze nawilża, lekko ujędrnia i jest przyjemny w stosowaniu. Uwaga na zapach! Silny zapach anyżku może niektórych odrzucać.

Z mojej strony tyle :) Dla mnie to i tak sporo - zużywam powoli, nie spieszę się, bo chcę wycisnąć z tych kosmetyków tyle, ile się da - w końcu za nie zapłaciłam.

Pozdrawiam!