Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 listopada 2011

Jeszcze trochę opakowań z listopada


W listopadzie cieszę się naprawdę dużą ilością pustych opakowań. W grudniu pewnie już niewiele się pokończy.
  • Żel chłodzący Termo wyszczuplanie od Ziai. Wygładził i nieco ujędrnił moją skórę. Za sprawą intensywnych ćwiczeń zgubiłam trochę centymetrów i myślę, że produkt Ziai pozwolił mi utrzymać skórę w dobrej kondycji. Niestety jeśli chodzi o sam cellulit to niewiele zdziałał. Żel chłodzący nie chłodzi tak, jakbym sobie tego życzyła. Efekt chłodzenia jest delikatny, powiedziałabym nawet że mizerny. Ze względu na porę roku nawet dobrze, że tak jest, ale w lecie nie byłabym z niego zadowolona. Cena dość wysoka jak na Ziaję, ale normalna jeśli chodzi o preparaty antycellulitowe i wyszczuplające. Rewelacyjne opakowanie z pompką pozwala na higieniczne i wygodne dozowanie. Konsystencja żelowo-kremowa, łatwo się rozsmarowuje i dość szybko wchłania.
  • Zmywacz bezacetonowy do paznokci o zapachu ananasa z Drogerii Uroda. Kupiłam zachęcona niską ceną jak na taką pojemność i zapachem ananasa. Zmywa nieźle, ale miałam już dużo lepsze zmywacze. Raczej nie kupię go ponownie.
  • Serum do pielęgnacji biustu i dekoltu AA Ciało Szczupłe. Żel ma konsystencję żelowego, gęstego kisielu oraz delikatny zapach. Jest lepki, po smarowaniu piersi zawsze kleją mi się ręce. Dość długo się wchłania. Jeśli chodzi o działanie to jest to tylko i wyłącznie produkt nadający się jako podkład pod masaż czy samokontrolę piersi. Nie uniesie, nie poprawi kształtu, nawet nie ujędrni skóry. No może trochę ją wygładzi. Używałam go regularnie, przynajmniej raz dziennie, od prawie dwóch miesięcy, także plusuje wydajnością. Nie kupię go drugi raz, wracam do ukochanego kremu Ziai Rebuild.
  • Próbki kremu Clarena Mat Cream. Starczyły mi na niecały tydzień. Niewiele mogę powiedzieć o samym działaniu kremu przez tak krótki czas. Na pewno nieźle matuje, ale tworzy trochę lepką powłokę na twarzy. Ma ładny niebieski kolor, przyjemny zapach i tępą konsystencję.
  • Olej tamanu z Biochemii Urody. Mój cudotwórca! Bardzo żałuję, że się skończył. Używam go na noc samego albo w towarzystwie żelu hialuronowego. Świetnie łagodzi zmiany trądzikowe, genialnie reguluje sebum, nawilża, wygładza, wyraźnie odnawia skórę. Odkąd stosuję tamanu pozbyłam się praktycznie problemów skórnych. Rano zawsze uśmiecham się dzięki niemu do lustra. Niestety zapach ma nieszczególny, w dodatku mój mąż go nie może wytrzymać. Codziennie wieczorem muszę się nasłuchać, że się paskudztwami smaruję. :)
  • Jedwab do włosów L'Biotica. Jak to jedwab napakowany silikonami: chroni włosy przed działaniem temperatury, nabłyszcza zewnętrznie, sprawia że włosy lepiej się układają, trochę poprawia skręt. Pasował mi, chociaż z Biosilku byłam bardziej zadowolona.
  • Krem nawilżający matujący 25+ Ziai. To niewątpliwie jedno z większych odkryć ostatnich miesięcy i chyba najlepszy krem drogeryjny jaki miałam do tej pory. Przeznaczony dokładnie dla takiej skóry, jaką posiadam. Nie zapycha co mnie zaskoczyło, nawilża w miarę dobrze, matuje twarz tak zdrowo a nie sztucznie. Ma delikatny, przyjemny zapach, dobrze się rozprowadza, szybko wchłania. To ważne, bo rano spieszę się z makijażem. Trochę niewydajny, ale niska cena to zdecydowanie rekompensuje.
  • Odżywka do paznokci Nail Protex Sally Hansen. Mam dużo produktów od Sally Hansen, jedne lepsze inne gorsze, ale nie zawiodłam się jeszcze na żadnej odżywce do paznokci. Nail Protex używałam regularnie do wzmocnienia paznokci. Regeneruje, odżywia i dobrze wzmacnia. Paznokcie stają się niemal tak twarde jak tipsy i przestają się łamać. Niestety nie zapobiega rozdwajaniu. Chociaż na paznokciu wysycha szybko, to nie zastyga w buteleczce.

Zapraszam na giveaway do Księżniczkowych pasji -> klik.

czwartek, 26 maja 2011

W maju nie ma szału :)

Maj się kończy, a zużyć niestety niewiele. Może w czerwcu będzie lepiej.
  • Dwufazowy płyn do demakijażu Nivea. Naprawdę dobrze zmywa makijaż oczu: cienie, tusz (także wodoodporny), kredkę. Nic się nie rozmazuje tylko usuwa na płatek, choć nie zawsze idealnie i do końca. Nie podrażnia oczu, nie wysusza powiek, zostawia przyjemną, tłustawą warstwę. Cena nie jest nadzwyczaj wygórowana, ale znam tańsze płyny, które działąją podobnie do Nivei, ale ta jest bardziej wydajna.
  • Mydło w płynie do rąk 'Dzika róża i chaber' Polleny-Ewy. Nie natknęłam się nigdy na żaden bubel Polleny-Ewy, a to mydełko jest wręcz mistrzowskie. Nie wysusza skóry dłoni, a nawet powiedziałabym że pielęgnuje. Ma boski zapach! Bardziej wyczuwalna jest róża, jak z różanych konfitur. Kolorek też bardzo przyjemny, taki mleczno-różowy. Duży plus także za wersję tańszą, bez dozownika (tzw. uzupełniacz).
  • Maska-sauna do twarzy Boots Botanics. Poza tym, że przyjemnie grzeje przy nakładaniu to niewiele z niej dobrego. Nie oczyszcza jakoś szczególnie, słabo matuje - naprawdę nic specjalnego.
  • Olej ze słodkich migdałów z Naturalnego Piękna. Bardzo uniwersalny nawilżacz. Dodawałam go do balsamu albo kremu do twarzy, czasami używałam do demakijażu oczu (genialnie usuwa tusz!). Nie zdążyłam go dobrze poznać, bo szybko się skończył - miałam tylko 10 ml.
  • Krem do mycia twarzy Sebo Specific z Yves Rocher. Idealnie oczyszcza skórę, świetnie złuszcza naskórek, perfekcyjnie matuje - przez cały dzień skóra się nie błyszczy! Atutem jest też ziołowy zapach. Używałam go sporadycznie, na codzień mógłby być zbyt silny.

Nareszcie kolejne zużycia kolorówkowe! Tym razem korektor do brwi i dwa błyszczyki.
  • Korektor do brwi Glamour Fashion z Delii. Jest rewelacyjny! Dyscyplinuje, układa i utrwala brwi aż do demakijażu. Lekko przyciemnia (właśnie o to mi chodziło!) i pięknie nabłyszcza. Żadnym cieniem do brwi ani kredką nie udało mi się wcześniej uzyskać tak naturalnego i trwałego makijażu. Szkoda, że nie mogę go dostać nigdzie poza allegro.
  • Błyszczyk Diamond Treatment 12 HR Sally Hansen. Ma piękny kolor - przezroczysty z holograficznym połyskiem różu i delikatnymi, złotymi drobinkami. Usta pomalowane tym błyszczykiem wyglądały naprawdę kusząco. Jest klejący (to lubię), bardzo mocno trzyma się ust, nawet po jedzeniu. Niestety jest drogi jak na błyszczyk i ma bandycką pojemność, tylko 2,6 ml!
  • Błyszczyk z limitowanki Porcelain Rose My Secret. Kupiłam błyszczyk nr 3, o kolorze zbliżonym do koloru ust, lekko beżowym. Jest rzadki, znika praktycznie zaraz po nałożeniu, trzeba by się nim mazać co 5 minut. Daje efekt lekkiego nabłyszczenia, całkiem sympatyczny, ale nie ma to znaczenia, bo zaraz i tak kolor znika. Ma rewelacyjny zapach i smak coca coli, który jest jedynym plusem tego mazidełka.

sobota, 16 kwietnia 2011

Puste opakowania z kwietnia

Ostatnio znowu trochę nakupowałam, chyba nie wyleczę się z tego nałogu. Dobrze, że chociaż zużycia są całkiem przyzwoite. Pokończyły się akurat rzeczy, z których jestem wyjątkowo zadowolona i większość z nich zostanie w mojej pielęgnacji na stałe.
  • Bioorganiczny krem Anti Age Torf&Wodorosty Bielendy. Krem ma bardzo zbitą konsystencję, łatwo rozprowadza się po skórze, ale zostawia wyczuwalny przez dłuższy czas film. Nawilża znakomicie! Używałam go na noc, a skóra nad ranem zawsze była gładka, promienna, świeża. Dobrze miesza się z olejami (dodawałam do niego tamanu albo skwalan). Przeszkadzał mi tylko intensywny zapach mułowo-wodorostowy, który przy dłuższym używaniu staje się naprawdę męczący. Można przyczepić się też do tandetnego opakowania i średniej wydajności.
  • Olej kokosowy z Biochemii Urody. To genialny nawilżacz - dodany do balsamu do ciała sprawia, że skóra jest o wiele bardziej gładka, nawilżona, odżywiona. Tak samo zachowuje się stosowany z kremem do twarzy. Niestety używany solo trochę mnie pozapychał. Liczyłam na jego zbawienne działanie na moje włosy. Wcierałam go wieczorem (szczególnie intensywnie w końcówki), a rano zmywałam szamponem. Rzeczywiście stawały się bardzo miękkie, ale nadto puszyste i niesforne. Nie pachnie jak kokos tylko kokosowe ciasteczka tzw. kokosanki. Na mojej skórze zapach wyczuwalny jest tylko przy aplikacji, a potem zmienia się już w aromat ... masła.
  • Szampon rumiankowy Herbal Care Farmony 300 ml. Oczyszcza genialnie aż włosy skrzypią pod palcami, świetnie radzi sobie z nałożonymi na włosy olejami i maseczkami domowej roboty. Mam wrażenie, że nieco ograniczył przetłuszczanie moich włosów, choć w tej kwestii bardziej jestem wdzięczna wodzie brzozowej. Ma cudowny wpływ na kolor! Odkąd go używam są jaśniejsze i mają piękne refleksy (jak od słońca). Żaden szampon do tej pory nie dawał takiego efektu (koleżanka z pracy była przekonana, że pofarbowałam włosy). Zapach rewelacyjny! To najbardziej naturalny zapach rumianku jaki spotkałam w kosmetyku - nie jest to żaden syntetyczny rumianek tylko taki wprost z łąki albo z rumiankowego naparu. Szampon ma bardzo przyjemne dla oka opakowanie, większą niż inne szampony pojemność i niską cenę. Do tego jest bardzo wydajny, mimo rzadkiej konsystencji.
  • Żel myjący normalizujący Ziaja Pro 500 ml. Nie zawiera silnych detergentów, nie pieni się, jest łagodny, nie ściąga mocno skóry. Rewelacyjnie oczyszcza - z brudu, makijażu, nadmiaru sebum. Pełni rolę żelu do mycia i do demakijażu. Od kiedy go używam skóra mniej się przetłuszcza. Szkoda, że można go nabyć jedynie przez internet. Cena jak na taką pojemność jest wyjątkowo korzystna, chociaż żel jest mniej wydajny od innych przez to, że się nie pieni. Obok olejku myjącego z Biochemii Urody to mój ulubiony oczyszczacz twarzy.
  • Maseczka do cery tłustej i mieszanej 'Kwiat bzu' z Herbapolu. To chyba moje największe odkrycie maseczkowe ostatnich miesięcy. Przyjemna w użyciu, pachnie ziołowo, łatwo się rozprowadza, szybko zasycha, ale nie jest to ściągająca twarz skorupa. Działanie naprawdę obłędne - niektóre krostki przysuszone, inne wyłażą na wierzch, podskórne gule się zmniejszają. Do tego cera zyskuje promienny wygląd, ma ujednolicony koloryt, a pory zostają oczyszczone z sebum i zmniejszone. Starcza na mnóstwo, mnóstwo aplikacji. Cena tego produktu jest śmiesznie niska jak na taką wydajność.
  • Zmywacz do paznokci o zapachu migdałów Isana z Rossmanna. Idealnie zmywa, już po pierwszym pociągnięciu płatkiem lakier znika. Nawet z ciemnym lakierem świetnie sobie radzi, podobnie z brokatowym. Ma dużą pojemność, co dla mnie jest zaletą bo nie muszę ciągle biegać po zmywacz.
  • Kąpiel ziołowa 'Pomarańcza i lipa' Dresdner Essenz. Jestem zawiedziona tą saszetką, bo w porównaniu z innymi kąpielami DE wypada słabo. Barwi wodę na kolor limonkowy (coś jak Vibovit), ale zapach stanowczo ma mniej intensywny i za bardzo cytrusowy. Miałam wrażenie, że kąpię się w płynie do mycia podłóg.