Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orlica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orlica. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 stycznia 2012

Orlicowe zużycia z grudnia

Wiem, że się nieco spóźniłam z tymi grudniowymi zużyciami, ale co tam, ważne, że w ogóle się chwalę i że zużywam, prawdaaa? ;)
Jestem z siebie dumna, bo udało mi się nieco uszczuplić moje żelowo-kąpielowe zapasy, a ta kategoria ostatnio szybko się u mnie rozrasta. 
  (wybaczcie podpisy z mojego bloga ;))

A więc co my tu mamy?
  • szampon z odżywką Joanna Naturia z tatarakiem
Wielkie bydle, które dłuuugo mi się zużywało. Tani, przyjemny szampon do codziennego stosowania, o ładnym zapachu, dobrze oczyszcza włosy, choć czasem nieco też je obciąża. Tu cała recenzja.
  • żel pod prysznic BeBeauty Japonia
 Tak naprawdę nie bardzo mam co napisać... Żel o ładnym świeżym zapachu, dość dobrze się pienił, był średnio wydajny. Tych granulek właściwie się nie wyczuwało w codziennym użytkowaniu.
  • relaksująca sól do kąpieli BeBeauty Lawenda
Tu bez szału - bardzo chemiczny, absolutnie nie lawendowy zapach, ledwo zmęczyłam tę sól do końca. Nie robiła nic z wodą, tylko lekko barwiła, zapach na szczęście w tej sytuacji dość szybko znikał. Po sole BeBeauty już raczej nie sięgnę... Tu cała recenzja.  
  • olej z pestek winogron
Zużyłam go trochę do włosów, a trochę do pichcenia, ale nie kupię więcej. Na moich włosach nie sprawdził się jakoś rewelacyjnie, są lepsze oleje.
  • naturalne mydło Yardley London Cytryna i Werbena
Miło dla odmiany czasem poużywać sobie czegoś innego niż żelu pod prysznic, zwłaszcza, że to mydło naprawdę nawilża skórę! W dodatku na tyle dobrze, że można darować sobie balsam po kąpieli. Tu cała recenzja.
  • mydło do rąk Original Source Malina i Wanilia
Mydełko pachnące różowym Chupa-Chuppsem? Czemu by nie ;) Zużył je w sumie głównie mój brat, który nagle zaczął pamiętać o konieczności częstego mycia rąk ;) Fajna żelowa konsystencja, boski zapach, niezła wydajność. Tu cała recenzja.
  • maseczka nawilżająca z glinką zieloną Ziaja
Nie, nie, i jeszcze raz nie. Ta maseczka zrobiła mi na twarzy niezły Armageddon już przy drugim użyciu, więc nawet nie będę próbować znaleźć jej plusów... Tu cała recenzja.

poniedziałek, 3 października 2011

Zużycia z września

Udało mi się trochę zużyć we wrześniu - powinien tu także być szampon Head&Shoulders, ale wrzucałam go już ostatnio ;) A więc co my tu mamy?
  • Ziaja - płyn do demakijażu oczu
Ostatnimi czasy przypasował on mi znacznie bardziej niż wersja dwufazowa, wydaje się być delikatniejszy, a tak samo skuteczny. Do tego tani i wydajny, czego chcieć więcej? :)
  • Essence - tusz do rzęs MultiAction
Jeden z lepszych tuszów, jakie miałam. Wydłuża, pogrubia, podkreśla, nie skleja. Co prawda po kupieniu warto go przetrzymać jakiś czas, żeby ciut przesechł, bo z początku jest go zbyt dużo, jest zbyt rzadki, zbyt "mokry" ;) To chyba moje 3 opakowanie, choć kolejnego na razie nie kupiłam, znalazłam nowy nr 1, jakim jest Kobo - Lash Modeling Mascara :)
  • Avon Planet Spa - śródziemnomorski krem do ciała z oliwką
Męczyłam go dość długo, jakoś nie mogłam się przekonać, ale wreszcie koniec końców go wręcz pokochałam, jak wiele moich avonowych klientek - co katalog mam na niego kilka zamówień. Ślicznie pachnie, nawilża, ma świetne opakowanie...
  • Avon Senses - żel pod prysznic Lagoon 500ml
Wybaczcie, ale chyba nie umie recenzować żeli pod prysznic :P Ten rolę swoją spełnia - czyści, dobrze się pieni, ładnie pachnie, jest wydajny - cała moja naprawdę duża rodzina pomagała mi go wykończyć i jak na złość w ogóle go nie ubywało ;) 
  • Isana - żel pod prysznic Arbuz i mięta wodna 300ml
Tradycją już jest, że skuszam się na każdą edycję limitowaną tych żeli - uwielbiam je! Są tanie jak woda, do tego szybko się je zużywa, bo są dość niewydajne (tak, to ma swoje plusy ^^), pachną zazwyczaj obłędnie! Dla mnie to taki bardzo miły dodatek na półce przy wannie - aromatyczna kąpiel gwarantowana, za grosze ;)
  • Marba - puder do kąpieli Pomarańcza i czekolada
W przypadku Limonki i bazylii z tej serii przynajmniej zapach był na plus... Tu plusów nie mam żadnych. Nie pieni się prawie wcale, a ta piana która się tworzy znika szybciutko, zapach jest bardzo chemiczny, wręcz nieprzyjemny, woda wygląda nieapetycznie pomarańczowo. Nie nie nie, nawet za 2zł.
  • Dentalux - płyn do płukania ust X-tra Mint
Też nie mogłam się do niego przyzwyczaić z początku - wydawał się strrrasznie ostry, tak, że wręcz paraliżował usta. Ale po jakimś czasie używania wrażenie to osłabło i zostało tylko przyjemne odświeżenie paszczy ;) Na razie mam inny płyn, z Lidla, ale myślę, że wrócę do tego znowu. Może wypróbuję inny "smak" :)

sobota, 10 września 2011

Zużycia z przełomu sierpnia i września


Od ostatniego mojego posta tutaj udało mi się zużyć parę kolejnych rzeczy. :) Bez zbędnych wstępów, przejdę do konkretów:
  • AVON Foot Works, Nawilżający krem do stóp Wanilia i Brązowy Cukier
Nie polecam na lato ze względu na zapach (ja musiałam go wykończyć, zresztą nie miałam akurat innego), ale rewelacyjnie nawilża. Moje stopy przypominały łuszczący się papier ścierny, a po tygodniu codziennego używania tego kremu, stały się mięciutkie i zdrowe. Z czystym sumieniem polecam, zwłaszcza, że jest już niedostępny :P Ale większość produktów z serii FootWorks jest warta uwagi :)
  • REXONA Fresh Aloe Vera, Antyperspirant w aerozolu - miniaturka
Tego z kolei nie polecam. Nic nie robił, ani nie pachniał zbyt długo (może z godzinę po popsikaniu), ani nie niwelował potliwości ani zapachu. Dobrze, że szybko się skończył.
  • ORIGINAL SOURCE Żel pod prysznic Mięta i Drzewo Herbaciane
Ten żel zużyłam i kolejna butla czeka już na swoją kolej. Uwielbiam zapach mięty i jeszcze nie spotkałam się z tym, żeby jakikolwiek kosmetyk pachniał tak naturalnie i tak intensywnie! Niesamowicie orzeźwia, dość dobrze się pieni, jest wydajny. Opakowanie bardzo praktyczne, bo otwiera się od dołu, więc żel spływa, ale nie wypływa, bo ma silikonowy "zaworek niekapek" :D
  • HEAD&SHOULDERS Szampon przeciwłupieżowy przeciw wypadaniu włosów dla niej
Co do tego szamponu mam mieszane uczucia. Zwalczył łupież - najpierw idealnie, nie miałam ani odrobinki, ale po chwili wrócił - jeszcze w trakcie używania szamponu. Wrócił co prawda mniej intensywny, ale chyba nie powinien, co? Zapach typowy dla szamponów H&S, taki nijaki. 
  • MARBA Puder do kąpieli Bazylia i Limonka
Ot, taki gadżet za niską cenę. Rewelacji nie robi, nie do końca spełnia obietnice (np. o wannie pełnej piany... Owszem, jest piana, ale po chwili znika), ale akurat ta wersja ładnie pachnie - bardzo oryginalne połączenie bazylii i limonki. Warto spróbować, ale nie nastawiać się na zbyt wiele. Słyszałam, że dwie pozostałe wersje są dużo gorsze.

środa, 10 sierpnia 2011

Powrót Orlicy w wielkim stylu - pierwsze sierpniowe zużycia

Hej hej, mam nadzieję, że część z Was mnie jeszcze pamięta ;) 
Jako, że odwyk porzuciłam na jakiś rok, niewiele przez ten czas kupowałam, ale jednak zapasy mam nadal - trzeba z nich wreszcie zejść ;)
Kiedy napisałam do Kamili o przywrócenie mnie na tego bloga, okazało się, że przywrócona owszem, zostałam, ale od razu z powrotem do rangi administratora bloga. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko temu, żebym znowu ja tutaj pilnowała porządku :P

Żeby wkupić się w Wasze łaski, przedstawiam moje pierwsze zużycia sierpniowe:

Maseczka do włosów przetłuszczających się WAX - na pewno wzmocniła mi włosy, były po niej bardziej puszyste i miękkie - w pozytywnym sensie. Natomiast nie zaobserwowałam żadnych zmian w kwestii przetłuszczania się włosów.
Farmona - olejek kąpielowy Brazylijska Pomarańcza - oszczędzałam go jak tylko się da, aż się przeterminował, wtedy używałam go przez cały tydzień, żeby zużyć, a nie wyrzucać. Pachnie bardzo naturalnie, uwielbiałam się zanurzać w gorącej wodzie nim pachnącej. Pieni się i można się nim porządnie umyć ;)
Isana - żel do golenia do skóry wrażliwej - z tego co wiem, został wycofany/zastąpiony, a szkoda, bo to bardzo fajny produkt. Nie ma mowy, żeby skóra była podrażniona po goleniu z jego użyciem, jest wręcz aksamitnie gładka (nawet kolejnego dnia po goleniu).
Antidral - chyba nie muszę go nikomu opisywać - to mój cudotwórca. Nie sądziłam, że coś może być tak skuteczne, po jego użyciu przez kilka dni skóra pod pachami nie była nawet wilgotna. Inna sprawa, że swędziała jak diabli ;) Teraz przerzuciłam się na tańszego i delikatniejszego Blokera Ziai.
Avon - sztyft przeciw wypryskom - owszem, wysuszał wypryski, ale nic więcej nie robił, znam lepsze preparaty tego typu.
  
Na koniec mała prywata - postanowiłam zadebiutować z blogiem kosmetycznym (pazurkowy oczywiście nadal prowadzę ;)) i chciałabym mieć Was jako czytelniczki ;)

środa, 4 sierpnia 2010

Zużycia z przełomu lipca i sierpnia

Na przełomie lipca i sierpnia udało mi się zużyć kilka rzeczy, ale dopiero teraz mam chwilę, żeby się tu nimi pochwalić.
  • Tusz Avon SuperShock - zawsze był moim nr 1, dopóki nie kupiłam edycji limitowanej - była tragiczna. Teraz boję się kupić normalną wersję, ale na szczęście znalazłam inne świetne tusze, które podstawowego SuperShocka dzielnie zastąpiły.
  • Szampon Joanna Naturia z Miętą i Wrzosem - uwieeelbiam szampony z tej serii, a ten zapach baaardzo przypadł mi do gustu, bardzo orzeźwiający. Od szampony wymagam tyle tylko, żeby ładnie pachniał, dobrze mył i nie niszczył włosów.
  • Miniaturka pasty Colgate - ot, pasta ;) Te miniaturki świetnie sprawdzają się na wyjazdy.

środa, 21 lipca 2010

Piękny słoik po masełku? No problem!



Z tego zużycia cieszę się podwójnie - jeden kosmetyk mniej, za to zyskałam śliczny pojemniczek na drobiazgi. To masełko z Avonu z mojej ulubionej serii Planet Spa, Minerały Morza Martwego. Spodobało mi się tak bardzo, że na pewno do niego wrócę (już jedno czeka w zapasach, miałam okazję kupić za grosze...). Tyle o masełku, nie chcę kusić do zakupu ;)
Ostrzegam, że z powodu mojego wyjazdu na blogu mogą być małe zaległości, np. w liście zużywaczek. Proszę, dodawajcie etykiety: swój nick i rodzaj kosmetyku. Mam nadzieję, że po powrocie zastanę mnóstwo nowych postów z Waszymi zużyciami :)

wtorek, 20 lipca 2010

A teraz zużycie dłuuugoterminowe.

Bardzo dawno nie zużywałam czegoś tak długo. Ten żel otworzyłam w październiku, a skończyłam wczoraj wieczorem. Nie znam chyba nic bardziej wydajnego! Tym bardziej jestem dumna, mogąc zaprezentować Wam tu puste opakowanie po nim. A kupiłam go przypadkiem, bo latałam po aptekach w poszukiwaniu maseczki z miodlą Himalayi, nigdzie jej nie było, a kiedy wreszcie udało mi się znaleźć, była w zestawie z żelem za cenę zbliżoną do samej maseczki, więc długo się nie zastanawiałam ;) Oba te kosmetyki bardzo przypadły mi do gustu, w przeciwieństwie do kremu do twarzy, który dostałam jako gratis do tego zestawu - jest OK, ale nie do twarzy ;) 
Jako ciekawostkę podam, że zawsze na początku miesiąca robię listę rzeczy, które powinny mi się w danym miesiącu skończyć. Ten żel na tej liście znalazł się już w lutym, a skończył się teraz. Już się bałam, że to magiczna, bezdenna tubka ;)

Kilka słów na start

Pomysł założenia tego bloga wyszedł od Zetafona i uważam, że jest genialny. Będziemy się tu chwalić zdjęciami pustych opakowań po kosmetykach, będzie to dla nas wielką motywacją w walce z nałogiem. Na razie blog jest w zarodku, zaczną przybywać kolejne zużywaczki jako autorki i każda będzie mogła publikować swoje zwycięstwa. W tagach (etykietach) piszcie, co chcecie, ale jedna prośba - dodawajcie także do nich swojego nicka, będzie można łatwo znaleźć wszystkie posty danej osoby tutaj - w panelu pojawi się lista dziewczyn, odsyłająca do postów każdej z nich. Mam nadzieję, że uda nam się rozkręcić bloga i że spełni on swoją funkcję. Piszcie wszelkie sugestie, jakie co do niego macie :)