Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling do ciała. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 września 2012

Wrześniowe denka


Ostatnio miałam całkiem udane zużycia:
  • Krem Shape Up Dove. Nie zachwycił mnie. Pachnie jak zjełczały kosmetyk (od nowości miał taki zapach, więc to nie z powodu zepsucia). Całkiem nieźle nawilża, ale nie nie zauważyłam spektakularnego ujędrnienia i wygładzenia skóry. Plusem jest na pewno duża wydajność.
  • Peeling solny wyszczuplający Perfecta Spa. Słaby zdzierak, nie dla wielbicieli mocnego złuszczania. Nie spodobał mi się też jego cytrusowy zapach. Szczegółowa recenzja na blogu: KLIK.
  • Żel perfumowany Vanille Noir Yves Rocher. Ma cudowny, mocny, odurzający zapach wanilii, ale nie słodkoulepnej tylko takiej mrocznej, wieczorowej, "brudnej". Od tej woni można się uzależnić. Jako żel spisywał się świetnie  dobrze oczyszczał i nie wysuszał skóry. Tylko ma zbyt twardą butelkę no i ... cenę z kosmosu.
  • Olejek do kąpieli Tutti Frutti Farmony. W żadnym wypadku to nie olejek, tylko zwykły płyn do kąpieli. Słabo się pieni, nie wysusza skóry. Melonowy zapach niestety mnie nie zachwycił.


  • Peeling do stóp z pumeksem Yves Rocher. Mój ulubieniec od lat, sama już nie wiem ile zużyłam opakowań. Rewelacyjnie ściera i jest wydajny mimo małej pojemności.
  • Żel do stóp Foot Therapy z Biedronki. Przyjemny kosmetyk - tani, lekki, szybko się wchłania, odświeża na długo. Szkoda tylko, że mało wydajny.
  • Krem do rąk BeBeauty z Biedronki. Mój absolutny hicior za grosze. Używam go nie tylko do rąk. Szczegóły na blogu: KLIK.
  • Balsam do ciała wyszczuplająco-antycellulitowy Soraya Piękne Ciało. Zakochałam się przede wszystkim w opakowaniu, ale zawartość także zasługuje na uwagę. Szczegóły na blogu: KLIK

  • Emulsja do włosów Gloria. Moja ulubiona, codzienna odżywka - wracam do niej jak bumerang. Sprawia, że włosy są miękkie, sypkie, błyszczące, nawilżone, lepiej się układają i pozostaja dłużej świeże.
  • Szampon 'Wymarzona Objetość' Timotei z serii Jericho Rose. Niczym szczególnym mnie nie zachwycił. Spodziewałam się lepszego działania po obiecującym składzie. Szczegóły na blogu: KLIK
  • Żel pod prysznic Bambus z miętą The Secret Soap Store. Bardzo fajny żel, ma mocno bambusowy, orzeźwiający zapach. Nie wysusza skóry, jest bardzo wydajny. Szczegóły na blogu: KLIK.
  • Hydrolat z kocanki z Biochemii Urody. Obok oczarowego to mój ulubiony hydrolat, bez którego nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji. Łagodzi podrażnienia, niweluje przebarwienia, nawilża, zapobiega pękaniu naczynek. Potwornie śmierdzi zepsutym mięsem, ale przywykłam już do tego zapachu.

wtorek, 4 września 2012

Sierpień u ThroughTheDay :))

Witajcie jak co miesiąc jestem z Wami.

Dziękuję za komentarze i wsparcie w denkowaniu bo w pewien sposób  dbacie mobilizacje:))

Na szczegółowe recenzje zapraszam na mój prywatny blog TUTAJ


Oto zdjęcie grupowe ekipy sierpniowej


W tym miesiącu wiele z produktów to moi ulubieńcy szczególnie:
  • krem do stóp
  • serum Nivea
  • maska John Frieda 
  • żel Palmolive 
  • balsam Vaseline 
nie zabrakło też BUBLI ... :)

Jesień zmobilizuje nas pewnie w denkowaniu balsamów, maseł i płynów do kąpieli ..
Już sie nie moge doczekać nowych denek.
Pozdrawiam i miłego zużywania :)

piątek, 13 lipca 2012

druga polowa czerwca

Zapraszam was na czesc druga denka z czerwca

znajdziecie ją tutaj

z tej części roczarowały mnie tylko dwa produkty mianowicie - antyperspiranty a dlaczego ??

Pozdrawiam :)

throughTheDaytroughTheLife

czwartek, 5 kwietnia 2012

marcowe denko z torby wyskoczyło i zaskoczyło nawet mnie

Witajcie Kochani
Denko miało być już wczoraj opublikowane ale... ja jestem dupa i bateria nie naładowana - fotek nie było
Ale do rzeczy ten miesiąc był dla mnie bardzo intensywny i szczerze mówiąc byłam zszokowana rezultatem denka.
Cały miesiąc bieganiny do pracy i tak sobie wrzucałam do torby koło szafki nocnej i wrzucałam i SZOK
sami zobaczcie 
niektóre produkty zużywałam nawet od lutego (lub dłużej np. maska BIOVAX)

do rzeczy:
SZAŁOWA TRÓJCA DO WŁOSÓW :)

  • maska intesywnie regenerująca BIOVAX (do włosów słabych ze skłonnością do wypadania) - rewelacyjna maska, włosy wzmocnione i nawilżone, (używałam jej z serum a i e, również super, serum nadal w użyciu) prowadziłam małe statystyki z ciekawości i wystarczyła mi na 6 aplikacji a jak u was ??
  • odżywka Timotei fresh&strong normal hair - przypadkowe odkrycie w stylu dobra cena i odżywka jest rewelacyjna (100% wyciąg z ziól i zero parabenów) nono :) zapach i miękkość włosów wow 
  • odżywka Herbal Essences hello hydration - klasyka, uwielbiam i kupuje często 

SZAŁ DLA CIAŁ (tu już równie bywa)
  • balsam Skin So Soft z avonu - balsam  jest ok, ładnie pachnie, nawilża, lekko natłuszcza, za rzadka konsystencje ( \zużycie luty,marzec)
  • balsam ujędrniający DOVE - uwielbiam go, jest lekki, nawilża i lekko napina skórę, jego zapach dobrze mi się kojarzy :) kupie znowu jak tylko go znowu upoluję  (w Pl używałam kilka lat temu całej serii "zielonej" żelu pod prysznic, ten balsam, serum i coś jeszcze nie pamiętam) przypomniał mi pewne czasy, wiem że moze to troche subiektywne ale i tak uważam że to świetne produkty
  • foaming gel Rituals (tym razem) Zensation-Organic Rice Milk&Cherry Blossom - zapach odmienny od poprzedniego ale bardzo świeży i przyjemny, nawilża jest po prostu świetny, polecam
  • gel Dove go fresh ogórek i zielona herbata -orzeźwiający zapach, wydajny ale wysuszał mi skorę, po wymagała lekkiego nawilżenia, ogólnie ok 
  • próbka scrubu Sanctuary - powiem tak już mam produkt pełnowymiarowy bo mi się spodobał, ma delikatne drobinki i nie należy do mocnych zdzieraczy ale zapach jest mega relaksujący, niestety pewnie dostępny tylko w UK
  • mini wersja żelu FAB First Aid Beauty gentle body wash - probka z glossyboxa - jest to żęl do skóry wrażliwej, nie zawiera parabenów, i innych szitów ale niestety również bezzapachowy i bezbarwny, więc nie zauważyłam dosłownie nic ponieważ obecnie moja skóra jest normalna i bezproblemowa nie ma to znaczenia w wręcz brakowało mi tego czegoś w nim

  • rozgrzewający żel głęboko oczyszczający Nivea Visage - efekt rozgrzewania jest zaskakujący ale bardzo mi spasował, czuje że otwiera i czyści pory
  • łagodzący tonik Simple - zawiera w składzie (obok) rumianek, który zawsze dobrze się sprawdzał na mojej skórze, generalnie świetny tonik bez alkoholu i mam już następny w zapasie (niestety dostępny tylko w UK)
  • deo Garnier - klasyka, już o nim pisałam (widać że miesiąc był intensywny :)
  • paski na nos i brode - dalej męcze..
  • maseczka Soraya dotleniająca- jedna z moich ulubionych
  • szampon LUSH Seanik - mój faworyt na równi z New ( małe statystyki na dole, same zobaczcie ile użyć i przeliczcie na butelki szamponów :) plus to co na dole zostało wystarczyło na ostatnie użycie


A koniec bubel i ulubieniec kategoria ręce i nogi  
  • krem do stóp Triple Duty Avon - koszmar luty- marzec :/ nie lubie tego kremu, nie zrobił nic oprócz zniechęcenia mnie do aplikacji, za rzadki..
  • krem do rąk Eveline - świetny krem, nie sprawdził się tylko w ekstremalnym podrażnieniu moich dłoni ale ogólnie był na 5, mam już kilka ulubinych kremów do rąk i ten jest ok, kupiłabym go znowu
To już koniec mam nadzieje, że cieszycie prawie tak jak ja z mojego kolejnego sukcesu :)
Dziękuje za wszystkie miłe komentarze z poprzedniego  lutowego posta.

Miłego czytania i powodzenie w waszych zużyciach.

ThroughTheDayThroughTheLIfe :*

piątek, 2 marca 2012

Lubię koniec miesiaca

Jak dobrze, że luty już za nami. Pod względem zakupów był to miesiąc straszny, bo dużo nakupiłam . Nie udało mi się tym razem zużyć więcej niż kupiłam ale mogę pochwalić się 24 zużyciami (nie wszystko jest na zdjęciu).



Zużycia lutego:



  1. Jedwab do włosów Biosilk - każdy go zna, ja go lubię :)
  2. Maska do ciała Minerały Morza Martwego AVON - w sumie to nie żałuję, że się skończyła. ma dokładnie takie samo działanie jak maska błotna do twarzy Avon, tyle, że ta jest do ciała. Nie miałam jej kiedy używać więc cieszę się, że nie zagraca szafki. Chociaż muszę przyznać, że oczyszcza dobrze i fajnie wygładza ciało. 
  3. solny peeling Rossmann (recenzja tutaj)
  4. maska z oliwą z oliwek do włosów AVON - mi nie podeszła, bo choć ma poręczne opakowanie i fajny zapach to obciążała moje włosy i zaraz były tłuste.
  5. Krem ogórek i drzewo herbaciane AVON (recenzja tutaj)
  6. Peeling mocny do stóp Ziaja Pro 250 ml - był OK ale to słowo "mocny" w ogóle nie pasuje, bo drobinki są małe i raczej delikatne. Zastanawiam się, czy ten kosmetyk nie zawiera jakiegoś dodatkowego środka złuszczającego naskórek, bo stopy były po nim naprawdę gładkie
  7. mleczko do demakijażu z aloesem i imbirem AVON (recenzja tutaj)
  8. Krem zimowy – 4 pory roku (recenzja tutaj)
  9. Balsam antycell. Ziaja rozgrzewający - kosmetyk fajny, gesty, wydajny. Fajnie rozgrzewa skórę. Nie używałam regularnie by móc powiedzieć czy coś tam działa, ale nawilża i napina skórę.
  10. Pur Blanca 50 ml - lubię ten zapach :) przypomina mi czasy licealno - studenckie i pierwsze miłości :) i jest naprawdę trwały.
  11. Maseczka do twarzy z oliwą z oliwek AVON 75 ml - też znana i lubiana. Lubię ją o wiele bardziej niż tą z białą herbatą z AVON. Trochę mi się jednak znudziła i na razie nie kupię następnej. Zresztą mam szlaban (czytaj tutaj)
  12. miniatura balsamu Avene - fajnie się wchłania, zapach neutralny, jest OK i na pewno warto spróbować.
  13. miniatura kremu z mocznikiem LPR (recenzja tutaj) - jest naprawdę dobry i fajnie pachnie
  14. szampon do włosów farbowanych AVON (recenzja tutaj) - totalna maskara, nigdy więcej
  15. krem do stóp Ziaja Pro 250 ml - kremik  przyjemny, szybko się wchłaniał i likwidował zgrubienia na stopach.Jesli nadarzy się kiedyś okazja to kupię ponownie.
  16. Krem do depilacji Bielenda - jeden z lepszych na rynku. Z całego serca polecam.
  17. maseczka nawilżająca L’biotica – saszetka
  18. krem do rąk Kamill z rumiankiem 100ml - mimo iż lubię serię kremów Kamill to tego nie polubiłam, zapach srednio mi podszedł, zostawiał na dość długo tłusty film i niezbyt dobrze się wchłaniał. Stosowałam go jedynie na noc ale i tak czekałam aż się skończy
  19. Żel pod prysznic Johnson’s baby masło shea (recenzja tutaj) - jak dla mnie zapachowa katastrofa, mimo, że nawilżał dobrze to nigdy więcej do niego nie wrócę
  20. Krem odżywczy do twarzy AA 50ml - jak na krem odżywczy to wypadł słabo, bo jest zbyt lekki. Natomiast po zabiegach kwasami jak najbardziej ale to na dzień pod makijaż lub po południu. Na noc po kwasach szukam czegoś o gęstszej konsystencji. Ogólnie OK, ma przecudowny zapach.
  21. Krem matujący Avon Solutions 50ml - i tak i nie, bo jako krem, który mieszam z podkładem jest OK ale nie matowił mojej cery w ogóle, do tego to ciężkie szklane opakowanie, w którym nie widać dna. Zmęczyłam ten krem, ale nie chce go więcej na mojej półce.
  22. Perfumy Tresselle Mistique - moja miłość, są przepiękne aczkolwiek ciężkawe i jedynie na jesień/zimę lub wieczory we dwoje. Na szczęście drugi flakonik mam w zapasach.
  23. miniatura szamponu Clear - szampon jak szampon, nie mam łupieżu więc nie wiem czy go zwalcza.
  24. serum Bielenda do biustu - nie wiem czy cokolwiek zdziałał. Jedyne co mi się w nim spodobało to dobre ujędrnienie więc chyba o to chodziło.

środa, 1 lutego 2012

Ostatki ze stycznia


Pozbierałam jeszcze kilka zużytych opakowań z końca stycznia.
  • Tusz do rzęs Push Up Bell. Mój zdecydowany faworyt i ulubieniec. Za każdym razem, kiedy kupię jakąś tuszową nowość żałuję i wracam do Bell. Pisałam już o nim na Manii Zużywania tutaj: KLIK.
  • Odżywka do paznokci z diamentami Eveline. Bardzo duży plus za to, że jest świetną bazą pod lakier - nic nie odpryskuje ani nie złazi płatami. Można też używać jej samej i paznokcie pięknie wyglądają. Po dwóch warstwach mamy efekt delikatnego french manicure. Co do samego działania to jestem pod ogromnym wrażeniem jeśli chodzi o wzmocnienie płytki. Paznokcie stały się twarde jak tipsy i to już po kilku pierwszych aplikacjach. Nie mam też żadnych kłopotów z ich rozdwajaniem. Niestety niektóre paznokcie łamią się nadal i to nawet ze zdwojoną siłą. Skutkiem ubocznym kuracji są zmasakrowane, wysuszone skórki. Do tego same paznokcie nie wyglądają zdrowo, są raczej przesuszone, choć nie tak bardzo jak skórki.
  • Puder sypki do cery tłustej i trądzikowej Jadwiga. Zapraszam do przeczytania recenzji na blogu KLIK.
  • Zmywacz acetonowy truskawkowy z Drogerii Uroda. Dobrze zmywa lakiery, nie niszczy paznokci, przyjemnie pachnie truskawką. Na pewno kupię go jeszcze nie raz.
  • Peeling myjący z truskawką Joanna. Małe peelingi Joanny to świetny produkt - idealnie wygładzają skórę. Dużą zaletą jest poręczna butelka, która świetnie nadaje się na wyjazdy. Zużywa się dość szybko, ale dzięki temu nie nudzą mi się zapachy. Wcześniej miałam pomarańczę, porzeczkę i gruszkę. Cena bardzo przystępna.

Debiut zużyciowy - co dobrego przyniosł styczeń :)

Witajcie Kochani !

Już nie mogłam doczekać tej chwili. Już dziś koniec stycznia i pora na moje pierwsze podsumowanie projektu DENKO w nowym roku.
Obecnie mój projekt denko obejmuje głównie kosmetyki brytyjskie, ale polskich ci u mnie dostatek również, wiec dla tych co ciekawi czegoś nowego zapraszam do poczytania i mam zamiar również nie zawieść was w recenzjach polskich produktów. Miłego czytania.


Wiec z dumą prezentuje efekty mojej ciężkiej pracy styczniowej:


i w podgupach
  • Intensywnie nawilżający krem do rąk i paznokci INECTO PURE COCONUT - moje odkrycie, cudowny krem który zawiera 100% olejek kokosowy, fantastycznie się wchłania, naprawdę odżywia i regeneruje skórę, nie jest tłusty, konsystencja nie jest gęsta więc się dobrze rozprowadza a dla mnie to istotne w kremach do rąk, dodatkowy plus za działanie na paznokcie, które zdecydowanie rosły jak szalone i w dodatku mocne i białe (przy innych kremach nie zauważyłam czegoś takiego w dodatku nie brałam zadnych witamin) kupie na pewno znowu ps. posiada parabeny ale w ogole mi to nie przeszkadza w tym przypadku ;)
  • krem na noc Simple witaminowy - rewelacyjny lekki krem, łagodzący i odżywiający seria ta jest dobra szczególnie dla skóry wrażliwej, zdecydowanie kupie ogólnie jestem fanka tej firmy
  • zmywacz do oczu No 7 - dwufazowy zmywacz, nie podrażnia ale zostawia tłustą warstwę wokół oczu, plus za dobrą pompkę

  • żel do golenia Gillete Satin Care skóra wrażliwa z aloesem - lubię go bo pozstawia skórę gładką czasem nie wymaga użycia balsamu po, kupie na pewno
  • peeling Eveline Antycellulit - uwielbiam zawsze go mam, mimo że nie peelinuje ostro to dobrze działa, dodam że w połaczeniu z ostrą rękawicą działa rewelacyjne pobudzająco na skorę, no i ten zapach!! uwielbiam
  • odżywka Garnier Fructis Repair&Shine - to było drugie opakowanie, działa wygładzająco, zawiera 3 olejki odżywiające włosy, ładny orzeźwiający zapach ale jeden minus: szybko się zużywa i konsystencja jest za rzadka,
  • antyperspirant Garnier Invisi Mineral - mega duzy plus za skuteczność i niebarwienie ubrań, nie zostawia białych śladów, lekko duszący zapach ale mam już inny i jest idealnie, ps.b.wydajny
Najtrudniejsze zadanie w tym miesiącu

Na wstępie powiem tylko że UWIELBIAM produkty J&J, ich działanie na moją wrażliwą jest nieocenione, ale zużycie balsamu było dla mnie wyzwaniem bo zalegał u mnie już rok i kuszona tyloma odkryciami biedaczek ciągle szedł w kąt.
  • żel J&J - polecam każdy żel do ciała z tej firmy, ale mam jeden swój jeden jedyny ulubiony który czasem jest trudno dostępny w UK więc z braku laku ... szukam dalej mojego ideału po drogeriach :)
  • balsam J&J migdałowy - cudowny zapach (chyba mój ulubiony), konsystencja zbyt wodnista ale ogólnie jest ok, używanie żeli z tej firmy powoduje u mnie małe nasilenie lenistwa bo skóra po kąpieli nie wymaga mega dużego nawilzenia więc mamy wymówkę, ale mobilizacja, mobilizacja i skóra się odwdzięczyła poprawą :)
  • szampon Dove Intesive Repair - dobra regeneracja ale nie na długo, większą robotę odwaliła odżywka i to na razie koniec regularnych szamponów (aktualnie trwa u mnie sezon na testowanie szamponów w kostce Lush'a)

  • balsam Palmer's na rozstępy - z wit.E, kolagenem, elastanem i masłem shea, uczta dla osłabionej skóry, poprawa wyglądu skóry i zmniejszona widoczność rozstępów, tak tak i jeszcze raz tak
  • pasta wybielająca Pearl Drops - zdecydowanie wolę tą łagodniejszą wersję :)

Pierwsze zużycia w kolorówce jeej :) 
oba produkty - ulubieńcy ostatnich miesięcy

  • korektor Rimmel Match Perfection - odcien 010
  • maskara Maybelline Colossal Volume - czarna 

  • paski na nos i strefe T Beauty Formulas - na mnie w ogóle nie działają 
  • czepek w użyciu z maską Biovax'u
  • próbka serum wzmacniajacego - tyle wystarczyło żeby się przekonać że ten produkt raz cudownie działa na moje włosy i dwa jest wydajny (ps.już czekam na paczke z Polski) :)
Na koniec wyrzutki przeterminowane (ps. odkryłam ze produkt do masażu kupiłam już przeterminowany ale udało mi się to w porę odkryć bo już zabierałam sią za użycie) baj baj..


Miłego czytania i udanych zużyć w nowym miesiącu.

niedziela, 1 stycznia 2012

Grudniowe zużycia

W tym miesiącu udało mi się zużyć tylko albo aż cztery kosmetyki. Są to:


1. Avon Senses Gruboziarnisty piling do ciała
Jedyne, co można w tym produkcie zaakceptować, to zapach. Bardziej przypomina żel pod prysznic – drobinki są małe, w ogóle nie złuszczają. Jednym słowem – działanie żadne. Pisałam o nim w tym poście.
2. Matrix Sleek Look kuracja wygładzająca.
Nie zużyłam całego produktu jednorazowo, ale stosowałam go jako olejek wygładzający po umyciu. Idealnie wygładzał moje niesforne włosy, również końcówki. Produkt bardzo wydajny - biorąc pod uwagę moją metodę stosowania. Więcej tutaj. 
3. Ziaja Bloker 
Niweluje pocenie, łatwy w aplikacji - identycznie jak antyperspirant w kulce. Nie podrażnia (przynajmniej mnie). Jedyną jego wadą jest okropny zapach (kojarzy mi się ze szpitalem). Recenzja tutaj.
4. Sally Hansen Zmywacz do wszystkich typów paznokci z prowitaminą B5, witaminą E i ekstraktem z moreli.
Dla mnie zmywacz idealny - nie ma takiego lakieru, z którym nie poradziłby sobie. Bardzo wydajny i ładnie pachnie (jak na zmywacz) - zapach owoców, ale czy to morela, to nie wiem. Pisałam o nim w tym poście.

A jak Wasza mania zużywania?
Zapraszam na mój blog sysunia1986.blogspot.com.

wtorek, 29 listopada 2011

Spore zużycia październikowo-listopadowe



Trochę mi się tego już nazbierało, torebka na zużyte kosmetyki pękała w szwach więc najwyższy czas na opublikowanie posta. Podzieliłam kosmetyki na dwie grupy aby lepiej było je widać.



Kuracja przeciw wypadaniu włosów Radical - o tych ampułkach naczytałam się sporo i w większości pozytywnych opinii dlatego też dużo od nich wymagałam. I niestety chyba za dużo. Codzienne aplikowanie zawartości ampułki na skórę głowy było dla mnie dość uciążliwe gdyż mam długie, kręcone i plączące się włosy, jednak stwierdziłam, że może warto się pomęczyć. Efekt owszem był, ampułki zmniejszyły wypadanie włosów na jakiś czas gdzieś o 20 procent ale liczyłam na coś więcej. Pomału tracę nadzieję, że cokolwiek jest w stanie pomóc moim wypadającym włosom.

Głęboko odżywiający wosk do włosów Beauty Formulas -
ten produkt również zakupiłam pod wypływem pozytywnych opinii ale stosowałam go zbyt nieregularnie żeby móc stwierdzić czy rzeczywiście wzmacnia włosy. Niemniej jednak po każdym użyciu były one miękkie, pachnące i ładnie błyszczące. Być może kiedyś do niego wrócę.

Nawilżająca odżywka do włosów Granat i Aloes Alterra -
tę mini wersję zakupiłam jeszcze na wakacyjny wyjazd. Jej ilość nie pozwoliła mi określić czy faktycznie jest w stanie nawilżyć włosy ale miała ładny zapach, ciekawy skład, włosy się po niej łatwo rozczesywały i nie robiła mi siana na głowie.

Pianka do włosów kręconych Wellaflex -
pianka na moich włosach się kompletnie nie sprawdziła, niezależnie ile jej użyłam efekt zawsze był niezadowalający, nie podkreślała odpowiednio skrętu. Plusem jest ładny zapach. Więcej nie kupię.

Zmywacz do paznokci Cien -
zwykły zmywacz, bez rewelacji ale szkód też nie wyrządził.

Pomadka ochronna Olive & Lemon Nivea -
a to produkt, który z chęcią zużyłam. Pomadka jest moim zdaniem lepsza od wersji klasycznej, daje bardziej zauważalne nawilżenie i ma ładny zapach. Szału jednak nie ma, z moimi suchymi ustami nawet Carmex sobie nie radzi. Na pewno wypróbuję jeszcze wersję z miodem.


Kremowe mydło pod prysznic Masło kakaowe Ziaja -
moje ulubione, zawsze do niego wracam. Genialny zapach, nie wysusza, duża pojemność, niska cena, mi nic więcej nie potrzeba.

Cukrowy peeling do ciała Slim no limit Hean -
właściwości ścierające ma bardzo dobre jednak zapach jest okropny, pachnie jak płyn do mycia naczyń. Z tego powodu nigdy więcej go nie kupię.

Hialuronowy płyn do higieny intymnej Lirene -
zawsze gdy zdradzę go z innym pokornie do niego wracam. Ma bardzo delikatny zapach, absolutnie nie wysusza a wręcz przeciwnie, jest bardzo wydajny, fajnie się pieni, ma wygodne opakowanie z pompką, którą można dozować różną porcję produktu. Jedynym minusem jest dość słaba dostępność, do tej pory spotkałam go tylko w Auchanie a i też nie zawsze tam jest.

Sól do kąpieli miód i mleko BeBeauty -
ot zwykła, tania sól do kąpieli. Moim zdaniem nie robi absolutnie nic poza tym, że trochę pachnie. Zapach jednak absolutnie nie kojarzy mi się ani z mlekiem ani miodem.

Tonik oczyszczający Corine de Farme -
bardzo dobry tonik, pisałam już o nim tutaj.

Żel micelarny BeBeauty -
kolejny z moich ulubieńców, zużyłam już ich trochę. Żel ten może nie jest zbyt wydajny ale jest bardzo łagodny dla skóry, nie wysusza, dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu no i jest tani. Co do tego czy zmywa makijażu oczu się nie wypowiem, do tego celu używam innych specyfików. Ja jestem z niego bardzo zadowolona.

środa, 9 listopada 2011

Z początku listopada

Październik nie był moim najlepszym miesiącem zużyciowym, za to w listopadzie jest już znacznie lepiej. Niedługo opublikuję też kolejnego posta, bo mam sporo końcówek kosmetyków.
  • Peeling do ciała BeBauty Body Expertiv z Biedronki. Kupiłam go na sierpniowych wyprzedażach w Biedronce. Ma genialny zapach owoców leśnych, dużo naturalnych drobinek, kisielową konsystencję. Nie jest to mocny zdzierak, można go używać często. Świetne opakowanie a la kosmetyki TBS - estetyczne, zachęcające do kupna i przede wszystkim wygodne, bo pozwala zużyć kosmetyk do końca.
  • Ekskluzywny płyn micelarny Royal Pearl Elixir od Eveline. Bardzo dobrze usuwa makijaż i zanieczyszczenia już za pierwszym pociągnięciem. Zostawia twarz nawilżoną i odświeżoną, pokrytą delikatnie lepkim filmem (ale nie jest on denerwujący jak w przypadku innych miceli). Trochę gorzej sprawdza się przy usuwaniu tuszu do rzęs, chociaż daje sobie radę.
    Ciekawy skład, mam wrażenie że wyciągi z ostryg i pereł naprawdę działają, bo skóra staje się jakby bardziej promienna, rozświetlona, młodsza. Butelka z wygodnym dozownikiem, przyjazne opakowanie, w rozsądnej cenie. Na pewno jeszcze nie raz kupię ten micel.
  • Dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust Delii. Pisałam już o nim na tym blogu: Klik
  • Saszetka do kąpieli Jałowiec & Świerk Dresdner Essenz. Po wrzuceniu proszku zabarwienie wody jest zielono-trawiaste. Zapach genialny - bardzo intensywna woń leśnych drzew iglastych, nie ma tu nic chemiczno-sztucznego. Pamiętam ten zapach doskonale z dzieciństwa, kiedy jeździłam do sanatorium i miałam inhalacje. Właśnie inhalowali mnie dokładnie tą samą mieszanką jałowcowo-świerkową. Seans kąpielowy z tą saszetką to prawdziwy relaks i odprężenie. Świetnie rozluźnia i przynosi ukojenie zmęczonemu organizmowi, szczególnie po wysiłku fizycznym. Właściwości pielęgnacyjnych raczej nie ma, ale wrażenia aromaterapeutyczne zapewnione.
  • Saszetka do kąpieli Eukaliptus & Cytrus Dresdner Essenz. Pisałam już o niej na tym blogu: Klik
  • Płatki nasączone zmywaczem do paznokci Wetnwild. W życiu nie miałam większego bubla. Nie robią nic, nawet nie sprawiają wrażenia, że zmywają lakier. Są niemal suche, wielokrotne tarcie o paznokieć nie przynosi rezultatu. Zużyłam je nasączając innym zmywaczem.
  • Żel do kąpieli 'Oliwa z oliwek' Yves Rocher. Żel ma konsystencję trochę rzadką, choć miewałam żele jeszcze bardziej rozwodnione. Dobrze myje, świetnie pachnie (po oliwce nie spodziewałam się za wiele, a pozytywnie mnie zaskoczyła), pieni się wystarczająco. Nie wysusza skóry, co dla mnie jest już zaletą. Cena bardzo korzystna jeśli kupuje się pojemność 400 ml. Akurat tej wersji zapachowej zużyłam miniaturkę 50 ml, którą dostałam gratis do zakupów.

niedziela, 1 maja 2011

Zużycia na koniec kwietnia.

Cześć, dziś chce wam pokazać parę zużyć kosmetycznych. Jest ich nie wiele.

1) Avon Naturals, Balsam do ciała ' karmelizowane jabłko i orzechy '

Nie zauważyłam żadnych efektów pielęgnacyjnych podczas i po używaniu tego
kosmetyku. Balsam ładnie pachnie, przypomina mi święta Bożego Narodzenia.
Co do wydajności to zużyłam ten balsam z przerwami 2-4 dniowymi w ciągu 2-3 miesięcy.
Konsystencja jest taka lekko lejąca, łatwo się rozmasowuje na ciele, wchłania się
ok. 1 minuty w moim przypadku. Po użyciu tego balsamu skóra jest miła i przyjemna w 
dotyku. 
200ml / w promocji za 9,90 

Moja ocena : 7/10


2) Adidas, Natural Vitality - Woda toaletowa.


Każdy chyba zna perfumy Adidasa. Moim ulubionym jest fioletowy,
ale mam jeszcze ochotę wypróbować ten nowy ' Happy Game' . Jeżeli 
któraś z was go ma to napiszcie komentarz czy warto go kupić :)
Perfumy te są trwałe, ja psikając się o godzinie 7.30, czuje je przez cały
dzień w szkole a nawet wieczorem ok. 19-20. Zapach Natural Vitality jest zapachem
świeżym, lekkim i  nieduszącym.
Nuty zapachowe:
nuta głowy: pomarańcza, jabłko, liść pomidora, liczi
nuta serca: magnolia, arbuz, kwiat lotosu, kwiat osmantusa
nuta bazy: drzewo sandałowe, cyprysik hinoki

50 ml/25-35 zł (zależy od drogerii)

Moja ocena : 10/10


3) Joanna, Naturia , peeling myjący. 
Chyba nie muszę się rozpisywać na temat tego peelingu do
ciała, bo jest on wszystkim doskonale znany. Jest tani, ma 
przecudowny zapach, fajnie nam peelinguje ciało. Ma dużo
wariantów zapachowych - pomarańczowy, kiwi, żurawina, czarna
pożeczka, truskawka, gruszka...

Cena - 5 zł ( 3 zł na promocjI)

Moja ocena - 10/10!!



4) Isana, pomadka do ust wiśniowa 

Nie, nie, nie!! Zainspirowała mnie cena, bo niektóre tanie rzeczy naprawde
mogą być dobre, Na tym się zawiodłam. Zapach jest wiśniowy, ale bardzo
chemiczny, sztuczny. Pomadka na pierwszy rzut oka jest ok, ale na ustach
jest ona strasznie wodnista i znika już po 2 minutach..

Cena - 5 zł.

Moja ocena - 2/10
5) Próbka kremu Ziaja 30+


Napewno nie mam 30+ , brakuje mi jeszcze 14 lat, ale zużyłam
tą próbkę. I jeżeli bym miała to 30+ nie skusiłabym się. Krem się 
bardzo dlugo wchłania, krem się jakoś lepił na twarzy.
Moja ocena - 1,5/10
6) Colgate, MaxWhite.
Całkiem fajna pasta. Ma nam zapewnić po tygodniu stosowania o jeden
stopień bielsze ząbki. Jest to moja 2 tubka i moge powiedzieć że
lekką zmianę widzę. Pasta nie piecze.  Starczyła mi na 2-3 tygodnie.

75 ml / 10 zł

Moja ocena - 8/10


Sylwie36 :*

sobota, 26 marca 2011

Zużycia #2 - i to, czego zużyć nie zdążyłam


Odkąd prowadzę ten blog, zużywam kosmetyki dwa razy szybciej;). Wreszcie zrobiłam się bardziej systematyczna i stosuję wszystkie te kremy, balsamy i odżywki za każdym razem, kiedy jest mi to potrzebne - a nie tylko wtedy, kiedy jest mi potrzebne TAK BARDZO, że może być już bardzo źle. Zawsze bardzo lubiłam pielęgnację, bardziej niż makijaż, ale teraz staję się powoli jej maniaczką;). Co więc zużyłam tym razem?

Najpierw makijaż, bo to zawsze kończy się wolniej.
*Bibułki matujące z pudrem Marion - jak widać, opakowanie mocno pokiereszowane, jeździło ze mną wszędzie. Producent obiecywał, że błyskawicznie matują i świetnie nadawać się będą do poprawiania makijażu w ciągu dnia - nie należy tylko pocierać skóry, by go nie uszkodzić. To oczywiste! Niestety, mimo prawidłowego stosowania ponowne każdorazowe pudrowanie było konieczne. Matują, jak najbardziej, ale ściągają puder jak szalone. Mimo to włożyłam do kosmetyczki następne opakowanie - przywracają cerze świeżość zupełnie dobrze.

*Biała kredka Inglot nr 31 - kredka, która kończy mi się zawsze najszybciej. Bardzo ją lubię - za niewielką cenę mam trwały kosmetyk do rozjaśniania wnętrza oczu. Daje naturalny, delikatny efekt, jest dość miękka, by nie drażnić oczu i dość twarda, by się nie rozmazywać na zewnątrz powieki. Szkoda tylko, że łatwo się łamie.

A co z pielęgnacją? Zacznijmy od lewej:
*Odżywka do włosów Nu'Fusion Dr Ireny Eris - przeznaczona do włosów farbowanych, suchych i zniszczonych. Zawiera kompleks aminokwasowy, który odbudowuje połączenia między komórkami włosa, co likwiduje w jakiejś części jego uszkodzenia. Dla mnie najważniejsze było, że dobrze nawilżała włosy i ułatwiała ich rozczesywanie. Podobała mi się też jej kremowa, bogata konsystencja. No i pięknie pachnie! 

*Mleczko samoopalające Essential Bronze Milk Lancaster - do twarzy i ciała. Szerzej recenzowałam go TUTAJ, więc teraz tylko przypomnę, że choć świetnie się rozprowadza, szybko wchłania i nie pozostawia smug ani plam, to barwi skórę na pomarańczowo-brązowawy odcień, więc do twarzy raczej się nie nadaje.

*Krem nawilżający Pro!Hydra Under 20 - dla skóry wymagającej nawilżenia. Używałam go przez pewien czas po zajęciach na siłowni, więc teraz kojarzy mi się z miłym uczuciem energetycznego kopa:). Ma ładny bladoróżowy kolor i pięknie, świeżo pachnie, ale nie daje obiecywanego uczucia świeżości na skórze. Przeciwnie, jest dość ciężki i trzeba odczekać przez rozpoczęciem malowania. Ponieważ nie jestem under 20 i średnio nadaje się dla mojej cery, szybko stał się moim ulubionym kremem do... stóp:).

*Peeling cukrowy do ciała Wanilia i Pomarańcza Farmona - mój ulubiony! Pełna recenzja TUTAJ, więc żeby się nie powtarzać, napiszę tylko, że to produkt, który ma same plusy - od wygodnego, szklanego opakowania, przez doskonałe peelingujące i głęboko nawilżające (nie trzeba balsamu!) działanie, aż po przepiękny, słodko-świeży (tak!) zapach. Uwaga jednak, nie wszystkim odpowiadać może tłusty film, jaki zostawia na skórze i który szybko wsiąka w ubrania.

*I na koniec leżący na zdjęciu w poprzek krem pod oczy Active Sensitive Yves Rocher. Bardzo szybko się z nim upoarałam, co znaczy, że jest mało wydajny (15 ml). Lekka emusja łatwo się rozprowadza wklepywaniem i przyjemnie pachnie, ale dość długo wchłania. Plus za wygodne opakowanie w tubce z higienicznym dozownikiem i fakt, że dobrze redukuje worki pod oczami. Nie kupię jednak więcej, bo krem jest zupełnie przeciętny - tak samo działa każdy inny.


I zupełnie na koniec coś, co nie mieści się w tradycyjnych ramach cyklu zużyciowego, ale jest warte odnotowania: dwa kosmetyki których nie zdążyłam zużyć, bo skończył im się termin ważności. Jeden bardzo duży, drugi całkiem malutki - i żadnego nie żałuję, były tak samo słabe. Co wyjaśnia ich długą obecność w moich zapasach...;)

*Ogromny, półlitrowy słój wygładzająco-łagodzącego peelingu do ciała z lawendą Mineral Care - przepraszam, ale żaden z niego peeling i wcale nic nie łagodzi. Bardzo tłusta, bardzo gęsta substancja tak twarda, że prawie niemożliwa do rozsmarowania. Pachnie za to tak intensywnie, że parę razy bolała mnie od niej głowa. Pozostawia na skórze białą, tłustą warstwę prawie niemożliwą do zmycia wodą i trudną do starcia z ciała nawet ręcznikiem. Stała sobie w łazience mojego chłopaka tak długo, aż straciła ważność - użyta zaledwie kilka razy. Słabo!

*Błyszczyk do ust Fruit Fantasy Joanna -  chyba ananasowy, choć trudno to stwierdzić, bo ma dość chemiczny zapach i smak. Niesamowicie się klei i szybko i obficie spływa z ust. Nic a nic nie nawilża, wręcz przeciwnie, po wyschnięciu wysusza. Podoba mi się w nim tylko jego jasna, słoneczna barwa - na ustach oczywiście przezroczysta, za to bardzo lśniąca. Dokonał żywota w końcem lutego, i dobrze. 

Pozdrowienia:)!

piątek, 25 lutego 2011

Lutowe zużycia.

Witajcie :)
To mój pierwszy post na tym blogu i mam nadzieję,że zostanę z Wami na dłużej.Przejdźmy do rzeczy:

1.Tonik Avon,Clearskin - na początku myślałam, że będzie ok. Z czasem jednak twarz zaczęła mnie strasznie piec,szczypać, była podrażniona i czerwona. A wągry,które miały więcej się nie pojawiać i tak "wyskakiwały". Więcej nie kupię.
2.Garnier Czysta Skóra 3w1 żel myjący,peeling, maseczka. Stosowałam jako peeling i maseczkę. Czułam,że moja skóra jest oczyszczona.Maseczka pozwalała eliminować nadmiar sebum.Wielki plus za mega wydajność. Napewno kupię jeszcze nie raz.
3.Adidas, antyperspirant w sztyfcie - skończył się w błyskawicznym tempie, nie chronił przed poceniem się (jedynie przed nieprzyjemnym zapachem),zostawiał białe ślady na ubraniach. Plus za przyjemny zapach.


4.Natural Emotion, balsam do ciała z witaminą E - mam z wymianki na początku użyłam może 2 razy odstawiłam bo nie mogłam znieść zapachu.Dałam mu jednak drugą szansę i stosowałam go jakiś czas pożniej codziennie na noc,zapach już nie był taki nie do zniesienia (kobieta zmienną jest:)), utrzymywał się na ciele do rana, a skóra była naprawdę miękka w dotyku i wygładzona.Konsystencja mogłaby być bardziej gęsta.Pod koniec miałam trudności z wydobyciem balsamu musiałam odkręcać dozownik i "wytrząsać" zawartość.

Zostało " na dnie" (więc na pewno zużyję do końca miesiąca) :
5.Joanna Naturia, Peeling z grejpfrutem wygładzjący - znany chyba wszystkim więc nie będę się rozpisywać.Mój faworyt zaraz po Kiwi :)
6.Ziaja,Masło kakaowe - jak wyżej :) nosze zawsze przy sobie bo wiele miejsca nie zabiera, najczęściej stosuję zaraz po solarium. To już "któreś" moje opakowanie.
7.Avon Care, krem do rąk i paznokci z witaminą E - mi jak najbardziej odpowiada.Lubię treściwe kremy. Z paznokciami nic nie zrobił,ale fajnie nawilża łapki.Stosuję go najczęściej na noc.
Pozdrawiam. Hoe :) 

czwartek, 17 lutego 2011

Zużycia: Szóstka w koszu

W tym miesiącu znowu udało mi się sporo zużyć :) miałam nadzieję, że wykończę trochę więcej i może coś z kolorówki, ale na razie jestem chora i w ogóle się nie maluję, nie chce mi się też za bardzo smarować kremami itp.


Żel witaminowy Lirene - jaśminem na pewno nie pachnie; ciężko napisać o nim coś dobrego czy złego - ot taki zwykły żel pod prysznic, nic szczególnego. Nie kupię go ponownie ze względu na zapach, trochę mnie zmęczył pod koniec opakowania.

Szampon Dora - szampon, który chciałam skończyć jesienią, a on ciągle był i był i był - to chyba zasługa jego konsystencji, która jest żelowa i bardzo skoncentrowana, co sprawia, że szampon jest niesamowicie wydajny. Nie wysusza i nie plącze włosów, stają się one świeże i mniej się przetłuszczają, ale przy regularnym stosowaniu może trochę wysuszyć skórę głowy.

Pianka do golenia Isana - wszystkim znana, nie trzeba jej przedstawiać. Bardzo ją lubię i używam od wielu lat, nie ustępuje w niczym markowym piankom - kupuję ją tylko w promocji - warto porównać cenę i pojemność, bo czasem taniej jest kupić coś innego.

Maska z aminokwasami Pantene - ostatnimi czasy używam przede wszystkim odżywek - po jaką maskę bym nie sięgnęła to mnie totalnie rozczarowuje (działają o wiele słabiej niż odżywki). Ta maska na szczęście rzeczywiście jest maską. Pięknie pachnie, bardzo lubię zapach Panetne, takie kwaskowate jabłka; nie spływa z włosów. Po spłukaniu włosy są gładkie, łatwo je rozczesać. Tuba wykonana jest z miękkiego, giętkiego plastiku i łatwo z niej wycisnąć kosmetyk.

Peeling Pat&Rub - ja + on = love-hate relationship; gdy udało mi się skończyć jedno opakowanie dostałam w prezencie drugie... możecie sobie wyobrazić moją minę; peeling raz jest super zdzierakiem, a raz w ogóle nie czuję drobinek. Polecam używać na suchą skórę albo bardzo delikatnie zwilżoną. Pięknie pachnie, ale bardzo mocno, kto wąchał inne kosmetyki Pat&Rub ten wie o czym piszę. Znam fajniejsze kosmetyki tej marki, chociaż moja mama bardzo go lubi;)

Balsam z mocznikiem Topicrem - na początku go nie znosiłam, zaczęłam wątpić, że ma mocznik w składzie, ale po tygodniu zaczął działać i rano budziłam się z miękką, nawilżoną skórą. Jest w miarę lekki, ale dobrze radzi sobie z nawilżeniem i wygładzeniem, gdyby nie zapach byłby moim ideałem - wolę bezzapachowe kremy do ciała.

środa, 19 stycznia 2011

Pierwsze styczniowe :)


* krem pod oczy glęboko nawilżajacy (Avon) - całkiem przyjemny krem, bardzo dobrze nawilża

* kulka Naturals ogórek+melon (Avon) - łudziłam się, że będzie podobna do kulek Senses, które może nie chronią w 100 %, ale przynajmniej nie czuć "zapachu" potu i dosyć szybko zasychają. Kulka z serii Naturals jest całkowitym przeciwieństwem - nie chroni przed smrodkiem (choć i tak nie mam jakiś wielkich problemów z poceniem, myślę, że raczej w normie) do tego klei się i ... podrażnia. Podrażniła mi pachy tak samo jak kulka Adidasa sensitive ... W końcu w koszu :)
* peeling Visibly Clear (Neutrogena) - niedostępny w Polsce. Nie robi właściwie nic. Drobinki są malutkie, bardzo delikatne, prawie nic nie czuć. Baza jest dosyć przejrzysta, ale gęsta, przez co drobinki czuć jeszcze mniej. Po wymieszaniu na dłoni z niewielką ilościa wody drobinki bardziej czuć, ale dalej kiepsko. Do tego wysusza. Zużycie baaaardzo mnie cieszy :)

* krem do mycia twarzy/maseczka Visibly Clear (Neutrogena) - niedostępny w Polsce. Jako myjadło do twarzy - takie sobie. Nie zachwyca jakoś szczególnie, ale też nie jest złe. Zwykłe myjadło. Natomiast jako maseczka bardzo lubiłam :) I to lekkie uczucie chłodu :)
* krem do stóp wanilia + brązowy cukier FW (Avon) - serie limitowane sa dosyć cienkie, ale te zapachy :slina: Krem z tej serii należy akurat do tych bardziej gęstych (czasami z limitek maja wodnistą konsystencje) ale nie nawilża jakoś spektakularnie. Niemniej jednak lubiłam :)

* bibułki matujące - Inglot - nie ma na zdjęciu. Nad czym tu się rozpisywać :D Były, były, były aż nagle się skończyły!

niedziela, 14 listopada 2010

Projekt denko - powoli do przodu

Witam!

Jestem nowa w Waszym gronie, ale projekt denko znany jest mi od kilku miesięcy i bardzo pomaga mi w ogarnięciu nadmiaru kosmetyków oraz uczy kupować rozsądniej oraz nie szaleć na widok promocji, która "nigdy więcej już się nie powtórzy" ;)

Moje zużycia:
 Od lewej: 
- scrub grejprfrutowy Oriflame. Nie będę się rozposywać - rezenzję dałam na wizażu.
- perfumowany krem do ciała Embrace Oriflame - ani to nawilża, ani natłuszcza, pachnie nieco mdło, zapach ulatnia się szybko. Ot, bajer dodawany do wody toaletowej, żeby kupującemu wydawało się, że robi super interes. Dostałam w prezencie, sama takich rzeczy nie kupuję.
- płyn micelarny z Biodermy. Wszystkie ochy i achy zasłużone. Napoczęłam kolejne opakowanie.
- masło do ciała Ziaja Rebuild - z tego zużycia jestem najbardziej dumna, bo kremu na początku używałam regularnie, po czym na ponad pół roku (!) walnęłam go do tyłu szafki, gdzie stał zapomniany. Wróciłam do niego i dokańczając go mogłam zmierzyć się z nim na nowo. Naprawdę dobrze nawilża, lekko ujędrnia i jest przyjemny w stosowaniu. Uwaga na zapach! Silny zapach anyżku może niektórych odrzucać.

Z mojej strony tyle :) Dla mnie to i tak sporo - zużywam powoli, nie spieszę się, bo chcę wycisnąć z tych kosmetyków tyle, ile się da - w końcu za nie zapłaciłam.

Pozdrawiam!

piątek, 1 października 2010

Jeszcze wrześniowe

Peeling to zużycie sprzed około tygodnia, natomiast żel - wczorajsze :)

* peeling Tutti Frutti - Farmona - dosyć delikatny, więc niezbyt przypadł mi do gustu.

* żel AA - dawno nie byłam tak ... niezadowolona z żelu!! "Codzienna porcja nawilżenia" ... taaaa. Dla mojej skóry była to codzienna porcja wysuszenia - zamiast nawilżać, wysuszał ją masakrycznie. "Ciało spragnione" - niewątpliwie, ale po tym żelu spragnione porzadnego balsamu/masęłka/kremu.
Zapach też nie przypadł mi do gustu - kojarzy mi się ze słodką, zimną kawą.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Zużycia sierpniowe...

...nie wszystkie oczywiście ;) Akurat trzech ostatnich zrobiłam foty.
- Avon, Senses, Żel pod prysznic Aloha - rewelacyjny zapach! Mam nadzieję, że jeśli nawet jest sezonowy, to pojawi się za rok w lecie.
 

- Lirene Dermoprogram, Body Anticellulite Program, Peeling-masaż myjący antycellulitowy - jako peeling sprawuje się bardzo dobrze, super wygładza i ślicznie pachnie. Jednak dla wrażliwej skóry jest za "mocny". Nie oceniam działania antycellulitowego, bo na szczęście nie mam z tym problemu.
 

- Bielenda, Awokado, Łagodny 2-fazowy płyn do demakijażu oczu - zużyłam już chyba trzy opakowania. Mój KWC! Naprawdę jest łagodny, nie podrażnia oczu, nie trzeba trzeć, zmywa makijaż bardzo dokładnie. Małym minusikiem jest dla mnie to, że pozostawia delikatną tłustą warstwę, mimo że producent obiecuje, że tak nie będzie. Ale po demakijażu i tak myję całą buźkę żelem, więc jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza :)