Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywka do paznokci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywka do paznokci. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lutego 2012

Ostatki ze stycznia


Pozbierałam jeszcze kilka zużytych opakowań z końca stycznia.
  • Tusz do rzęs Push Up Bell. Mój zdecydowany faworyt i ulubieniec. Za każdym razem, kiedy kupię jakąś tuszową nowość żałuję i wracam do Bell. Pisałam już o nim na Manii Zużywania tutaj: KLIK.
  • Odżywka do paznokci z diamentami Eveline. Bardzo duży plus za to, że jest świetną bazą pod lakier - nic nie odpryskuje ani nie złazi płatami. Można też używać jej samej i paznokcie pięknie wyglądają. Po dwóch warstwach mamy efekt delikatnego french manicure. Co do samego działania to jestem pod ogromnym wrażeniem jeśli chodzi o wzmocnienie płytki. Paznokcie stały się twarde jak tipsy i to już po kilku pierwszych aplikacjach. Nie mam też żadnych kłopotów z ich rozdwajaniem. Niestety niektóre paznokcie łamią się nadal i to nawet ze zdwojoną siłą. Skutkiem ubocznym kuracji są zmasakrowane, wysuszone skórki. Do tego same paznokcie nie wyglądają zdrowo, są raczej przesuszone, choć nie tak bardzo jak skórki.
  • Puder sypki do cery tłustej i trądzikowej Jadwiga. Zapraszam do przeczytania recenzji na blogu KLIK.
  • Zmywacz acetonowy truskawkowy z Drogerii Uroda. Dobrze zmywa lakiery, nie niszczy paznokci, przyjemnie pachnie truskawką. Na pewno kupię go jeszcze nie raz.
  • Peeling myjący z truskawką Joanna. Małe peelingi Joanny to świetny produkt - idealnie wygładzają skórę. Dużą zaletą jest poręczna butelka, która świetnie nadaje się na wyjazdy. Zużywa się dość szybko, ale dzięki temu nie nudzą mi się zapachy. Wcześniej miałam pomarańczę, porzeczkę i gruszkę. Cena bardzo przystępna.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Jeszcze trochę opakowań z listopada


W listopadzie cieszę się naprawdę dużą ilością pustych opakowań. W grudniu pewnie już niewiele się pokończy.
  • Żel chłodzący Termo wyszczuplanie od Ziai. Wygładził i nieco ujędrnił moją skórę. Za sprawą intensywnych ćwiczeń zgubiłam trochę centymetrów i myślę, że produkt Ziai pozwolił mi utrzymać skórę w dobrej kondycji. Niestety jeśli chodzi o sam cellulit to niewiele zdziałał. Żel chłodzący nie chłodzi tak, jakbym sobie tego życzyła. Efekt chłodzenia jest delikatny, powiedziałabym nawet że mizerny. Ze względu na porę roku nawet dobrze, że tak jest, ale w lecie nie byłabym z niego zadowolona. Cena dość wysoka jak na Ziaję, ale normalna jeśli chodzi o preparaty antycellulitowe i wyszczuplające. Rewelacyjne opakowanie z pompką pozwala na higieniczne i wygodne dozowanie. Konsystencja żelowo-kremowa, łatwo się rozsmarowuje i dość szybko wchłania.
  • Zmywacz bezacetonowy do paznokci o zapachu ananasa z Drogerii Uroda. Kupiłam zachęcona niską ceną jak na taką pojemność i zapachem ananasa. Zmywa nieźle, ale miałam już dużo lepsze zmywacze. Raczej nie kupię go ponownie.
  • Serum do pielęgnacji biustu i dekoltu AA Ciało Szczupłe. Żel ma konsystencję żelowego, gęstego kisielu oraz delikatny zapach. Jest lepki, po smarowaniu piersi zawsze kleją mi się ręce. Dość długo się wchłania. Jeśli chodzi o działanie to jest to tylko i wyłącznie produkt nadający się jako podkład pod masaż czy samokontrolę piersi. Nie uniesie, nie poprawi kształtu, nawet nie ujędrni skóry. No może trochę ją wygładzi. Używałam go regularnie, przynajmniej raz dziennie, od prawie dwóch miesięcy, także plusuje wydajnością. Nie kupię go drugi raz, wracam do ukochanego kremu Ziai Rebuild.
  • Próbki kremu Clarena Mat Cream. Starczyły mi na niecały tydzień. Niewiele mogę powiedzieć o samym działaniu kremu przez tak krótki czas. Na pewno nieźle matuje, ale tworzy trochę lepką powłokę na twarzy. Ma ładny niebieski kolor, przyjemny zapach i tępą konsystencję.
  • Olej tamanu z Biochemii Urody. Mój cudotwórca! Bardzo żałuję, że się skończył. Używam go na noc samego albo w towarzystwie żelu hialuronowego. Świetnie łagodzi zmiany trądzikowe, genialnie reguluje sebum, nawilża, wygładza, wyraźnie odnawia skórę. Odkąd stosuję tamanu pozbyłam się praktycznie problemów skórnych. Rano zawsze uśmiecham się dzięki niemu do lustra. Niestety zapach ma nieszczególny, w dodatku mój mąż go nie może wytrzymać. Codziennie wieczorem muszę się nasłuchać, że się paskudztwami smaruję. :)
  • Jedwab do włosów L'Biotica. Jak to jedwab napakowany silikonami: chroni włosy przed działaniem temperatury, nabłyszcza zewnętrznie, sprawia że włosy lepiej się układają, trochę poprawia skręt. Pasował mi, chociaż z Biosilku byłam bardziej zadowolona.
  • Krem nawilżający matujący 25+ Ziai. To niewątpliwie jedno z większych odkryć ostatnich miesięcy i chyba najlepszy krem drogeryjny jaki miałam do tej pory. Przeznaczony dokładnie dla takiej skóry, jaką posiadam. Nie zapycha co mnie zaskoczyło, nawilża w miarę dobrze, matuje twarz tak zdrowo a nie sztucznie. Ma delikatny, przyjemny zapach, dobrze się rozprowadza, szybko wchłania. To ważne, bo rano spieszę się z makijażem. Trochę niewydajny, ale niska cena to zdecydowanie rekompensuje.
  • Odżywka do paznokci Nail Protex Sally Hansen. Mam dużo produktów od Sally Hansen, jedne lepsze inne gorsze, ale nie zawiodłam się jeszcze na żadnej odżywce do paznokci. Nail Protex używałam regularnie do wzmocnienia paznokci. Regeneruje, odżywia i dobrze wzmacnia. Paznokcie stają się niemal tak twarde jak tipsy i przestają się łamać. Niestety nie zapobiega rozdwajaniu. Chociaż na paznokciu wysycha szybko, to nie zastyga w buteleczce.

Zapraszam na giveaway do Księżniczkowych pasji -> klik.

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

TheRedRibbon - pierwsze zużycia lipcowo-sierpniowe

Tonik oczyszczający Corine de Farme - bardzo przyzwoity produkt, przyjemnie się go używa, ma ładny zapach (który na początku stosowania mi przeszkadzał ale teraz bardzo go lubię), dobrze oczyszcza skórę z resztek makijażu, można nim nawet przetrzeć oczy i nic nie szczypie. Plusem jest również naturalny skład bez parabenów, opakowanie z pompką oraz cena. Zużywam właśnie drugie opakowanie i pewnie kupię kolejne.

Tonik odświeżający Corine de Farme - tonik dobry ale zdecydowanie wolę wersję oczyszczającą. Po tamtym mam wrażenie skóra była świeższa, bardziej oczyszczona, tu takiego komfortu nie ma. Zapach ładny o ile ktoś lubi róże, i tutaj plus - zawiera ekstrakt z róży damasceńskiej.

Krem do mycia twarzy Balea - jak dla mnie bubel. Produkt przeznaczony jest do skóry suchej i wrażliwej i o ile z tym pierwszym jeszcze mogę się zgodzić to już z drugim nie bardzo. Moja skóra bardzo wrażliwa nie jest ale przy każdym stosowaniu tego kremu reagowała pieczeniem, znacznie zmniejszało to komfort stosowania. Poza tym krem moim zdaniem właściwości oczyszczające ma raczej marne, kiepsko radzi sobie z makijażem, z samym myciem twarzy też, za każdym razem miałam wrażenie niedomycia. Plusów w tym produkcie nie widzę żadnych.

Krem do rąk 5% urea Isana - to już moja druga albo trzecia tubka, chociaż właściwie nie wiem dlaczego. Właściwości nawilżające krem posiada dobre pod warunkiem, że nie stosujemy go bardzo często, bo wtedy może wysuszać jak to bywa z mocznikiem. Zostawia na skórze nieprzyjemny film, zapach również mi niezbyt odpowiada. Ot zwykły krem za 5zł, do stosowania na noc ujdzie.

Krem do stóp na pękające pięty Maxulg - problemu z pękającymi piętami nie mam ale z suchą i szorstką skórą owszem. Przy systematycznym stosowaniu radzi sobie dobrze. Producent zaleca smarowanie stóp 2 razy dziennie, ja robiłam to tylko na noc i już po kilku dniach było widać efekty.

Odżywka do paznokci Teflon Tuff Sally Hansen - bardzo lubię tę odżywkę, jako jedyna poradziła sobie z moimi paznokciami na tyle, że przestały się łamać jak szalone. Są teraz znacznie twardsze i mocniejsze. Stosowałam ją przez ładnych parę miesięcy jako bazę pod lakier kolorowy, czasem również jako top coat. Nie jest to produkt bez wad, nie zapobiega rozdwajaniu paznokci, pod koniec opakowania gęstnieje, tworzy bąbelki i utrudnia schnięcie lakieru, dlatego ta resztka ląduje do kosza. Mimo wszystko uważam, że to produkt godny uwagi, zwłaszcza za cenę na allegro.

Hydrożel nawilżający Active Hydrating Olay - poziom nawilżenia mi odpowiada, nie zostawia filmu na twarzy, nadaje się pod makijaż, podkład się na nim dobrze rozprowadza. Jak dla mnie bardzo przyzwoity krem na dzień, zwłaszcza na letnie upały.

niedziela, 6 lutego 2011

Zakończenie stycznia

Troszę mi się zapomniało o ostatnich styczniowych zużyciach, ale nadrabiam

^ 10 in 1 miracle nails - Essence - ma szerokie zastosowanie: jako odżywka, jako baza, jako top coat. Ma nawilżać, wzmacniać, chronić lakier itp. Byłam zadowolona :)
^ tonik Bourjois
^ tusz False Lash Effect - MF

^ krem do ciała SSS - Avon - taki sobie. Twardy, trochę tępy i źle się nim smaruje. Można spóbować, ale jak dla mnie bez rewelacji - tzn nawilża nienajgorzej, ale komfort używania jest dla mnie nie za bardzo ... 

^ świąteczny żel - Oriflame - po prostu mujadło pod prycznic. Zużyłam bez większych zachwytów. Zapach też taki sobie - mieszanka światecznych aromatów (pomarańcza, cynamon, piernik chyba trochę wanilii też) z której nic szczególnie nie wybija.

W styczniu zużyłam też 2 maseczki w saszetkach z Ziaji: regenerująca i nawilżającą:

piątek, 4 lutego 2011

Udany początek lutego


Minęło tylko kilka dni lutego, a ja mam już na koncie całkiem niemało zużyć. Poleciało:
  • Masło do ciała Czekolada&Pistacje Farmony. Jest gęste i treściwe, dość opornie rozprowadzające się na skórze. Bardzo dobrze i długotrwale nawilża, dla mojej normalnej skóry jest w sam raz. Co do zapachu to na początku byłam nim rozczarowana. Z opakowania wydobywa się zapach sztuczny i mdły, przy smarowaniu także nie zachwyca, ale posmarowana nim skóra pachnie wyśmienicie - naturalnie, jak słodka czekoladka (nie wyczuwam pistacji, no i może nawet lepiej). Masełko odrobinę barwi skórę, a że wolno się wchłania to zdarza mu się ubrudzić pidżamę. Mogłoby być bardziej wydajne, ale za tą cenę nie ma co narzekać.
  • Krem przeciwzmarszczkowy na dzień i na noc z Fito-retinolem Perfecta Cera Mieszana Dax Cosmetics. Posmarowana nim twarz od razu go pochłania i staje się idealnie matowa, jakby pokryta pudrem. Co więcej mat nie znika z naszej twarzy przez długie godziny! To naprawdę duży sukces! Komfort używania jak najbardziej na plus - przyjemna konsystencja kremu-musu, delikatnie bananowy zapach, łatwe rozprowadzanie, szybkie wchłanianie. Do tego gustowny, szklany słoiczek, co przy kremach w tej cenie jest rzadkością. Niestety nie działał na zmarszczki (które już posiadam). Mógłby też choć odrobinę nawilżać - wiem, że nie jest od tego, ale jako krem do stosowania na dzień i na noc powinien chociaż w małym stopniu.
  • Odżywka Nailgrow Miracle Sally Hansen. Kiedyś używałam jej systematycznie i miała najlepszy wpływ na moje paznokcie. Przestawały się łamać, rozdwajać i naprawdę wzmacniały. Ostatnio używam jej rzadko, a teraz wyrzuciłam zgęstniałą już końcówkę.
  • Profilaktyczny żel do higieny intymnej i mycia ciała z krwawnika i kłączy pięciornika do skóry wrażliwej Mincera. Nie wywołuje podrażnień, nie uczula i nie wysusza. Praktycznie jest bezzapachowy, a dla takiego kosmetyku to akurat zaleta. Dobrze się pieni, jest bardzo wydajny, bo wystarcza dosłownie kropelka na jedno użycie. Duży plus także za opakowanie z pompką, które jest miłe dla oka (wygląda jak płyn apteczny).
  • Maseczka przed wyjściem "Rewelacja" Dermiki. Wcale nie taka rewelacja. Daje efekt liftingu, napręża i wygładza skórę. Głównie jednak liczyłam na zwiększenie trwałości makijażu. Niestety make up zlazł szybciej niż zwykle, w dodatku w towarzystwie zrolowanej, żelowej maseczki. Nie polecam tego wynalazku.

czwartek, 27 stycznia 2011

Moje pierwsze zużycia (styczniowe)

Hej:). To moje pierwsze zużycia, od stycznia zaczęłam zużywanie - ale niektóre z tych kosmetyków zalegały u mnie nawet z rok czy dłużej. Mam nadzieję, że będę zużywać regularnie;).


Farmona Sweet Secret Migdałowy Balsam do ciała

Miał śliczny zapach, migdałowo-marcepanowy, aż miało się go ochotę zjeść:). Niestety zapach ulatniał się praktycznie od razu, jedynie podczas aplikacji można było go poczuć. Bardzo słabo nawilżał, był taki wodnisty. Trochę się męczyłam żeby go zużyć, bo od jakiegoś czasu praktycznie nie używam takich balsamów i moja skóra wychodzi na tym lepiej.  

Taki gadżet, pod względem nawilżania nie polecam.








 Olay skin comfort - żel do mycia twarzy

Do cery suchej. Do mycia twarzy używam olejków z Biochemii Urody albo zwykłego mydła - ale ten żel naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Ma kremową konsystencję, jest bardzo wydajny i naprawdę łagodny dla skóry. Nigdy nie przesuszuł mi cery, a tak się działo przy większości "sklepowych" kosmetyków. Ma mini-drobinki, ale nie działa jak peeling. 






 Biochemia Urody - Żel hialuronowy

Bardzo fajny, super lekki nawilżacz. Idealny na lato, na zimę nawilżenie raczej jest za słabe. Myślę, że przypadł by do gustu osobom, które zupełnie nie trawią jakichkolwiek kremów, które są choć trochę tłuste. Raczej nie wydajny. Pewnie kupię ponownie:).










 Dolce & Mania Bagno Latte - Milk & Mint

 Nie pamiętam czy to był płyn do kąpieli czy żel pod prysznic - ja używałam go jako żel pod prysznic. Miał "podróżną" małą pojemność, był bardzo wydajny. Pod względem działania - przeciętny. Za to zapach bardzo mi odpowiadał, nie spotkałam żadnego innego żelu o takim zapachu. Kojarzył mi się z cukierkami, czy czekoladkami z miętowym nadzieniem :).









 Nuxe Huile Prodigieuse - suchy olejek

To była próbeczka, ale wcale nie taka mała. Faktycznie to olejek o wielu zastosowaniach. Ja używałam go jako lekki nawilżacz do ciała/twarzy, do zmywania makijażu. Ma boski zapach!

Odstrasza mnie cena, ale chętnie bym go kupiła w wersji pełnowymiarowej bo bardzo przyjemnie się go używało i dla tego zapachu:).








 Rossmann Babydream Shampoo

Ostatnio mój ulubiony szampon. Jest łagodny dla moich włosów, nie muszę już używać żadnych odżywek a włosy są zdrowe i błyszczące. Włosy się po nim trochę plączą, ale nie przeszkadza mi to biorąc pod uwagę efekty. Nie jest zbyt wydajny, dużo butelek zużywam (ale kosztuje coś ok. 3 zł).











 Essence Diamond Power Shield Nail Care

Diamentowa odżywka do paznokci. Miała za zadanie utwardzać paznokcie. Była mocno średnia, paznokcie były trochę twardsze i w lepszej kondycji niż gdybym malowała lakierami i nie używała żadnych odżywek. Ale i tak się łamały, podsumowując miałam wiele lepszych odżywek.

W buteleczce coś tam zostało, ale uważam za zużytą bo ta resztka jest już zupełnie gęsta i nie nadaje się do użytku.








 Smackers Snap Gloss - Cotton Candy

Smackers w formie przezroczystego błyszczyka z mini iskierkami, niewidocznymi na ustach. Lekko nawilżał usta, więc głównie stosowałam go jako błyszczyk pielęgnacyjny. Jakaś resztka została, ale ciężko ją wydobyć, poza tym błyszczyk od jakiegoś czasu okropnie wylewa się z opakowania :/. Dlatego muszę się z nim pożegnać ;).

sobota, 18 grudnia 2010

Kolejne małe sukcesy

* Olejek do włosów - Himalaya - męczyłam go ponad rok. Nie zachwycił mnie, ale na moich włosach prawie nic "uznanego" i chwalonego się nie spisuje

* Tonik różano-mleczny - BU - na pewno do niego wrócę

* zużyłam też odżywkę Growth Activator - Sally Hansen, ale wyrzuciłam buteleczkę zaraz po wykończeniu.


 
Przy okazji bardzo Was proszę o zagłosowanie na mnie w konkursie - wystarczy kliknąć w ponizszy baner i potwierdzić oddanie głosu ("Tak, głosuję")

 

środa, 1 grudnia 2010

powoli do przodu

 Rozkręcam się :)

Najpierw chcę się pochwalić moimi denkami jeszcze listopadowymi:

Iwostin lucidin o którym już była mowa,miałam go na 1 1/2 użycia

A teraz te nie planowane:
  • płyn do demakijażu Miraculum - w sumie nie powiem o nim nic. Tuszu nie zmyje a podkład ... tak jak każdy inny. Więcej już go nie kupię. A super tani nie był. Kupiłam go głównie ze względu na opakowanie :/ bo chciałam pompkę. Planuję przelać do niego fluid z neutrogeny.
  • krem intensywnie nawilżający Garniere ten czerwony - stosowany głównie na łokcie - nie mam mu nic do zarzucenia.
  • balsam ożywczy do paznokci z Essence - pięknie pachnie,w pewnym stopinu nawilża pazurki. Ogólnie ok. Zabrałam się za drugie opakowanie :)


A teraz najtrudniejsze - prawie -  denka. Bo te z kolorówki.



Puder prasowany Inglot. To moje n-te opakowanie ale teraz mam manię na pudry sypkie. Więc ten zmęczę używając go do poprawek w pracy. Ale jako puder jest ok. Mają dużo odcieni,można łatwo wybrac idealny,fajniematuje,długo się trzyma. OK.




Brązowe kredki :
Astor i Ruby Rose . Astor jest świetna do rozcierania przy lini rzęs. Ruby Rose w sumie takze. Gdyby były złe to na pewno bym ich nie zużyła.

Moje ulubione trio Paese. Tych jasnym namiętnie używam do pracy a ten ciemny jest idealny do przyciemniania brwi. Bomba! I choć nie używam bazy to te cienie trzymają się.







Tak podsumowując o ile pielęgnacyjne kosmetyki możemy zuzyc nawet jeśli w pewnym stopniu nam nie odpowiadają(np śmierdzący krem do twarzy używam do stóp) tak kosmetyki kolorowe prawie się nie da. Bo jak żużyćpodkład w rózowym kolorze? Lub beznadziejnie jarmarczne odcienie niebieskiego czy zielonego lub innego nie lubianego koloru? Nikt takiego cienia nie nałoży i nie wyjdzie "do ludzi". Każdy ma inne takie swoje badziewne kosmetyki. I pytanie - co z nimi ? Sprzedać komuś,wymienić się czy po prostu wyrzucić?  Macie jakies opcje?

czwartek, 21 października 2010

Łojoj to mnie dawno tu nie było :)

Zużywam na bieżąco, ale fotek nie mam na bieżąco. Mimo to wrzucę co nie co bodajże z wakacji :P




 
Było fajnie, ale się skończyło :P moimi faworytami z tego są: krem Isana Urea (używam już chyba 4 opakowanie w między czasie od tego jeszcze jedno zużyłam :)), Wax L'biotica Latte - to moje 2 opakowanie i odżywka z kwasami AHA Barbra :) reszta taka sobie ;)

Dodatkowo wrzucam zbiór z dnia 7 września, od tej pory zużyłam to co zostało wykreślone i zaznaczone zużycia które planuję np. szampon i maska pozostały na 1-2 zużycia :P