Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiezniczkaa87. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiezniczkaa87. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 września 2012

Wrześniowe denka


Ostatnio miałam całkiem udane zużycia:
  • Krem Shape Up Dove. Nie zachwycił mnie. Pachnie jak zjełczały kosmetyk (od nowości miał taki zapach, więc to nie z powodu zepsucia). Całkiem nieźle nawilża, ale nie nie zauważyłam spektakularnego ujędrnienia i wygładzenia skóry. Plusem jest na pewno duża wydajność.
  • Peeling solny wyszczuplający Perfecta Spa. Słaby zdzierak, nie dla wielbicieli mocnego złuszczania. Nie spodobał mi się też jego cytrusowy zapach. Szczegółowa recenzja na blogu: KLIK.
  • Żel perfumowany Vanille Noir Yves Rocher. Ma cudowny, mocny, odurzający zapach wanilii, ale nie słodkoulepnej tylko takiej mrocznej, wieczorowej, "brudnej". Od tej woni można się uzależnić. Jako żel spisywał się świetnie  dobrze oczyszczał i nie wysuszał skóry. Tylko ma zbyt twardą butelkę no i ... cenę z kosmosu.
  • Olejek do kąpieli Tutti Frutti Farmony. W żadnym wypadku to nie olejek, tylko zwykły płyn do kąpieli. Słabo się pieni, nie wysusza skóry. Melonowy zapach niestety mnie nie zachwycił.


  • Peeling do stóp z pumeksem Yves Rocher. Mój ulubieniec od lat, sama już nie wiem ile zużyłam opakowań. Rewelacyjnie ściera i jest wydajny mimo małej pojemności.
  • Żel do stóp Foot Therapy z Biedronki. Przyjemny kosmetyk - tani, lekki, szybko się wchłania, odświeża na długo. Szkoda tylko, że mało wydajny.
  • Krem do rąk BeBeauty z Biedronki. Mój absolutny hicior za grosze. Używam go nie tylko do rąk. Szczegóły na blogu: KLIK.
  • Balsam do ciała wyszczuplająco-antycellulitowy Soraya Piękne Ciało. Zakochałam się przede wszystkim w opakowaniu, ale zawartość także zasługuje na uwagę. Szczegóły na blogu: KLIK

  • Emulsja do włosów Gloria. Moja ulubiona, codzienna odżywka - wracam do niej jak bumerang. Sprawia, że włosy są miękkie, sypkie, błyszczące, nawilżone, lepiej się układają i pozostaja dłużej świeże.
  • Szampon 'Wymarzona Objetość' Timotei z serii Jericho Rose. Niczym szczególnym mnie nie zachwycił. Spodziewałam się lepszego działania po obiecującym składzie. Szczegóły na blogu: KLIK
  • Żel pod prysznic Bambus z miętą The Secret Soap Store. Bardzo fajny żel, ma mocno bambusowy, orzeźwiający zapach. Nie wysusza skóry, jest bardzo wydajny. Szczegóły na blogu: KLIK.
  • Hydrolat z kocanki z Biochemii Urody. Obok oczarowego to mój ulubiony hydrolat, bez którego nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji. Łagodzi podrażnienia, niweluje przebarwienia, nawilża, zapobiega pękaniu naczynek. Potwornie śmierdzi zepsutym mięsem, ale przywykłam już do tego zapachu.

wtorek, 31 lipca 2012

Część zużyć z czerwca i lipca


  • Płyn micelarny Ziaja Ulga. Sprawdził się do twarzy, jednak do oczu niekoniecznie. Szczegóły na blogu: KLIK.
  • Mydło w płynie Original Source Mint & Tea Tree. Ma rewelacyjny, odświeżający zapach mięty, świetnie myje. Ponarzekać można tylko na cenę. Szczegóły na blogu: KLIK.
  • Szampon Jabłko Antonówka Barwy. Genialny oczyszczacz, zresztą jak wszystkie szampony tej firmy. Do tego pięknie, jabłuszkowo pachnie. Szczegóły na blogu: KLIK. 


 

  • Ujędrniające masło do ciała Be Beauty z Biedronki. Bardzo fajne masełko, dobrze nawilża, ma intensywny, odświeżający zapach. Szczegóły na blogu: KLIK.
  •  Krem na noc do cery problemowej Niszcz Pryszcz firmy Kosmetyki DLA. Moje największe odkrycie kosmetyczne tego roku. Dzięki niemu oraz wersji dziennej tego kremu wyleczyłam się z trądziku. Szczegóły na blogu: KLIK.
  • Płyn dwufazowy do demakijażu oczu Yves Rocher. Mój zdecydowany faworyt w demakijażu oczu. Zużyłam mnóstwo opakowań. Szczegóły na blogu: KLIK.



  • BB krem Intense Classic Balm Skin79. Absolutne odkrycie  makijażowe. Po erze minerałów, dzięki temu bb kremowi na pewno pozostanę przy bb. Szczegóły i swatche na blogu: KLIK.
  • Jedwab Biosilk. Nie byłam z niego zadowolona. Wysuszył mi końcówki. Kiedyś go lubiłam, a teraz mam wrażenieni, że jest bardziej rozwodniony i mniej wydajny.
  • Glinka różowa Argiletz. Jak wszystkie glinki sypkie trudna w używaniu, ale skuteczna. Trochę barwiła skórę na czerwono-ceglasto, ciężko było zmyć ten barwnik z twarzy. Znacznie delikatniejsza niż glinka zielona.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Część zużyć z kwietnia

Kwiecień jest wyjątkowo udany!

  • Dezodorant Sensitive Polleny Ewy. Nie byłam zadowolona z jego skuteczności. Szczegóły tutaj KLIK.
  • Mgiełka wzmacniająca do włosów Radical Farmony. Przyjemna w użyciu, wzmacnia włosy, wydajna. Szczegóły tutaj KLIK.
  • Antycellulitowo-wygładzający żel do ciała Oceanic. Niestety nieskuteczny - nie ujędrniał ani nie poprawił stanu skóry. Szczegóły tutaj KLIK.
  •  Sól do stóp kasztanowa On Line. To moja druga sól z tej serii, wcześniej miałam wersję Eukaliptus i Mięta. Jako sól do stóp sprawdza się genialnie. Zabarwia wodę na lekki, żółtawy kolor, a po łazience momentalnie roznosi się jej zapach.  Zastosowanie soli to nie tylko orzeźwienie i relaks dla stóp, ale dla całego organizmu. Po kąpieli stopy są wypoczęte, zrelaksowane i pięknie pachnące.
  • Olejek do kąpieli Ambra i Bursztyn Bielendy. To nie jest typowy olejek, ale i tak go uwielbiam. Szczegóły tutaj KLIK.

  • Płyn do higieny intymnej nawilżający Ziaja Med. Jeden z najlepszych produktów do higieny intymnej. Szczegóły tutaj KLIK
  • Dwufazowy płyn do demakijażu oczu Yves Rocher. Rewelacyjny produkt od Yves Rocher, który kupuję od wielu lat. Szczegóły tutaj: KLIK.

niedziela, 25 marca 2012

Marcowe zużycia - pielęgnacja i nareszcie kolorówka!


W marcu nie mam za dużo zużyć, ale trafiły się wreszcie zużycia kolorówkowe (z lutego i marca), które cieszą mnie najbardziej.
  • Szampon do włosów blond Reflets Naturels od Yves Rocher. Ślicznie rozjaśnia włosy i dodaje refleksów, niestety wzmaga przetłuszczanie włosów. Szczegóły na moim blogu: KLIK.
  • Krem na pękające pięty z lnem od Polleny Ewy. Mój ulubieniec w pielęgnacji stóp - rewelacyjny tłuścioch. Szczegóły na moim blogu: KLIK.
  • Balsam do ciała Miód & Sosna z serii Aromasensation od Bielendy. Niestety nie polubiliśmy się za bardzo. Szczegóły na moim blogu: KLIK.
  • Saszetka do kąpieli Eukaliptus i Cytrys Dresdner Essenz. Zakochałam się w tych saszetkach! Ta barwi pięknie wodę na zielono, pachnie eukaliptusem pomieszanym z cytryną, świetnie udrożnia drogi oddechowe.
  • Maseczka nawilżająca z glinką zieloną od Ziai. Ta maseczka to chyba moje pierwsze rozczarowanie marką Ziaja. Ma konsystencję gęstej, zielonkawej pasty. Dobrze się rozprowadza, ładnie pachnie, nie ściąga nieprzyjemnie skóry, łatwo się zmywa. Saszetka starcza na dwa użycia. Efekty raczej żadne. Nawilża słabo, może trochę wygładza.W dodatku potwornie mnie pozapychała.
  • Błyszczyk Sweet & Wet Vipery nr 7. To błyszczyk w kolorze cielistym, jasny, z maleńkimi, skrzącymi drobinkami (żaden tandetny brokat). Pięknie rozświetla i dopełnia mocniejszy makijaż oczu. Nie klei się, nie lepi ust, nie zbiera w załamaniach, jest trwały, ma owocowy zapach (ale nie sztuczny), przyjemny smak. Na początku przeszkadzał mi jedynie aplikator, ale nauczyłam się szybko nim posługiwać. Na pewno kupię jeszcze nie jeden.
  • Kredka Long Lasting czarna od Essence. Moja ulubiona kredka. Jest miękka, równomiernie rozprowadza się na powiekach. Ma kolor głębokiej, wyrazistej czerni (nawet na cieniu do powiek), nie rozmazuje się, nie trzeba jej temperować, i uwaga ... wytrzymuje całonocną imprezę! Używam jej co jakiś czas, jako element dziennego makijażu i ani razu mnie nie zawiodła, nie starła się, nie rozmazała.
  • Szminka w płynie Namiętnik od Paese. Uwielbiam ją! Ma niespotykany zapach świątecznego piernika. Jest trwała, mocno kryjąca, cudnie się błyszczy, ma wygodny aplikator. Kupiłam już kolejną pomadkę Namiętnik, bo nie wyobrażam sobie zostać bez niej :)

niedziela, 19 lutego 2012

Zużycia z lutego

Zużyć w lutym odnotowałam całkiem dużo. Robiąc zdjęcia nie znalazłam jednak kilku opakowań, więc pewnie za kilka dni umieszczę kolejny post z "niedobitkami".
  • Odżywczy żel hialuronowy z Biochemii Urody. Rewelacyjny, uniwersalny nawilżacz twarzy. Mieszam go z olejami z Biochemii Urody i stosuję zarówno na dzień jak i na noc. To już drugie moje opakowanie i na pewno nie ostatnie. 60 ml starcza na kilka miesięcy stosowania.
  • Hydrolat rumiankowy z Biochemii Urody. Żałuję bardzo, że go wycofali. Świetnie nawilżał, łagodził i koił podrażnioną skórę. Bardzo przyjemnie i naturalnie pachniał rumiankiem. Sprawdzał się świetnie podczas kuracji kwasowej. Pod koniec butelki mieszałam go z hydrolatem z róży stulistnej i w tym duecie również dobrze się spisywał.
  • Płyn micelarny z wyciągiem z 3 herbat Yves Rocher. Zapraszam do przeczytania recenzji na moim blogu klik.

  • Płukanka octowa z malin Yves Rocher. Zapraszam do przeczytania recenzji na moim blogu klik.
  • Serum drenujące 'Reduktor cellulitu' Rebuild od Ziai. Reduktor ma przyjemną, żelową konsystencję i miły dla nosa zapach anyżku, charakterystyczny dla całej serii. Błyskawicznie się wchłania, po każdym posmarowaniu skóra wyraźnie się napina, a przy dłuższym stosowaniu staje się sprężysta i jędrna. Co do cellulitu, to nieco się zmniejszył, ale nie zniknął całkowicie. Nie mam w zasadzie poważnych kłopotów z cellulitem, jedynie drobne nierówności, ale używam produktów antycelullitowych prewencyjnie. Właśnie reduktor Ziai pomaga powstrzymać rozwój pomarańczowej skórki. Jestem mu bardzo wdzięczna, bo mój tryb życia w ostatnim czasie nie sprzyjał zdrowiu i kondycji skóry, a jednak dzięki reduktorowi zupełnie nie odczułam jego skutków.
    Nie jest wydajny, nakładałam go bardzo oszczędnie i dość nieregularnie, a wystarczył mi na niewiele ponad miesiąc. Cena wysoka jak na Ziaję, chociaż jak na produkt tego typu już do przeżycia. Opakowanie estetyczne, wygodne, chociaż trudno wydobyć końcówkę produktu.
Wykończyłam też dwa piękne zapachy, do których na pewno powrócę:
  • Euphoria EDP od Calvina Kleina 100 ml
  • Marry me! Lanvin odlewka 10 ml

środa, 1 lutego 2012

Ostatki ze stycznia


Pozbierałam jeszcze kilka zużytych opakowań z końca stycznia.
  • Tusz do rzęs Push Up Bell. Mój zdecydowany faworyt i ulubieniec. Za każdym razem, kiedy kupię jakąś tuszową nowość żałuję i wracam do Bell. Pisałam już o nim na Manii Zużywania tutaj: KLIK.
  • Odżywka do paznokci z diamentami Eveline. Bardzo duży plus za to, że jest świetną bazą pod lakier - nic nie odpryskuje ani nie złazi płatami. Można też używać jej samej i paznokcie pięknie wyglądają. Po dwóch warstwach mamy efekt delikatnego french manicure. Co do samego działania to jestem pod ogromnym wrażeniem jeśli chodzi o wzmocnienie płytki. Paznokcie stały się twarde jak tipsy i to już po kilku pierwszych aplikacjach. Nie mam też żadnych kłopotów z ich rozdwajaniem. Niestety niektóre paznokcie łamią się nadal i to nawet ze zdwojoną siłą. Skutkiem ubocznym kuracji są zmasakrowane, wysuszone skórki. Do tego same paznokcie nie wyglądają zdrowo, są raczej przesuszone, choć nie tak bardzo jak skórki.
  • Puder sypki do cery tłustej i trądzikowej Jadwiga. Zapraszam do przeczytania recenzji na blogu KLIK.
  • Zmywacz acetonowy truskawkowy z Drogerii Uroda. Dobrze zmywa lakiery, nie niszczy paznokci, przyjemnie pachnie truskawką. Na pewno kupię go jeszcze nie raz.
  • Peeling myjący z truskawką Joanna. Małe peelingi Joanny to świetny produkt - idealnie wygładzają skórę. Dużą zaletą jest poręczna butelka, która świetnie nadaje się na wyjazdy. Zużywa się dość szybko, ale dzięki temu nie nudzą mi się zapachy. Wcześniej miałam pomarańczę, porzeczkę i gruszkę. Cena bardzo przystępna.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Kolejne zużycia

Moje ostatnie zużycia:
  • Żel aloesowy firmy Gorvita. Używałam go głównie do wcierania w skórę głowy, która była przesuszona. Stosowałam razem z wodą brzozową, która świetnie poprawia kondycję włosów i zmniejsza ich wypadanie, jednak nieco wysusza. Z żelem Gorvity ten problem praktycznie wyeliminowałam. Niestety zdarza mi się mieć teraz większe skłonności do łupieżu. Łagodzi skórę po depilacji, niweluje ranki i podrażnienia. Żel jest przezroczysty, lepki, niemal bezzapachowy. Dość szybko się zużywa. Ma naprawdę dobry skład, bez zbędnej chemii.
  • Kąpiel solankowa jodowo-bromowa o zapachu bzu Joanna 700 ml. Recenzja na blogu KLIK
  • Szampon ekologiczny Yves Rocher. To dobry szampon bez ulepszaczy i silikonów. Wzorowo oczyszcza włosy z brudu, olejów, środków do stylizacji. Ma większą od innych szamponów pojemność - 300 ml. Jest wydajny, dobrze się pieni. Nie wzmaga przetłuszczania włosów, nawet mam wrażenie, że pozostają dzięki niemu świeższe przez dłuższy czas.Jedyne co mi w nim nie odpowiada to zapach. Nie lubię cytrusów, a wyczuwam w nim właśnie cytrusowo-odświeżaczowe nuty. Cenię sobie bardzo akcję Yves Rocher: jeden szampon - zasadzone drzewo, dlatego na pewno jeszcze nie raz go kupię.
  • Odżywka bananowa The Body Shop. Recenzja na blogu KLIK
  • Krem odżywczo-kojący do cery suchej i wrażliwej Herbika Plant Ziai.Mam cerę tłustą, dla której ten krem się nie nadaje. Ponieważ dostałam go w prezencie, zużyłam do szyi. Sprawdził się świetnie. Jest bardzo tłusty, lepki, treściwy, gęsty. Ma całkiem przyjemny, trochę ziołowy zapach. Topornie się rozsmarowuje, pozostawia błyszczącą i grubą warstwę, co jest oczywiste w przypadku tłustych kremów. Nawilża naprawdę dobrze i długotrwale.
    Nie jest wydajny, zużyłam go w niecałe dwa miesiące używając zazwyczaj raz dziennie lub rzadziej. Czasami posmarowałam też dekolt. Chociaż mam tendencję do zapychania skóry także na dekolcie, nic złego się nie działo.
  • Pianka peelingująca z serii Trzech Herbat Yves Rocher. LinkRecenzja na blogu KLIK

sobota, 17 grudnia 2011

Grudniowe opakowania


Minęła połowa grudnia, który jest całkiem udany zużyciowo, podobnie jak listopad.
  • Szampon przywracający blask z wyciągiem z nagietka Yves Rocher. Dobrze i łagodnie oczyszcza, nie zawiera silikonów, ale ponieważ jest pozbawiony silnych detergentów nie usuwa dogłębnie produktów do stylizacji. Musiałam używać co jakiś czas (mniej więcej raz w tygodniu) innego szamponu, żeby doczyścić resztki po piankach i jedwabiach. Jest dość rzadki, mało wydajny, pieni się średnio. Sam wyciąg ziołowy jest na szarym końcu i niewiele zdziała. Pachnie bardzo przyjemnie, dużo ładniej niż prawdziwy nagietek, choć trochę go rzeczywiście przypomina. Niestety wzmaga przetłuszczanie włosów, już wieczorem zaczynają się tłuścić. Zdecydowanie za drogi jak na takie działanie i pojemność.
  • Olejek myjący pomarańczowy z Biochemii Urody. Moje cudo do oczyszczania twarzy, pisałam już o nim na tym blogu. Idealnie oczyszcza nie naruszając ochronnej warstwy skóry, nie powoduje uczucia ściągnięcia, pielęgnuje, ogranicza wydzielanie sebum. Jest genialnie wydajny i pięknie, pomarańczowo pachnie. Zmywa makijaż, nawet wodoodporny tusz. Zawsze do niego wracam.
  • Balsam do ciała słodkie trufle i migdały Farmony. Moim zdaniem nie jest warty zakupu. Szczegóły tutaj: KLIK
  • Oliwka pielęgnacyjna Hipp. To druga oliwka, po Babydream, z której jestem tak bardzo zadowolona. Używałam jej po kąpieli. Wchłania się świetnie jak na oliwkę, nie tłuści i nie oblepia. Cudownie nawilża skórę, staje się mięciutka jak skóra dziecka. Sprawdza się także w pielęgnacji włosów. Nakładałam ją na włosy na całej długości, ale nie miałam problemów z jej zmyciem. Po użyciu włosy stawały się bardziej miękkie i odżywione. Nadaje się też oczywiście jako preparat do demakijażu oczu. Zbawienne działa też na skórę po depilacji. Wygrywa z oliwką Babydream tym, że butelka nie tłuści się i nie oblepia. Ma też dużo przyjemniejszy zapach: łagodniejszy, taki "dzieciowy". Szkoda tylko, że cena jest ponad dwukrotnie wyższa, a pojemność mniejsza.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Jeszcze trochę opakowań z listopada


W listopadzie cieszę się naprawdę dużą ilością pustych opakowań. W grudniu pewnie już niewiele się pokończy.
  • Żel chłodzący Termo wyszczuplanie od Ziai. Wygładził i nieco ujędrnił moją skórę. Za sprawą intensywnych ćwiczeń zgubiłam trochę centymetrów i myślę, że produkt Ziai pozwolił mi utrzymać skórę w dobrej kondycji. Niestety jeśli chodzi o sam cellulit to niewiele zdziałał. Żel chłodzący nie chłodzi tak, jakbym sobie tego życzyła. Efekt chłodzenia jest delikatny, powiedziałabym nawet że mizerny. Ze względu na porę roku nawet dobrze, że tak jest, ale w lecie nie byłabym z niego zadowolona. Cena dość wysoka jak na Ziaję, ale normalna jeśli chodzi o preparaty antycellulitowe i wyszczuplające. Rewelacyjne opakowanie z pompką pozwala na higieniczne i wygodne dozowanie. Konsystencja żelowo-kremowa, łatwo się rozsmarowuje i dość szybko wchłania.
  • Zmywacz bezacetonowy do paznokci o zapachu ananasa z Drogerii Uroda. Kupiłam zachęcona niską ceną jak na taką pojemność i zapachem ananasa. Zmywa nieźle, ale miałam już dużo lepsze zmywacze. Raczej nie kupię go ponownie.
  • Serum do pielęgnacji biustu i dekoltu AA Ciało Szczupłe. Żel ma konsystencję żelowego, gęstego kisielu oraz delikatny zapach. Jest lepki, po smarowaniu piersi zawsze kleją mi się ręce. Dość długo się wchłania. Jeśli chodzi o działanie to jest to tylko i wyłącznie produkt nadający się jako podkład pod masaż czy samokontrolę piersi. Nie uniesie, nie poprawi kształtu, nawet nie ujędrni skóry. No może trochę ją wygładzi. Używałam go regularnie, przynajmniej raz dziennie, od prawie dwóch miesięcy, także plusuje wydajnością. Nie kupię go drugi raz, wracam do ukochanego kremu Ziai Rebuild.
  • Próbki kremu Clarena Mat Cream. Starczyły mi na niecały tydzień. Niewiele mogę powiedzieć o samym działaniu kremu przez tak krótki czas. Na pewno nieźle matuje, ale tworzy trochę lepką powłokę na twarzy. Ma ładny niebieski kolor, przyjemny zapach i tępą konsystencję.
  • Olej tamanu z Biochemii Urody. Mój cudotwórca! Bardzo żałuję, że się skończył. Używam go na noc samego albo w towarzystwie żelu hialuronowego. Świetnie łagodzi zmiany trądzikowe, genialnie reguluje sebum, nawilża, wygładza, wyraźnie odnawia skórę. Odkąd stosuję tamanu pozbyłam się praktycznie problemów skórnych. Rano zawsze uśmiecham się dzięki niemu do lustra. Niestety zapach ma nieszczególny, w dodatku mój mąż go nie może wytrzymać. Codziennie wieczorem muszę się nasłuchać, że się paskudztwami smaruję. :)
  • Jedwab do włosów L'Biotica. Jak to jedwab napakowany silikonami: chroni włosy przed działaniem temperatury, nabłyszcza zewnętrznie, sprawia że włosy lepiej się układają, trochę poprawia skręt. Pasował mi, chociaż z Biosilku byłam bardziej zadowolona.
  • Krem nawilżający matujący 25+ Ziai. To niewątpliwie jedno z większych odkryć ostatnich miesięcy i chyba najlepszy krem drogeryjny jaki miałam do tej pory. Przeznaczony dokładnie dla takiej skóry, jaką posiadam. Nie zapycha co mnie zaskoczyło, nawilża w miarę dobrze, matuje twarz tak zdrowo a nie sztucznie. Ma delikatny, przyjemny zapach, dobrze się rozprowadza, szybko wchłania. To ważne, bo rano spieszę się z makijażem. Trochę niewydajny, ale niska cena to zdecydowanie rekompensuje.
  • Odżywka do paznokci Nail Protex Sally Hansen. Mam dużo produktów od Sally Hansen, jedne lepsze inne gorsze, ale nie zawiodłam się jeszcze na żadnej odżywce do paznokci. Nail Protex używałam regularnie do wzmocnienia paznokci. Regeneruje, odżywia i dobrze wzmacnia. Paznokcie stają się niemal tak twarde jak tipsy i przestają się łamać. Niestety nie zapobiega rozdwajaniu. Chociaż na paznokciu wysycha szybko, to nie zastyga w buteleczce.

Zapraszam na giveaway do Księżniczkowych pasji -> klik.

wtorek, 15 listopada 2011

Kolejne opakowania listopadowe

To zużycia długoterminowe - męczyłam te opakowania przez około pół roku.
  • Intensywnie regenerująca maseczka do włosów blond Biovax L'Biotici. Uwielbiam waxy, moim skromnym zdaniem to najlepsze maski dostępne na rynku. Skład do zakochania: mnóstwo naturalnych ekstraktów, brak silikonów, SLSów, parabenów i innych chemicznych dziadostw. Jest z tą maską trochę zabawy - nakładanie pod czepek, ogrzewanie czepka suszarką, zawijanie ręcznikiem i siedzenie pół godziny. Efekty są zawsze zachwycające jeśli chodzi o kondycję włosów: są niewiarygodnie miękkie, aż chce się ich cały czas dotykać! A do tego pięknie się układają, nie są obciążone, a końcówki się nie rozdwajają. Niestety nie zauważyłam wpływu na kolor włosów. Nie rozjaśnia, nie daje słonecznych refleksów, nie ożywia.
  • Pielęgnujący żel pod prysznic z perełkami olejku i ekstraktem z trawy cytrynowej Nivea. Nie mam dużych wymagań co do takich produktów - mają ładnie pachnieć i dobrze myć. To drugie Nivea spełnia jak najbardziej, z zapachem znacznie gorzej. Jest intensywny, odświeżaczowy, zbyt cytrusowy. Może i odpowiedni na upalne dni, ale nie odświeża tak jak lubię. Sam żel naprawdę porządny, gęsty, wydajny. Nie pieni się zwykłą pianą tylko zamienia w taką kremową piankę. Sprawdził się też przy goleniu.
    Ogromnym plusem jest to, że nie wysusza skóry. Nie wiem czy tu zasługa tych rzekomych perełek olejku. Fajnie prezentuje się na półce - świetny zielony kolor i wędrujące pomarańczowe kuleczki. Na pewno wygląd tego żelu może zachęcać do zakupu, w przeciwieństwie do zapachu.

Na koniec trochę prywaty. Założyłam wielotematycznego bloga Księżniczkowe pasje bez ładu i składu. Będzie nie tylko o kosmetykach i makijażu, ale także o technikach hand-made i gotowaniu. Blog jest obok w blogrollu, zapraszam zawsze przy okazji wizyty na Manii Zużywania. Pozdrawiam!

sobota, 1 października 2011

Jeszcze parę drobiazgów


Zużycia bardzo długoterminowe:
  • Dezodorant-antyperspirant 'Bawełna' Jardins du Monde Yves Rocher. Sam dezodorant nie jest antyperspirantem, bo nie blokuje wydzielania potu. Mam to szczęście, że pocę się nieznacznie, nawet przy wysiłku fizycznym czy mocnych upałach, dlatego spełnia on moje wymagania dotyczące skuteczności. Dla kogoś bardziej potliwego może być jednak nieodpowiedni. Największymi atutami tego dezodorantu są zapach, wydajność i opakowanie. Pachnie łagodnie, coś jak świeże pranie wypłukane delikatnie kwiatowym płynem. Zapach nie zmienia się przy poceniu, świetnie neutralizuje. Wydajnością zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Zwykle kulki YR kończyłam po dwóch miesiącach, a tą mam znacznie dłużej, nie pamiętam już nawet od kiedy. Nowe opakowania dezodorantów YR są dużo lepsze. Mają większą kulkę, co jest znacznie wygodniejsze, bo nie trzeba się namachać. Nie zacina się, a przede wszystkim dezodorant nie pozostaje i nie zasycha na brzegach, co irytowało mnie w poprzednich kulkach.
  • Krem 'Artystyczny Nieład' Shock Waves Welli. Nie skleja włosów, jeśli nie użyje się zbyt dużej ilości - wystarczy naprawdę odrobina w zagłębieniu dłoni. Rozcieram obiema rękami i nakładam na moje loczki. Efekty są genialne i to w zaledwie kilka sekund. Czupryna zyskuje rewelacyjną objętość dzięki idealnie skręconym sprężynkom. A do tego przecudnie pachnie - można się uzależnić od tego zapachu. Przez to, że wystarcza tylko kapka produktu jest niezwykle wydajny - opakowanie używałam prawie dwa lata! Wyciągnęłam już zapasów następne pudełko.
  • Miniaturka mleczka do ciała 'Kokos z Malezji' Yves Rocher. Zaskoczył mnie pozytywnie składem - zaraz za wodą mamy olej ze słodkich migdałów, masło shea, aloes, a za kawałek olej kokosowy. Mleczko świetnie i długotrwale nawilża, gładko się rozprowadza, nie jest za rzadkie ani za gęste. Właśnie konsystencja nie jest lejąca - typowa dla mleczka, to raczej lekki balsam, ale mnie to odpowiada. Zapach jak najbardziej na plus, powiedziałabym że delikatnie kokosowo-migdałowy, nie jest intensywny. Szkoda, że dłużej nie utrzymuje się na skórze. Jak tylko wykończę balsamowe zapasy skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie.
  • Miniaturki odżywki do włosów i żelu pod prysznic z hotelu Sheraton. W prezencie ślubnym dostaliśmy romantyczny weekend w hotelu Sheraton w Sopocie i stąd w mojej kosmetyczce znalazły się te miniaturowe kosmetyki. Cała linia ma orzeźwiający zapach mandarynki. Bardzo fajne produkty - żel pięknie pachnie, nie wysusza, jest wydajny i dobrze myje. Odżywka starczyła mi na 2 użycia, ma dużo silikonów i nie bardzo mi odpowiadała. Jej działanie porównałabym do masek Pantene.
  • Żel do mycia twarzy głęboko oczyszczający Pure System Yves Rocher. Przy ostatnich wizytych w YR dostałam te próbki. Żel zawiera dużo drobinek, ale nie są one ostre, peelingują bardzo delikatnie. Żel dobrze oczyszcza, lekko ściąga skórę. Nie mogę ocenić jego długotrwałego działania na zaskórniki, wypryski czy sebum. Zapach ma niestety odrzucający. Nie kupię pełnowymiarowego opakowania, bo od dawna używam do twarzy tylko łagodnych oczyszczaczy bez SLS.

poniedziałek, 5 września 2011

Udany początek września

Minęło dopiero kilka dni września, a pojawiły się już puste opakowania.
  • Szampon dla dzieci Babydream z Rossmanna. Jest niewydajny, bo słabo się pieni, jednak zaskakująco niska cena to w zupełności rekompensuje. Nie pachnie wybitnie, ale też nie odpychająco. Włosy z każdym użyciem stają się coraz bardziej miękkie. Po żadnym innym szamponie nie miałam aż tak miękkich włosów. Oczywiście jako delikatny szampon plącze włosy, ale można sobie z tym poradzić dobrą odżywką. Dobrze oczyszcza, nieinwazyjnie i łagodnie. Żeby usunąć preparaty do stylizacji potrzebny jest jednak szampon z silniejszymi detergentami.
  • Żel ze świetlikiem i chabrem pod oczy i na powieki Flos Leku. Ma delikatną, żelową konsystencję, błyskawicznie się wchłania. Można go bez problemu używać pod makijaż - nic nie spływa, nie świeci się, nie roluje. Rewelacyjnie niweluje zmęczenie, opuchliznę, niewyspanie. Skóra pod oczami staje się dzięki niemu elastyczna i bardziej napięta. Wersja ze świelikiem i chabrem pomaga szczególnie oczom zmęczonym podczas korzystania z komputera.
  • Krem do ciała z mocznikiem Isana Rossmann. Używałam go do pielęgnacji szyi i spisywał się doskonale. Genialnie i naprawdę długotrwale nawilżał, sprawia że skóra jest jakby "gęstsza", odbudowana. Można używać go do przesuszonych partii ciała, albo takich wymagających szczególnej pielęgnacji (np. łokci, kolan, pięt), świetnie radzi sobie z przesuszeniami i zrogowaciałym naskórkiem. Jedyne, co mi w nim przeszkadzało to zbyt mocny, naperfumowany zapach. Wydajny, gęsty, treściwy, niedrogi i niesamowicie wydajny - używałam go prawie pół roku!
  • Maseczka z glinką marokańską do twarzy i włosów Tradition de Hammam Yves Rocher. Wspaniała maseczka! Używałam jej tylko do twarzy, było mi jej szkoda do włosów. Świetnie oczyszcza, matuje, wyrównuje koloryt skóry, wygładza. Ma lejącą konsystencję, co sprawia trochę kłopotów przy aplikacji. Jednak największą zaletą (która w dużej mierze rekompensuje zabójczo wysoką cenę) jest jej zapach ... Dzięki niemu po nałożeniu maseczki czuję się niemal jak na seansie SPA w tureckiej łaźni.

czwartek, 1 września 2011

Ostatki z sierpnia


  • Hydrolat lipowy z Mazideł. Ma śliczny, naturalny zapach kwiatostanów lipy. Można używać go dla samego zapachu. Odświeża, oczyszcza, nawilża. Trochę lepi sie po nim skóra. Świetnie sprawdza się także przy pielęgnacji oczu, cudownie koi zmęczone powieki.
  • Masło waniliowe z Ziai. Masełka ziajowe są po prostu mistrzowskie. Wczesniej miałam oliwkowe i kokosowe, w zapasach czeka na mnie jeszcze kakao. Mają świetną, zbitą i maślaną konsystencję. Rewelacyjnie, gładko rozprowadzają się po skórze i dają natychmiastowe uczucie nawilżenia. Przy regularnym używaniu skóra staje się miękka i gładka. Zapach tej wersji bardzo przyjemny - jak waniliowy budyń. Mogłoby być bardziej wydajne, ale za tą cenę nie ma co narzekać.
  • Maseczka "Satysfakcja" z różą damasceńską Dermiki. Nic innego tak nie nawilża i ratuje skóry! Jest niezwykle przyjemna w stosowaniu przez swoją kremową konsystencję i nieziemsko piękny zapach róży. Nakładam ją na noc i zmywam dopiero nad ranem. Skóra po przebudzeniu jest cudownie nawilżona, elastyczna, odżywiona, złagodzona i promienna. Naprawdę najbardziej przesuszoną skórę potrafi uratować!
  • Puder do kąpieli pomarańcza&czekolada z Biedronki. Nie pamiętam, żebym kiedyś kupiła coś równie bezużytecznego do kąpieli. Nie barwi wody, nie pachnie, nie pielęgnuje skóry, pieni się przez 2-3 minuty i to jeszcze licho. Dobrze, że wydałam na tą saszetkę tylko 99 groszy, teraz bym jej za darmo nie chciała.

środa, 17 sierpnia 2011

Kolejne z sierpnia

Sierpień jest całkiem udany jeśli chodzi o zużycia.
  • Emulsja matująca Purritin Iwostinu. Przede wszystkim nazwa jest zupełnie nietrafiona, bo ani to emulsja ani matująca. Konsystencja lekkiego kremu, trochę żelowa. Mojej skóry nie matuje wcale (a chyba powinna to być podstawowa funkcja), ale sebum nie wariuje za mocno, więc jest jakiś plus. Błyszczę się zatem nadal, ale po innych specyfikach błyszczałam się gorzej. Liczyłam na działanie antybakteryjne, no i tu też bez szału. Nie ogranicza powstawania zmian, nie leczy istniejących. Trochę nawilża, szybko się wchłania, współgra z makijażem, jest bardzo wydajna. Wielki plus za higieniczne opakowanie i większą od innych kremów pojemność.
  • Krem do depilacji pach, rąk i okolic bikini Eveline. Usuwa włoski, ale nie wszystkie i niedokładnie. Trzeba trzymać go dłużej niż zaleca producent, żeby jakoś działał. Na mojej skórze powoduje dość poważne podrażnienia. Zapach mi nie przeszkadza, w produktach tego typu nie liczę na nic przyjemnego.
  • Płyn micelarny do demakijażu z wyciągiem z 3 herbat Yves Rocher. Oczyszcza nieźle, chociaż nie idealnie i nie przy pierwszym waciku. Trzeba przemyć twarz zwykle dwa razy i zużyć więcej płynu. Nie nawilża jakoś specjalnie, zostawia na twarzy denerwującą, lepkę powłoczkę, przez co zawsze muszę użyć po nim hydrolatu. U mnie płyn nie wywołał żadnych podrażnień ani przesuszeń. Z makijażem oczu radził sobie bardzo dobrze, nawet lepiej niż niejeden płyn przeznaczony tylko do tego celu. W cenie regularnej jest za drogi, ale myślę że nawet w promocji się na niego nie skuszę, bo znam lepsze płyny za mniejszą cenę.
  • Zmywacz do paznokci Anet. Ostatnio o nim pisałam, znów musiałam poratować się zakupami w kiosku. KLIK
  • Odlewka wody perfumowanej Parisienne Yves Saint Laurent. Zachwyciłam się nią (choć nie od razu) na tyle, by kupić cały flakon. Zachęcam do testów tego zapachu.


środa, 10 sierpnia 2011

Z początku sierpnia

W sierpniu poszło do kosza już kilka opakowań.
  • Szampon wzmacniający do włosów przetłuszczających się i ze skłonnością do wypadania Joanna Rzepa. Dokładnie przeznaczony do moich włosów - bardzo przetłuszczających się i okresowo wypadających. Jedyne co naprawdę robi dobrze to oczyszcza. Idealnie myje włosy z brudu, kurzu, maseczek, olejów itp. Ma rzadką konsystencję, perłowy kolor, jest niewydajny, zapach taki sobie, ale do przeżycia. Niestety nie wpływa znacząco ani na przetłuszczanie ani wypadanie włosów.
  • Hydrolat geraniowy z Biochemii Urody. Świetnie nawilża, oczyszcza, łagodzi i reguluje sebum. Do tego ma genialny zapach - słodki, sugestywny, trochę ciężkawy, hipnotyzujący. Można go używać dla samego zapachu ... Porównując go z moim ulubuionym oczarowym wypada nieco słabiej. Nie działa tak zbawiennie na wypryski czy powiększone pory skóry.
    Na pewno kupię jeszcze nie raz na zmianę z oczarem. Przez ten słodkawo-ciężkawy zapach według mnie bardziej nadaje się na sezon jesienno-zimowy.
  • Krem wyszczuplająco - ujędrniający Kolastyny z serii Slim Body. Na pewno dobrze nawilża i nieco ujędrnia skórę, jednak z większymi problemami czy utratą centymetrów sobie nie poradzi. Przyjemnie chłodzi, pachnie lekko mentolowo, szybko się wchłania, ale jest niewydajny i dość rzadki jak na preparat tego typu. Mam wrażenie, że dzięki niemu powstrzymałam rozwój pomarańczowej skórki, ale na obecne nierówność pomógł niewiele. Polecam przede wszystkim w celach profilaktycznych.
  • Lakier do stempelków Nail Art od Essence. Na początku buteleczki jest naprawdę idealny do tworzenia stempelkowych wzorków - świetnie napigmentowany i kryjący, nie wysycha szybko na stemplu, bardzo ładnie się odciska. Kiedy potraktujemy go dobrym top coatem jest wręcz niezniszczalny - nic się nie zmazuje ani nie odpryskuje. Niestety po połowie buteleczki lakier mocno wysechł i wykonanie nim wzorków jest niemożliwe, bo zanim dostanie się na płytkę jest suchy na pędzelku. Jestem zmuszona wyrzucić zaschniętą końcówkę.


piątek, 22 lipca 2011

Jeszcze kilka lipcowych zużyć


Znalazłam zgubione opakowania po Jantarze i żelu Naturii. A do tego zużyłam ostatnio Acnefan i olejek Isany.
  • Odżywka do włosów i skóry głowy Jantar. Przelałam Jantara do butelki z psikaczem i używałam bezpośrednio na włosy. Trochę nabłyszcza, wzmacnia włosy, sprawia że lepiej się rozczesują i układają. Ma charakterystyczny zapach jakby męskiej wody po goleniu, ale momentalnie staje się niewyczuwalny. Na pewno kupię jeszcze niejedno opakowanie, ale następnym razem spróbuję ją używać do skóry głowy.
  • Żel pod prysznic wiśnia i Porzeczka z Naturii Joanny. Bardzo dobrze się pieni, ma konsystencję rzadkiego kisielu, świetnie oczyszcza skórę. Nie wysusza, ale też specjalnie nie pielęgnuje. Kosztuje niewiele, ma większą pojemność od innych żeli. Mój TŻ lubi jego zapach i mówi, że jest jak wiśniowa oranżada i że bardziej by się chciało go zjeść niż nim myć.
  • Krem do cery trądzikowej Acnefan. Pisałam już o nim na blogu w tym poście: KLIK
  • Olejek pod prysznic Isana kupiony w Rossmannie. Z butelki wydobywa się rzeczywiście olejek, w kontakcie z wilgotną skórą zamienia się w białą emulsję. Świetnie oczyszcza, a przy tym jest niezwykle delikatny dla skóry. Wspaniale pielęgnuje, nie ma mowy o wysuszaniu. Jest wydajny, bo wystarczy wylać naprawdę odrobinę. Wielokrotnie używałam też olejku do zmywania twarzy, kiedy nie miałam nic innego pod ręką. Chociaż mam problemową cerę, to nigdy nic złego się nie stało. Sprawdza się także jako zamiennik pianki do golenia. Jedynym mankamentem tego cudeńka jest niestety nieprzyjemny zapach - coś jak rybi olej, tran. Szkoda, bo przyjemność używania ma duże znaczenie.

wtorek, 12 lipca 2011

Zużycia wakacyjne

Zużyć miałam więcej niż widać pustych opakowań, poginęły mi w tajemniczych okolicznościach. Tak to jest, jak się systematycznie nie wkleja zdjęć na bloga.
  • Szampon Henna Color Venity do włosów jasnych i siwych. Po wielu, wielu myciach nie zauważyłam wielkiej zmiany jeśli chodzi o kolor. Szkoda, bo zależało mi na utrzymaniu rozjaśnienia moich włosów, które uzyskałam dzięki rumiankowemu szamponowi Farmony. Dobrze oczyszcza i to chyba jedyna zaleta. Znam jednak szampony, które oczyszczają znacznie lepiej. Ma gęstą konsystencję, dziwny zapach i metaliczny kolor ciemnego fioletu, coś jak denaturat. Potwornie brudzi łazienkę! Wszędzie zostają te fioletowe plamy (kiedy odkładam korek albo butelkę, po której zwykle ścieka szampon). Denerwuje mnie też nieprzezroczyste opakowanie (w szamponie?!) i niewygodny dozownik. To jeden z gorszych szamponów, jakie miałam okazje używać.
  • Woda brzozowa Kulpol. Od dawna miałam ogromny problem z wypadaniem włosów. Stosowałam już wszystko co się dało: szampony i odżywki do wypadających włosów, kuracje, suplementy diety, picie ziółek. Niestety nic nie przynosiło oczekiwanych rezultatów. Jakiś czas temu od niechcenia wtarłam w skórę głowy wodę brzozową Kulpolu. Raz, potem drugi i stopniowo zaczęłam zauważać efekty. Włosy stały się mocniejsze, a z każdym dniem na grzebieniu zauważałam mniej wyrwanych kłaków! To mnie bardzo zmotywowało. Teraz wcieram ją codziennie i nie mogę się nadziwić, że taki niepozorny produkt wyeliminował wszystkie moje włosowe problemy. Przestały wypadać, nie przetłuszczają się tak jak kiedyś (mogę myć włosy co drugi dzień) i do tego wyrosła mi na głowie armia świeżaków! Polecam wszystkim tego cudotwórcę!
  • Maska ściągająca z zieloną glinką Ziaja Pro. Po nazwie spodziewałam się, że będzie zasychać na zieloną skorupę i mocno ściągać skórę. Tymczasem maseczka ma konsystencję jakby kremu przemieszanego z zieloną glinką, na twarzy przysycha nie powodując żadnego ściągania (ogromny plus!), ma przyjemny, turkusowy kolor. Przede wszystkim rewelacyjnie ściąga pory - przetestowałam wiele maseczek, ale niewiele dawało tak dobry efekt jak Ziaja. Poza tym świetnie nawilża, wygładza, uelastycznia skórę. Może mogłaby jeszcze lepiej oczyszczać, bo mam wrażenie że nie wyciąga z twarzy tyle zanieczyszczeń, co tradycyjne glinkowe maseczki. Przy regularnym stosowaniu zmniejsza skłonność do pryszczowych niespodzianek. Stosunek ceny do jakości i pojemności jest powalający. Używałam tej maseczki naprawdę często przez prawie trzy lata (!). Ledwo udało mi się dobrnąć do dna przed upływem daty ważności. Mogliby pakować te maseczki do tubek - przy długim używaniu ten słoik nie jest zbyt higieniczny. Bardzo lubię opakowania Ziai (mam całą kolekcję pudełek po masłach), ale do tego typu produktów mi nie pasują.
  • Papka do cery trądzikowej Jadwiga. Od dawna jestem wielką fanką pudru sypkiego firmy Jadwiga (nic makijażowego tak cudownie nie matuje, a zarazem pięlegnuje mojej twarzy). Przy którymś zamówieniu pudru skusiłam się na papkę. Używanie tego preparatu jest bardzo uciążliwe. Konsystencja rzadka, spływa po wypryskach, zawsze wyleję jej za dużo. Zasycha szybko tworząc białą skorupkę, która niestety po krótkim czasie zaczyna się zsypywać w postaci białego proszku, który brudzi wszystko dookoła. Preparat zastosowany na noc bardzo szybko wyciera się w poduszkę (choć nie całkowicie). Co do samego działania to nie można narzekać. Pryszcze się zmniejszają, stają się mniej zaognione, przysuszają się. Papka nie ma jednak właściwości ściągających, jedynie wysuszające.
  • Płukanka octowa z malin Yves Rocher. Na pewno nie jest to produkt, który w cudowny sposób odmienia włosy, tylko miły dodatek do pielęgnacji. Pięknie pachnie malinami, naprawdę bardzo uprzyjemnia to mój rytuał mycia. Ma prosty skład, bo to po prostu ocet winny z wodą i kilkoma dodatkami. Odkąd go używam zauważyłam pozytywny wpływ zakwaszania: włosy stały się bardziej lśniące, miękkie i lepiej się układają. Otwór w butelce jest malutki i można bardzo precyzyjnie dozować płukankę. Leję jej dosłownie odrobinę, wcieram we włosy, czekam ok. 2 min i spłukuję. Cena z kosmosu jak na taki produkt, jednak będę go regularnie kupować. Bardzo podoba mi się design opakowania, szczególnie ten koreczek.
  • Zmywacz do paznokci Anet. Zwykle używam zielonego zmywacza Isana rossmannowskiego albo olejku pomarańczowego z Barbry. Ten kupiłam w kiosku, bo potrzebowałam na szybko zmywacza. Zmywa owszem, ale nie idealnie i nie szybko, potwornie śmierdzi, momentalnie znika z opakowania.
  • Serum z wapniem i witaminą C Lovely. Bardzo przyjemne serum do paznokci. Ma konsystencję galaretkowatą i wchłania się w paznokcie do matu, nie zostawia żadnej powłoki. To świetne, bo można używać odżywki, a jednocześnie cieszyć się pomalowanymi lakierem paznokciami. Wyraźnie wzmacnia, ale trzeba ją systematycznie stosować, nie od razu widać efekty tak jak np. po niektórych odżywkach SH.
  • Pianka koloryzująca Venita w odcieniu złocisty oranż. Zaszalałam na początek wakacji i użyłam tej pianki. Na moim blondzie kolor wyszedł dokładnie taki jak w nazwie, czyli pomarańczowa żarówa ze złotymi refleksami. Świetny produkt na chwilową zachciankę zmiany koloru, bo zmywa się niemal całkowicie po 3 myciach. Nie szkodzi włosom, nie zauważyłam nic niepokojącego w ich kondycji po użyciu pianki.

czwartek, 26 maja 2011

W maju nie ma szału :)

Maj się kończy, a zużyć niestety niewiele. Może w czerwcu będzie lepiej.
  • Dwufazowy płyn do demakijażu Nivea. Naprawdę dobrze zmywa makijaż oczu: cienie, tusz (także wodoodporny), kredkę. Nic się nie rozmazuje tylko usuwa na płatek, choć nie zawsze idealnie i do końca. Nie podrażnia oczu, nie wysusza powiek, zostawia przyjemną, tłustawą warstwę. Cena nie jest nadzwyczaj wygórowana, ale znam tańsze płyny, które działąją podobnie do Nivei, ale ta jest bardziej wydajna.
  • Mydło w płynie do rąk 'Dzika róża i chaber' Polleny-Ewy. Nie natknęłam się nigdy na żaden bubel Polleny-Ewy, a to mydełko jest wręcz mistrzowskie. Nie wysusza skóry dłoni, a nawet powiedziałabym że pielęgnuje. Ma boski zapach! Bardziej wyczuwalna jest róża, jak z różanych konfitur. Kolorek też bardzo przyjemny, taki mleczno-różowy. Duży plus także za wersję tańszą, bez dozownika (tzw. uzupełniacz).
  • Maska-sauna do twarzy Boots Botanics. Poza tym, że przyjemnie grzeje przy nakładaniu to niewiele z niej dobrego. Nie oczyszcza jakoś szczególnie, słabo matuje - naprawdę nic specjalnego.
  • Olej ze słodkich migdałów z Naturalnego Piękna. Bardzo uniwersalny nawilżacz. Dodawałam go do balsamu albo kremu do twarzy, czasami używałam do demakijażu oczu (genialnie usuwa tusz!). Nie zdążyłam go dobrze poznać, bo szybko się skończył - miałam tylko 10 ml.
  • Krem do mycia twarzy Sebo Specific z Yves Rocher. Idealnie oczyszcza skórę, świetnie złuszcza naskórek, perfekcyjnie matuje - przez cały dzień skóra się nie błyszczy! Atutem jest też ziołowy zapach. Używałam go sporadycznie, na codzień mógłby być zbyt silny.

Nareszcie kolejne zużycia kolorówkowe! Tym razem korektor do brwi i dwa błyszczyki.
  • Korektor do brwi Glamour Fashion z Delii. Jest rewelacyjny! Dyscyplinuje, układa i utrwala brwi aż do demakijażu. Lekko przyciemnia (właśnie o to mi chodziło!) i pięknie nabłyszcza. Żadnym cieniem do brwi ani kredką nie udało mi się wcześniej uzyskać tak naturalnego i trwałego makijażu. Szkoda, że nie mogę go dostać nigdzie poza allegro.
  • Błyszczyk Diamond Treatment 12 HR Sally Hansen. Ma piękny kolor - przezroczysty z holograficznym połyskiem różu i delikatnymi, złotymi drobinkami. Usta pomalowane tym błyszczykiem wyglądały naprawdę kusząco. Jest klejący (to lubię), bardzo mocno trzyma się ust, nawet po jedzeniu. Niestety jest drogi jak na błyszczyk i ma bandycką pojemność, tylko 2,6 ml!
  • Błyszczyk z limitowanki Porcelain Rose My Secret. Kupiłam błyszczyk nr 3, o kolorze zbliżonym do koloru ust, lekko beżowym. Jest rzadki, znika praktycznie zaraz po nałożeniu, trzeba by się nim mazać co 5 minut. Daje efekt lekkiego nabłyszczenia, całkiem sympatyczny, ale nie ma to znaczenia, bo zaraz i tak kolor znika. Ma rewelacyjny zapach i smak coca coli, który jest jedynym plusem tego mazidełka.

sobota, 16 kwietnia 2011

Puste opakowania z kwietnia

Ostatnio znowu trochę nakupowałam, chyba nie wyleczę się z tego nałogu. Dobrze, że chociaż zużycia są całkiem przyzwoite. Pokończyły się akurat rzeczy, z których jestem wyjątkowo zadowolona i większość z nich zostanie w mojej pielęgnacji na stałe.
  • Bioorganiczny krem Anti Age Torf&Wodorosty Bielendy. Krem ma bardzo zbitą konsystencję, łatwo rozprowadza się po skórze, ale zostawia wyczuwalny przez dłuższy czas film. Nawilża znakomicie! Używałam go na noc, a skóra nad ranem zawsze była gładka, promienna, świeża. Dobrze miesza się z olejami (dodawałam do niego tamanu albo skwalan). Przeszkadzał mi tylko intensywny zapach mułowo-wodorostowy, który przy dłuższym używaniu staje się naprawdę męczący. Można przyczepić się też do tandetnego opakowania i średniej wydajności.
  • Olej kokosowy z Biochemii Urody. To genialny nawilżacz - dodany do balsamu do ciała sprawia, że skóra jest o wiele bardziej gładka, nawilżona, odżywiona. Tak samo zachowuje się stosowany z kremem do twarzy. Niestety używany solo trochę mnie pozapychał. Liczyłam na jego zbawienne działanie na moje włosy. Wcierałam go wieczorem (szczególnie intensywnie w końcówki), a rano zmywałam szamponem. Rzeczywiście stawały się bardzo miękkie, ale nadto puszyste i niesforne. Nie pachnie jak kokos tylko kokosowe ciasteczka tzw. kokosanki. Na mojej skórze zapach wyczuwalny jest tylko przy aplikacji, a potem zmienia się już w aromat ... masła.
  • Szampon rumiankowy Herbal Care Farmony 300 ml. Oczyszcza genialnie aż włosy skrzypią pod palcami, świetnie radzi sobie z nałożonymi na włosy olejami i maseczkami domowej roboty. Mam wrażenie, że nieco ograniczył przetłuszczanie moich włosów, choć w tej kwestii bardziej jestem wdzięczna wodzie brzozowej. Ma cudowny wpływ na kolor! Odkąd go używam są jaśniejsze i mają piękne refleksy (jak od słońca). Żaden szampon do tej pory nie dawał takiego efektu (koleżanka z pracy była przekonana, że pofarbowałam włosy). Zapach rewelacyjny! To najbardziej naturalny zapach rumianku jaki spotkałam w kosmetyku - nie jest to żaden syntetyczny rumianek tylko taki wprost z łąki albo z rumiankowego naparu. Szampon ma bardzo przyjemne dla oka opakowanie, większą niż inne szampony pojemność i niską cenę. Do tego jest bardzo wydajny, mimo rzadkiej konsystencji.
  • Żel myjący normalizujący Ziaja Pro 500 ml. Nie zawiera silnych detergentów, nie pieni się, jest łagodny, nie ściąga mocno skóry. Rewelacyjnie oczyszcza - z brudu, makijażu, nadmiaru sebum. Pełni rolę żelu do mycia i do demakijażu. Od kiedy go używam skóra mniej się przetłuszcza. Szkoda, że można go nabyć jedynie przez internet. Cena jak na taką pojemność jest wyjątkowo korzystna, chociaż żel jest mniej wydajny od innych przez to, że się nie pieni. Obok olejku myjącego z Biochemii Urody to mój ulubiony oczyszczacz twarzy.
  • Maseczka do cery tłustej i mieszanej 'Kwiat bzu' z Herbapolu. To chyba moje największe odkrycie maseczkowe ostatnich miesięcy. Przyjemna w użyciu, pachnie ziołowo, łatwo się rozprowadza, szybko zasycha, ale nie jest to ściągająca twarz skorupa. Działanie naprawdę obłędne - niektóre krostki przysuszone, inne wyłażą na wierzch, podskórne gule się zmniejszają. Do tego cera zyskuje promienny wygląd, ma ujednolicony koloryt, a pory zostają oczyszczone z sebum i zmniejszone. Starcza na mnóstwo, mnóstwo aplikacji. Cena tego produktu jest śmiesznie niska jak na taką wydajność.
  • Zmywacz do paznokci o zapachu migdałów Isana z Rossmanna. Idealnie zmywa, już po pierwszym pociągnięciu płatkiem lakier znika. Nawet z ciemnym lakierem świetnie sobie radzi, podobnie z brokatowym. Ma dużą pojemność, co dla mnie jest zaletą bo nie muszę ciągle biegać po zmywacz.
  • Kąpiel ziołowa 'Pomarańcza i lipa' Dresdner Essenz. Jestem zawiedziona tą saszetką, bo w porównaniu z innymi kąpielami DE wypada słabo. Barwi wodę na kolor limonkowy (coś jak Vibovit), ale zapach stanowczo ma mniej intensywny i za bardzo cytrusowy. Miałam wrażenie, że kąpię się w płynie do mycia podłóg.