Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamila. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamila. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 kwietnia 2011

Marcowo-kwietniowe



* zmywacz Isana - tym razem mały
* szampon Aussie - podobnie jak odżywka tak i szampon nie zachwycił mnie jakoś szczególnie
* maska złuszczająca - Ziaja Pro - to już drugie pudło zuzyte
* krem do rąk - Avon - bardzo go lubię i będa kolejne
* balsam migdałowy - AA - druga zużyta butelka, polubiłam :)
* żel migdałowy - Palmolive - żel z Shea, którego już nie ma był zdecydowanie lepszy
* krem na noc zimowy - Avon - lubiłam, mam drugie opakowanie czekające na kolejną zimę (na moim blogu pisałam o tych kremach http://lakierowo.blogspot.com/2010/12/avon-solutions-winter-zgrany-duet-na.html
* próbka kremu Balneokosmetyki - trochę sałobo nawilża, ale w końcu jest do cery tłustej i mieszanej ;)

Na zdjęciach nie ma truskawkowej soli do kąpieli w saszetce Joanny - po wsypaniu do wody parwie w ogóle nie czuć zapachu :/

poniedziałek, 21 marca 2011

Marcowe zużycia


Troszkę nadrobiłam marny luty.

^ Clinique Superbalm Apricot - bardzo go lubiłam :) Być może skuszę się na pełnowymiarowy produkt

^ Farmona wanilia + daktyle - peeling ciała - genialny, mój faworyt!! Osoby lubiące mocne zdzieraki będa zadowolone :) Jest bardzo ostry, przez co świetnie wygładza, wręcz poleruje skórę

^ Eveline - micel orchidea - mocno średni. Nie usuwa makijażu w całości, rozmazuje mocno pomalowane oko. Jednak nie ma to jak micel Biodermy Sensibio.

^ Avon żel karmelizowane jabłko - żel jak żel, przy czym zdecydowanym plusem jest, ze nie wysusza mi skóry (żele z serii Senses bardzo ją wysuszają, a z Naturals nie)

^ Avon - kulka Pur Blanca - mam wrazenie, że słabiej działa niż kulki Senses

^ Bielenda balsam sosna + miód - całkiem fajne mazidło - nie za rzadki, nie za gęsty, dobrze nawilża zostawiając delikatną warstewkę.

nie ma na zdjęciu:
^ żel Nivea Angel Star

niedziela, 27 lutego 2011

Lutowy niewypał :/

Kiepsko mi poszły zużycia w lutym :/ Ale za to w marcu będzie lepiej.


1. żel pod prysznic Kozie Mleko - Ziaja - polubiłam i pewnei kupię :) Nie wysusza, fajnie pachnie. Szkoda, że butelki nie maja dozowników jak żele do higieny intymnej - o wiele łatwiej by się używało.

2. żel pod prysznic - Dove - również polubiłam. Mam wrażenie, że Dove ulepszyło swoje żele, bo miałam kilka jakieś 6-7 lat temu miały paskudna konsystencję - glutowato-żelowato-kremową ;) Mazały się po skórze i kazdy miał tą samą mydlaną nutę.

3. krem nawilżajacy - Fitomed - lepiej spisał się jako krem do ciała

4. odzywka Miracle Moist - Aussie - tą serię oceniam lepiej niż Frizz, ale też wyjątkowego szału nie robi.

niedziela, 6 lutego 2011

Zakończenie stycznia

Troszę mi się zapomniało o ostatnich styczniowych zużyciach, ale nadrabiam

^ 10 in 1 miracle nails - Essence - ma szerokie zastosowanie: jako odżywka, jako baza, jako top coat. Ma nawilżać, wzmacniać, chronić lakier itp. Byłam zadowolona :)
^ tonik Bourjois
^ tusz False Lash Effect - MF

^ krem do ciała SSS - Avon - taki sobie. Twardy, trochę tępy i źle się nim smaruje. Można spóbować, ale jak dla mnie bez rewelacji - tzn nawilża nienajgorzej, ale komfort używania jest dla mnie nie za bardzo ... 

^ świąteczny żel - Oriflame - po prostu mujadło pod prycznic. Zużyłam bez większych zachwytów. Zapach też taki sobie - mieszanka światecznych aromatów (pomarańcza, cynamon, piernik chyba trochę wanilii też) z której nic szczególnie nie wybija.

W styczniu zużyłam też 2 maseczki w saszetkach z Ziaji: regenerująca i nawilżającą:

środa, 19 stycznia 2011

Pierwsze styczniowe :)


* krem pod oczy glęboko nawilżajacy (Avon) - całkiem przyjemny krem, bardzo dobrze nawilża

* kulka Naturals ogórek+melon (Avon) - łudziłam się, że będzie podobna do kulek Senses, które może nie chronią w 100 %, ale przynajmniej nie czuć "zapachu" potu i dosyć szybko zasychają. Kulka z serii Naturals jest całkowitym przeciwieństwem - nie chroni przed smrodkiem (choć i tak nie mam jakiś wielkich problemów z poceniem, myślę, że raczej w normie) do tego klei się i ... podrażnia. Podrażniła mi pachy tak samo jak kulka Adidasa sensitive ... W końcu w koszu :)
* peeling Visibly Clear (Neutrogena) - niedostępny w Polsce. Nie robi właściwie nic. Drobinki są malutkie, bardzo delikatne, prawie nic nie czuć. Baza jest dosyć przejrzysta, ale gęsta, przez co drobinki czuć jeszcze mniej. Po wymieszaniu na dłoni z niewielką ilościa wody drobinki bardziej czuć, ale dalej kiepsko. Do tego wysusza. Zużycie baaaardzo mnie cieszy :)

* krem do mycia twarzy/maseczka Visibly Clear (Neutrogena) - niedostępny w Polsce. Jako myjadło do twarzy - takie sobie. Nie zachwyca jakoś szczególnie, ale też nie jest złe. Zwykłe myjadło. Natomiast jako maseczka bardzo lubiłam :) I to lekkie uczucie chłodu :)
* krem do stóp wanilia + brązowy cukier FW (Avon) - serie limitowane sa dosyć cienkie, ale te zapachy :slina: Krem z tej serii należy akurat do tych bardziej gęstych (czasami z limitek maja wodnistą konsystencje) ale nie nawilża jakoś spektakularnie. Niemniej jednak lubiłam :)

* bibułki matujące - Inglot - nie ma na zdjęciu. Nad czym tu się rozpisywać :D Były, były, były aż nagle się skończyły!

sobota, 25 grudnia 2010

Grudniowych zużyć ciąg dalszy


* szampon i odżywka Frizz Miracle - Aussie - duet niestety mnie rozczarował :( Liczyłam na gładkie, miękkie i ujarzmione włosy a były wręcz przeciwnie - fruwające, sianowate i nieco sztywne.

* micel Vichy - zdecydowanie gorszy niż Sensibio z Biodermy. Słabiej zmywa a za to podrażnia oczy.

* maść Linomag - przepisała mi ją kiedyś dermatolog, do stosowania na łuszczące się plamki na skórze. Od tamtej pory zawsze mam tubkę, poneiważ świetnie spisuje się też w innej roli - dodaje tłustości zbyt słabym dla mnie balsamom czy kremom do ciała.

sobota, 18 grudnia 2010

Kolejne małe sukcesy

* Olejek do włosów - Himalaya - męczyłam go ponad rok. Nie zachwycił mnie, ale na moich włosach prawie nic "uznanego" i chwalonego się nie spisuje

* Tonik różano-mleczny - BU - na pewno do niego wrócę

* zużyłam też odżywkę Growth Activator - Sally Hansen, ale wyrzuciłam buteleczkę zaraz po wykończeniu.


 
Przy okazji bardzo Was proszę o zagłosowanie na mnie w konkursie - wystarczy kliknąć w ponizszy baner i potwierdzić oddanie głosu ("Tak, głosuję")

 

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Dobre zpoczęcie grudnia


* zmywacz do paznokci z acetonem - Isana - to już moja 2 czy 3 butla. Recenzja: http://lakierowo.blogspot.com/2010/08/isana-nagellack-entferner-zmywacz-do.html

* Lactacyd - nie ma nad czym się rozwodzić: co jakiś czas go zdradzam, ale zawsze wracam ;)

* woda termalna Vichy

wtorek, 30 listopada 2010

Ostatnie listopadowe zużycia


* mleczko do ciała Kozie Mleko - Ziaja - na pewno do niego wrócę!
* maseczka peel off - Avon - to już moja 5 czy 6 tubka. Lubię ją używać, oczyszcza, odświeża. Nie widzę wad.
* zmywacz do paznokci - wyrzuciłam puste opakowanie i nie zdrobiłam zdjęcia :p

sobota, 20 listopada 2010

Kiepski listopad :/

Kiepsko, kiepsko ... Juz prawie koniec listopada, a tu marnych 5 zużyć :/ No ale że zużywanie na siłę jest bez sensu i mija się z celem, pozostaje mi mieć nadzieję, że w grudniu wszystkie te obecne oporne końcówki się skończą.
Nie lubię, jak kosmetyki kończą się tak pojedynczo jak w listopadzie ...


* antyperspirant w kulce - Avon Tropics - polubiłam je dzięki Hexxanie :) Skusiłam się kiedyś na 1 na próbę i teraz stale są u mnie obecne. Może nie chronią jakoś spektakularnie, bo jednak wilgoć czuć, ale nie czuć przynajmniej smrodku potu ;) Nie bielą ubrań, trochę dłucho przysychają. Przy okazji przestrzegę przed kulką Naturals ogórek + melon. Niestety jest gorsza od Senses - czuć "zapach" potu :(  Tak jak po Senses czuję wilgoć i to w nawet większym stpniu + mokre plamy na sweterekach czy bluzkach gwarantowane. Nie pocę się nadmiernie, więc strach myśleć, jak by sie przygoda z tą kulką zakończyła osobom mającym problem z nadpotliwością.

* ochronny krem do rąk Avon - lubię kremy do rąk z Avonu. W przeciwieństwie do kremów z Oriflame (są lejące niczym woda i czuć później napięcie skóry zamiast nawilżenia) bardzo mi służą. Z tego który właśnie zużyłam byłam zadowolona, ale nie w 100% . Zbyt duża ilość powodowała wałkowanie się kremu, natomiast zbyt mała wydawała mi się nie do końca wystarczająca. Mimo to zużyłam go i nie pomyślałam o pozbyciu się go jak w przypadku kremów z Oriflame (miałam świąteczny z aniołkami - paskudzctwo dla moich rąk, podobnie jak wcześniejszy świąteczny w czerwonym opakowaniu Toffi. W miarę zadowolona byłam z kremu z olejekiem migdałowym, ale przy drugim opakowaniu zauwazyłam przesuszenie rąk)


* krem brązujacy Bielenda - całkiem fajny, nawilża, delikatnie brązuje. Skóra jest trochę tłustawa po jego użyciu no i jednak czuć smrodek samoopalaczowy. Spróbować nie zaszkodzi :)

* żel pod prysznic migdał + mleko Avon - mój absolutny hicior *.* Ostatnio zużyta butelka jest już chyba 2 czy 3 zużytą, a w zapasie czeka jeszcze jedna :D Szkoda, ze wycofują :( Uwielbiam tez mgiełkę - używam teraz drugiego opakowania. Zapach jest piękny - lekko słodki, ale nie mdlący, jest mocny, ciężki. Fanki świeżuchów nie mają nawet co myśleć o tym zapachu. Ciepły, otulający, idealny na jesień/zimę. Żele Naturals są dla mnie bardzo dobre, w przeciwieństwie do Senses. Senses bardzo wysuszają mi skórę, natomiast Naturals - nie.

* masło awokado Bielenda - byłoby tak pięknie ... Zapach - chyba raczej nie awokado, ale i tak przyjemny (może trochę za intensywny, ale może być). Konsystencja masełkowata, nie wchłania się od razu, pozostawia przyjemną warstwę, skóra nie jest szorska ani napięta czy tępa po jego użyciu. Niestety po zużyciu ok połowy opakowania (co 2-3 dni) masełko zaczęło wyprawiać "cuda" z moją skórą. Pewnego dnia na udach, pośladkach, brzuchu, biodrach zauważyłam czerwone krosteczki i gule na skórze, które swędziały niemiłosiernie. Nie skojarzyłam tego z masłem, zwłaszcza, że na na łydkach nic nie zauważyłam, a masła też tam używałam. Nadal używałam masła co 2-3 dni i wtedy mnie olśniło - po tych 2 dniach zmiany łagodniały, a po użyciu masła znowu się nasilały. Na szczęście masła zostało tylko na 3-4 użycia, wsmarowywałam więc tylko w łydki którym nadal nic się nie działo. Po kilku dawkach wapna i nie smarowaniu całego ciała wszelkie gulki i krostki zniknęły.
A fe ...

piątek, 22 października 2010

Coś z października





Kiepsko idą mi zuzycia w październiku :/ Jest jeszcze kilka dni więc może akurat coś się skończy.
Wg mojego "licznika" powinnam mieć 5 zużyć ... hmmm Musiałam się machnąć, albo o czymś zapomniałam :o

Może kogoś zdziwią 2 zużyte żele pod prysznic. Przeważnie mam w użyciu 2-3 żele, więc jak się kończa to przewaznie równocześnie lub z klikudniowym pośllizgiem.

O żelach (Luksja i Dove) i mgiełce (Avon) nie będę się rozpisywać, bo jestemz nich zadowolona i nie mam żadnych "ale".

Natomiast dwufaza Bielendy dla mnie okazała się niewypałem :/ Nie mam wrażliwych oczu, a w tym przydku szczypały i łzawiły. Dwufaza kiepsko radziła sobie z mocnym, ciemnym makijażem (rano pod oczami miałam podkówki z tuszu czy kreski). Rozczarowałam się.

piątek, 1 października 2010

Jeszcze wrześniowe

Peeling to zużycie sprzed około tygodnia, natomiast żel - wczorajsze :)

* peeling Tutti Frutti - Farmona - dosyć delikatny, więc niezbyt przypadł mi do gustu.

* żel AA - dawno nie byłam tak ... niezadowolona z żelu!! "Codzienna porcja nawilżenia" ... taaaa. Dla mojej skóry była to codzienna porcja wysuszenia - zamiast nawilżać, wysuszał ją masakrycznie. "Ciało spragnione" - niewątpliwie, ale po tym żelu spragnione porzadnego balsamu/masęłka/kremu.
Zapach też nie przypadł mi do gustu - kojarzy mi się ze słodką, zimną kawą.

środa, 22 września 2010

Kolejne zużycia (22-26)


Kolejne puste opakowania zaliczyły kosz :D

* szampon i odżywka z awokado i karite Garnier - duet spisał się rewelacyjnie na moich włosach, które z natury sa sztywne, szorskie i matowe. Po użyciu były bardziej miękkie, przyjemne w dotyku i bardziej błyszczące. Zapewne jeszcze kupię :)

* tusz False Lash Efect Max Factor - mój ulubiony :D Daje taki efekt, jakiego oczekuje i wymagam - wyraźnie pogrubia, lekko wydłuża. Rzęsy faktycznie wygladają jak sztuczne. Nie jest to jednak tusz, który taki efekt daje po kilku sekundach ;) Warto jednak poświęcić więcej czasu bo efekt jest zachwycający,

* żel pod prysznic miętowy Luksja - to druga zużyta butelka tego żelu. Bardzo przypadł mi do guste ze wzgledu na orzeźwiający zapach i nie wysuszanie skóry. Po powrocie z wyprawy rowerowej - idealny!

* ekstrakt z aloesu - ZSK - w znacznym stopniu zużyła go moja mama ;) Dodawała do kremu, do balsamu itp. Spodobał się jej (a z reguły nie interesuje się takimi nowinkami ;) ) na tyle, że zamówiłam jej wczoraj 2 opakowania :)

piątek, 10 września 2010

Dobrze rozpoczęty wrzesień (18-21)

To są zużycia z pierwszych dni września - zdjęcie czekało na dysku, jakoś zapomniałam się pochwalić ;)


* balsam kakaowy - Jergens naturals - kupiłam go w Anglii, zapowiadał się o wiele lepiej. Sprawdzi się u osób z normalną skóra, dla mnie był za słaby

* zmywacz - nie będę się rozpisywać ;)

* smackers - ojj długo go męczyłam. Zdążył zmienić smak i zapach, ale dzielnie używałam

* Lactacyd - kupuję od kilku lat, czasem zdradziłam z innym płynem/żelem

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

I jeszcze coś na koniec sierpnia (14-17)


Wczorajszo-dzisiejsze zużycia :D
* żel pod prysznic z oliwką z mango - Lirene - bardzo fajny i na pewno skuszę się na pozostałe wersje :)

* hydrolat migdałowy - BU

* cytrusowy glicerynowy krem do rąk - Avon - dobrze spełnia swoją funkcję, pachnie bardzo delikatnie

* antyperspirant w kulce Lagoon - Avon - lubię kulki z Avonu :) Co prawda nie chronią w 100% i trzeba chwilę odczekać z ubieraniem się bo są poczatkowo klejące, ale zapobiegają nieprzyjemnemu zapachowi  

wtorek, 24 sierpnia 2010

Kolejne zużycia :D (11-13)


O kolejne buteleczki mniej :D

* balsam orchidea - Eveline - do niezbyt częstego używania jak najbardziej ok, ale gdy smarowałam się nim przez 3-4 dni pod rząd, to skóra zaczynała swędzieć i była szorstka w dotyku :(

* żel pomarańczowy - Ziaja - z ulgą go skończyłam. Zapach o wiele przyjemniejszy niż peelingu do ciała z tej serii, ale miałam wrażenie, że myję się farbą.

* żel oliwkowy - Ziaja - bardzo go lubię, to moja 2 czy 3 buteleczka :) Nie wysusza, nie napina, idealny do mycia nim twarzy rano,  

wtorek, 10 sierpnia 2010

Pierwsze sierpniowe zużycia Kamili :) (7-10)


W końcu mogę się czymś pochwalić :)

W ciągu kilku dni sierpnia wykończyłam:
* hydrolat geraniowy z Mazideł - podobał mi się
* szampon z olejkami Shauma - całkiem fajny
* krem do ciała Ultra Rich Oriflame - to moje drugie pudełko, miałam wrażenie, że poprzednie było bardziej gęste (?) Tym sposobem mam o kolejne smarowidło mniej - obecna liczba: 9 :)
* serum z kwasami (nazwa oryginalna: peeling odżywczy na noc) Avon - bardzo fajny kosmetyk :) Bardzo wydajny i nie do codziennego używania, więc przez te kika dni używałam go juz po terminie ;) Świetny do twarzy i do stóp.

sobota, 31 lipca 2010

Zużycia na koniec lipca (3-6)


Przed końcem lipca udało mi się wykończyć jeszcze 4 kosmetyki :D :

1. peeling do twarzy Sebium Bioderma - godny polecenia :)
2. żel do mycia twarzy Himalaya - na mnie wrażenia nie wywarł
3. krem pod oczy Bielenda - konsystencja bardzo przyjemna, masełkowata, ale okazał się być zbyt ciężki i zapychał skórę pod oczami
4. żel antybakteryjny punktowy Sebamed - pozytywne zaskoczenie, szybkie działanie

Jak to dobrze, że kilka dni wcześniej kupiłam żel do mycia twarzy i peeling, bo teraz zostałabym bez tych kosmetyków.

środa, 28 lipca 2010

Co by tu zużyć (1)


21 kosmetyków - aktualnie tyle mam do odstrzału. Chcę je zużyć do końca sierpnia / połowy września i gdy mi się to uda, to mój zbiór zdecydowanie odetchnie z ulgą ;)
Proszę o kciuki za wtrwałość :)

niedziela, 25 lipca 2010

O jedno smarowidło mniej :D (2)


Ufff ... W końcu zyżyłam masło oliwkowe Bielendy. Niestety u mnie nie spisało się za dobrze. Ledwo co radziło sobie z moją suchą skórą, a bywało, że po nim swędziała.
Aby bardziej natłuszczało mieszałam je z maścią Linomag.