Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błyszczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błyszczyk. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 marca 2012

Marcowe zużycia - pielęgnacja i nareszcie kolorówka!


W marcu nie mam za dużo zużyć, ale trafiły się wreszcie zużycia kolorówkowe (z lutego i marca), które cieszą mnie najbardziej.
  • Szampon do włosów blond Reflets Naturels od Yves Rocher. Ślicznie rozjaśnia włosy i dodaje refleksów, niestety wzmaga przetłuszczanie włosów. Szczegóły na moim blogu: KLIK.
  • Krem na pękające pięty z lnem od Polleny Ewy. Mój ulubieniec w pielęgnacji stóp - rewelacyjny tłuścioch. Szczegóły na moim blogu: KLIK.
  • Balsam do ciała Miód & Sosna z serii Aromasensation od Bielendy. Niestety nie polubiliśmy się za bardzo. Szczegóły na moim blogu: KLIK.
  • Saszetka do kąpieli Eukaliptus i Cytrys Dresdner Essenz. Zakochałam się w tych saszetkach! Ta barwi pięknie wodę na zielono, pachnie eukaliptusem pomieszanym z cytryną, świetnie udrożnia drogi oddechowe.
  • Maseczka nawilżająca z glinką zieloną od Ziai. Ta maseczka to chyba moje pierwsze rozczarowanie marką Ziaja. Ma konsystencję gęstej, zielonkawej pasty. Dobrze się rozprowadza, ładnie pachnie, nie ściąga nieprzyjemnie skóry, łatwo się zmywa. Saszetka starcza na dwa użycia. Efekty raczej żadne. Nawilża słabo, może trochę wygładza.W dodatku potwornie mnie pozapychała.
  • Błyszczyk Sweet & Wet Vipery nr 7. To błyszczyk w kolorze cielistym, jasny, z maleńkimi, skrzącymi drobinkami (żaden tandetny brokat). Pięknie rozświetla i dopełnia mocniejszy makijaż oczu. Nie klei się, nie lepi ust, nie zbiera w załamaniach, jest trwały, ma owocowy zapach (ale nie sztuczny), przyjemny smak. Na początku przeszkadzał mi jedynie aplikator, ale nauczyłam się szybko nim posługiwać. Na pewno kupię jeszcze nie jeden.
  • Kredka Long Lasting czarna od Essence. Moja ulubiona kredka. Jest miękka, równomiernie rozprowadza się na powiekach. Ma kolor głębokiej, wyrazistej czerni (nawet na cieniu do powiek), nie rozmazuje się, nie trzeba jej temperować, i uwaga ... wytrzymuje całonocną imprezę! Używam jej co jakiś czas, jako element dziennego makijażu i ani razu mnie nie zawiodła, nie starła się, nie rozmazała.
  • Szminka w płynie Namiętnik od Paese. Uwielbiam ją! Ma niespotykany zapach świątecznego piernika. Jest trwała, mocno kryjąca, cudnie się błyszczy, ma wygodny aplikator. Kupiłam już kolejną pomadkę Namiętnik, bo nie wyobrażam sobie zostać bez niej :)

środa, 29 lutego 2012

Zużycia noworoczne


Luty się kończy, tytka pęka w szwach, czas zrobić porządek w zużyciach i wrzucić je w końcu na bloga. No to przechodzimy do rzeczy:


Balsam z ekstraktem z aloesu Mrs. Potter's - używałam do mycia włosów, zarówno do całkowitego mycia odżywką jak i do metody OMO, sprawdza się super. Ma fajny, taki trochę męski zapach. Wydajnością nie grzeszy jeśli stosujemy do mycia, bo się nie pieni ale na szczęście nie jest drogi. Na pewno jeszcze do niego wrócę.

Żel pod prysznic Creamy cotton milk&provitamin B5 Luksja - nic mi się w nim nie podoba, ani zapach, ani opakowanie, działania rewelacyjnego też nie ma, ot po prostu myje. Nigdy więcej.

Balsam do włosów farbowanych świeża wiśnia Aile - tego balsamu również używałam do mycia włosów ale sprawdzał się w tym zadaniu zdecydowanie gorzej niż jego poprzednik, dodatkowo jest od niego znacznie mniej wydajny. Zapach, słodki, cukierkowy, na początku mi się podobał ale niestety szybko się nudzi i potem już tylko męczy. Nie kupię więcej. Wolę balsamy Mrs. Potter's.

Płyn micelarny Ultra Odżywianie AA - jak na razie to mój ulubieniec w tej dziedzinie aczkolwiek ja używam płynu micelarnego tylko i wyłącznie do zmywania dziennego makijażu oczu. Z ciężkim makijażem, z kreską żelowym eyelinerem radzi sobie gorzej dlatego wtedy sięgam po jakąś dwufazówkę. Mimo tego lubię go, nie podrażnia mi oczu, nic nie szczypie, nie wysusza.

Odżywka do włosów kręconych Balea - lubiłam efekt jaki daje na moich włosach. Były one wygładzone, mniej się puszyły i skręt był ładniejszy. Zapach ma bardzo delikatny, nie drażniący. Wydajność w porządku. Tylko z dostępnością problem bo jak wiadomo produktów tych w polskich sklepach nie znajdziemy. Jak będę miała jeszcze kiedyś okazję to pewnie kupię ponownie, tym bardziej, że nie była droga, raptem jakieś 2 euro.

Plastry z woskiem do depilacji na zimno Veet - a to produkt bubel, kompletna porażka, nigdy więcej plastrów z woskiem. Żeby dokładnie wydepilować łydki musiałabym zużyć przynajmniej dwa opakowania. Jeden plaster można przykleić maksymalnie 3 razy i za tym trzecim już i tak niewiele łapie. Mnóstwo z tym zachodu a efekt żaden.

Maseczka odżywcza Słodkie migdały Perfecta - moja ulubiona, używam zawszę gdy czuję, że mojej skórze przyda się ekstra dawka nawilżenia. Stosuję ja albo jako zwykłą maseczkę albo zamiast kremu na noc, troszkę grubszą warstwą. Zapach jest obłędny, kojarzy mi się ze śmietankowym budyniem. Szkoda, że nie jest dostępna w tubce.


Tonik witaminowy Essentials skóra wrażliwa Garnier - bardzo dobry tonik. Ma całkiem przyjazny skład, pachnie delikatnie różami, fajnie odświeża, nie podrażnia, nie wysusza. Jednym słowem dobry tonik. Lubię go i chętnie do niego wracam. Działaniem przypomina mi toniki Corine de Farme a jest łatwiej dostępny.

Tonik witaminowy Essentials skóra sucha i wrażliwa Garnier - nie jest to zły produkt ale mając porównanie do jego niebieskiego kolegi to mu dużo brakuje. Ma intensywniejszy zapach co mi osobiście przeszkadza. Po jego zastosowaniu nie odczuwam takiego komfortu jak po tej niebieskiej wersji.

Micelarny żel do mycia i demakijaży BeBeauty - o nim pisałam już poprzednio. Bardzo go lubię i często do niego wracam.

Krem do stóp i paznokci odżywczo-nawilżający BeBeauty - dla niewymagających stop będzie ok. Ja od kremu oczekuję czegoś więcej niż lekkiego nawilżenia.

Krem do rąk pure&natural Nivea - przy nim się trochę zaskoczyłam, jakoś nie mam zaufania do tej marki a okazało się, że to całkiem porządny krem. W porównaniu do innych drogeryjnych specyfików ma niezły skład i fajnie nawilża. Generalnie przyjemnie się go używało, pewnie kiedyś do niego wrócę.

Glam Shine 6H długotrwały błyszczyk L'oreal - jedyne wyrzutki, niestety albo i stety są już po terminie. Jakoś niespecjalnie je lubiłam. Fakt, utrzymywały się na ustach dłużej niż zwykłe błyszczyki ale kleiły się (szczególnie włosy na wietrze lubiły się do ust przyklejać), drobinki w nich nie należały do najmniejszych przez co czuć je było na ustach i wysuszały.

Krem nawilżający na noc Active Hydrating Olay - jestem już w trakcie drugiego opakowania tego kremu, co znaczy, że go bardzo lubię. Dzięki niemu pozbyłam się problemu suchych skórek na czole. Bardzo fajnie nawilża, ma ładny zapach (mnie się podoba, chociaż wiem, iż wiele osób uważa, że jest za ostry), rano skóra jest gładka i matowa ale również ładnie nawilżona. Wyjątkowo mi ten kremik podpasował. W ogóle uważam, że cała ta seria jest udana.

Balsam do ust nagietkowy Alverde - tego typu produkty idą u mnie jak woda. Jest to przyjemny balsamik, choć jeszcze nie mój ideał. Ciągle szukam czegoś co sobie poradzi z moimi suchymi jak wiór ustami.

czwartek, 26 maja 2011

W maju nie ma szału :)

Maj się kończy, a zużyć niestety niewiele. Może w czerwcu będzie lepiej.
  • Dwufazowy płyn do demakijażu Nivea. Naprawdę dobrze zmywa makijaż oczu: cienie, tusz (także wodoodporny), kredkę. Nic się nie rozmazuje tylko usuwa na płatek, choć nie zawsze idealnie i do końca. Nie podrażnia oczu, nie wysusza powiek, zostawia przyjemną, tłustawą warstwę. Cena nie jest nadzwyczaj wygórowana, ale znam tańsze płyny, które działąją podobnie do Nivei, ale ta jest bardziej wydajna.
  • Mydło w płynie do rąk 'Dzika róża i chaber' Polleny-Ewy. Nie natknęłam się nigdy na żaden bubel Polleny-Ewy, a to mydełko jest wręcz mistrzowskie. Nie wysusza skóry dłoni, a nawet powiedziałabym że pielęgnuje. Ma boski zapach! Bardziej wyczuwalna jest róża, jak z różanych konfitur. Kolorek też bardzo przyjemny, taki mleczno-różowy. Duży plus także za wersję tańszą, bez dozownika (tzw. uzupełniacz).
  • Maska-sauna do twarzy Boots Botanics. Poza tym, że przyjemnie grzeje przy nakładaniu to niewiele z niej dobrego. Nie oczyszcza jakoś szczególnie, słabo matuje - naprawdę nic specjalnego.
  • Olej ze słodkich migdałów z Naturalnego Piękna. Bardzo uniwersalny nawilżacz. Dodawałam go do balsamu albo kremu do twarzy, czasami używałam do demakijażu oczu (genialnie usuwa tusz!). Nie zdążyłam go dobrze poznać, bo szybko się skończył - miałam tylko 10 ml.
  • Krem do mycia twarzy Sebo Specific z Yves Rocher. Idealnie oczyszcza skórę, świetnie złuszcza naskórek, perfekcyjnie matuje - przez cały dzień skóra się nie błyszczy! Atutem jest też ziołowy zapach. Używałam go sporadycznie, na codzień mógłby być zbyt silny.

Nareszcie kolejne zużycia kolorówkowe! Tym razem korektor do brwi i dwa błyszczyki.
  • Korektor do brwi Glamour Fashion z Delii. Jest rewelacyjny! Dyscyplinuje, układa i utrwala brwi aż do demakijażu. Lekko przyciemnia (właśnie o to mi chodziło!) i pięknie nabłyszcza. Żadnym cieniem do brwi ani kredką nie udało mi się wcześniej uzyskać tak naturalnego i trwałego makijażu. Szkoda, że nie mogę go dostać nigdzie poza allegro.
  • Błyszczyk Diamond Treatment 12 HR Sally Hansen. Ma piękny kolor - przezroczysty z holograficznym połyskiem różu i delikatnymi, złotymi drobinkami. Usta pomalowane tym błyszczykiem wyglądały naprawdę kusząco. Jest klejący (to lubię), bardzo mocno trzyma się ust, nawet po jedzeniu. Niestety jest drogi jak na błyszczyk i ma bandycką pojemność, tylko 2,6 ml!
  • Błyszczyk z limitowanki Porcelain Rose My Secret. Kupiłam błyszczyk nr 3, o kolorze zbliżonym do koloru ust, lekko beżowym. Jest rzadki, znika praktycznie zaraz po nałożeniu, trzeba by się nim mazać co 5 minut. Daje efekt lekkiego nabłyszczenia, całkiem sympatyczny, ale nie ma to znaczenia, bo zaraz i tak kolor znika. Ma rewelacyjny zapach i smak coca coli, który jest jedynym plusem tego mazidełka.

sobota, 26 marca 2011

Zużycia #2 - i to, czego zużyć nie zdążyłam


Odkąd prowadzę ten blog, zużywam kosmetyki dwa razy szybciej;). Wreszcie zrobiłam się bardziej systematyczna i stosuję wszystkie te kremy, balsamy i odżywki za każdym razem, kiedy jest mi to potrzebne - a nie tylko wtedy, kiedy jest mi potrzebne TAK BARDZO, że może być już bardzo źle. Zawsze bardzo lubiłam pielęgnację, bardziej niż makijaż, ale teraz staję się powoli jej maniaczką;). Co więc zużyłam tym razem?

Najpierw makijaż, bo to zawsze kończy się wolniej.
*Bibułki matujące z pudrem Marion - jak widać, opakowanie mocno pokiereszowane, jeździło ze mną wszędzie. Producent obiecywał, że błyskawicznie matują i świetnie nadawać się będą do poprawiania makijażu w ciągu dnia - nie należy tylko pocierać skóry, by go nie uszkodzić. To oczywiste! Niestety, mimo prawidłowego stosowania ponowne każdorazowe pudrowanie było konieczne. Matują, jak najbardziej, ale ściągają puder jak szalone. Mimo to włożyłam do kosmetyczki następne opakowanie - przywracają cerze świeżość zupełnie dobrze.

*Biała kredka Inglot nr 31 - kredka, która kończy mi się zawsze najszybciej. Bardzo ją lubię - za niewielką cenę mam trwały kosmetyk do rozjaśniania wnętrza oczu. Daje naturalny, delikatny efekt, jest dość miękka, by nie drażnić oczu i dość twarda, by się nie rozmazywać na zewnątrz powieki. Szkoda tylko, że łatwo się łamie.

A co z pielęgnacją? Zacznijmy od lewej:
*Odżywka do włosów Nu'Fusion Dr Ireny Eris - przeznaczona do włosów farbowanych, suchych i zniszczonych. Zawiera kompleks aminokwasowy, który odbudowuje połączenia między komórkami włosa, co likwiduje w jakiejś części jego uszkodzenia. Dla mnie najważniejsze było, że dobrze nawilżała włosy i ułatwiała ich rozczesywanie. Podobała mi się też jej kremowa, bogata konsystencja. No i pięknie pachnie! 

*Mleczko samoopalające Essential Bronze Milk Lancaster - do twarzy i ciała. Szerzej recenzowałam go TUTAJ, więc teraz tylko przypomnę, że choć świetnie się rozprowadza, szybko wchłania i nie pozostawia smug ani plam, to barwi skórę na pomarańczowo-brązowawy odcień, więc do twarzy raczej się nie nadaje.

*Krem nawilżający Pro!Hydra Under 20 - dla skóry wymagającej nawilżenia. Używałam go przez pewien czas po zajęciach na siłowni, więc teraz kojarzy mi się z miłym uczuciem energetycznego kopa:). Ma ładny bladoróżowy kolor i pięknie, świeżo pachnie, ale nie daje obiecywanego uczucia świeżości na skórze. Przeciwnie, jest dość ciężki i trzeba odczekać przez rozpoczęciem malowania. Ponieważ nie jestem under 20 i średnio nadaje się dla mojej cery, szybko stał się moim ulubionym kremem do... stóp:).

*Peeling cukrowy do ciała Wanilia i Pomarańcza Farmona - mój ulubiony! Pełna recenzja TUTAJ, więc żeby się nie powtarzać, napiszę tylko, że to produkt, który ma same plusy - od wygodnego, szklanego opakowania, przez doskonałe peelingujące i głęboko nawilżające (nie trzeba balsamu!) działanie, aż po przepiękny, słodko-świeży (tak!) zapach. Uwaga jednak, nie wszystkim odpowiadać może tłusty film, jaki zostawia na skórze i który szybko wsiąka w ubrania.

*I na koniec leżący na zdjęciu w poprzek krem pod oczy Active Sensitive Yves Rocher. Bardzo szybko się z nim upoarałam, co znaczy, że jest mało wydajny (15 ml). Lekka emusja łatwo się rozprowadza wklepywaniem i przyjemnie pachnie, ale dość długo wchłania. Plus za wygodne opakowanie w tubce z higienicznym dozownikiem i fakt, że dobrze redukuje worki pod oczami. Nie kupię jednak więcej, bo krem jest zupełnie przeciętny - tak samo działa każdy inny.


I zupełnie na koniec coś, co nie mieści się w tradycyjnych ramach cyklu zużyciowego, ale jest warte odnotowania: dwa kosmetyki których nie zdążyłam zużyć, bo skończył im się termin ważności. Jeden bardzo duży, drugi całkiem malutki - i żadnego nie żałuję, były tak samo słabe. Co wyjaśnia ich długą obecność w moich zapasach...;)

*Ogromny, półlitrowy słój wygładzająco-łagodzącego peelingu do ciała z lawendą Mineral Care - przepraszam, ale żaden z niego peeling i wcale nic nie łagodzi. Bardzo tłusta, bardzo gęsta substancja tak twarda, że prawie niemożliwa do rozsmarowania. Pachnie za to tak intensywnie, że parę razy bolała mnie od niej głowa. Pozostawia na skórze białą, tłustą warstwę prawie niemożliwą do zmycia wodą i trudną do starcia z ciała nawet ręcznikiem. Stała sobie w łazience mojego chłopaka tak długo, aż straciła ważność - użyta zaledwie kilka razy. Słabo!

*Błyszczyk do ust Fruit Fantasy Joanna -  chyba ananasowy, choć trudno to stwierdzić, bo ma dość chemiczny zapach i smak. Niesamowicie się klei i szybko i obficie spływa z ust. Nic a nic nie nawilża, wręcz przeciwnie, po wyschnięciu wysusza. Podoba mi się w nim tylko jego jasna, słoneczna barwa - na ustach oczywiście przezroczysta, za to bardzo lśniąca. Dokonał żywota w końcem lutego, i dobrze. 

Pozdrowienia:)!

czwartek, 3 marca 2011

idę jak burza

Marzec rozpoczał się zaskakujaco dobrze.  Aż trzy rzeczy z kolorówki odchodzą w zapomnienie a już prawie przy dnie są jeszcze 4 :) 



  
Kredka Astor Kajal - miękka,kremowa,fajny kolor - brak zastrzeżeń. Juz jej nie mogę zatemperować bo wpada do temperówki :)




Fluid Dream Satin Liquid - używałam go mieszając  z za jasnym fluidem Max Factor (100),to było moje drugie opakowanie,ale chyba już nie wróce,choć kto wie... 

Błyszczyk Nivea,nie koloryzuje zbyt mocno,daje tylko świetlistą poświatę. 
To na tyle kolorówki,na razie. Są to zużycia kosmetyków lubianych,których nie specjalnie wyczekiwałam dna.

piątek, 18 lutego 2011

Kolorówka - to, co cieszy najbardziej


Zużyłam kilka kosmetyków do makijażu. Do kosza poleciały:
  • Tusz do rzęs Bell Push Up Mascara. Mój ulubiony, nie będę więcej szukać i nigdy nie skuszę się na inny, bo zwykle źle się to kończy. Żadnym innym tuszem nie udało mi się uzyskać tak pięknych rzęs. Wyglądają jak sztuczne, po prostu firaneczki - idealnie wydłużone, podkręcone, GRUBE i jakby zagęszczone. Tusz nie osypuje się, nie kruszy, nie tworzy grudek i pokrywa nawet najkrótsze rzęsy. Wytrzymuje cały dzień w niezmienionym stanie! Cena śmieszna w porównaniu do jakości, świetne opakowanie w moim ukochanym kolorze. Do tego jest bardzo wydajny, bo nie wysycha przez wiele miesięcy.
  • Błyszczyk Vipera Sweet & Wet nr 5. Genialny! Najlepszy wśród moich błyszczydeł (w końcu zużycie o czymś świadczy). Pokrywa usta pięknym, kremowym odcieniem ciemnego, brudnego różu, nie ma drobinek, cudnie lśni i sprawia, że usta są pełniejsze, bardziej ponętne. Nie klei się, nie lepi ust, nie zbiera w załamaniach, jest trwały, ma owocowy zapach (ale nie sztuczny), przyjemny smak. Na początku przeszkadzał mi jedynie aplikator, ale nauczyłam się szybko nim posługiwać. Na pewno kupię jeszcze nie jeden, ale jak trochę pozużywam pozostałych.
  • Błyszczyk o smaku gumy balonowej Lip Smacker. Taki przyjemny gadżecik, właściwie fajny tylko ze względu na obłędny smak i zapach gumy balonowej. Nietrwały, szybko się zużywa, ma małą pojemność i za krótki aplikator. Pewnie kiedyś skuszą mnie inne smaki.
Do tego zużyłam pierwszy w życiu cień! Jeden z pośród moich 192 kolorów. To cień z paletki Butterfly Dance&Shadow, wklejałam Wam jego dziurę jakiś czas temu.


czwartek, 27 stycznia 2011

Moje pierwsze zużycia (styczniowe)

Hej:). To moje pierwsze zużycia, od stycznia zaczęłam zużywanie - ale niektóre z tych kosmetyków zalegały u mnie nawet z rok czy dłużej. Mam nadzieję, że będę zużywać regularnie;).


Farmona Sweet Secret Migdałowy Balsam do ciała

Miał śliczny zapach, migdałowo-marcepanowy, aż miało się go ochotę zjeść:). Niestety zapach ulatniał się praktycznie od razu, jedynie podczas aplikacji można było go poczuć. Bardzo słabo nawilżał, był taki wodnisty. Trochę się męczyłam żeby go zużyć, bo od jakiegoś czasu praktycznie nie używam takich balsamów i moja skóra wychodzi na tym lepiej.  

Taki gadżet, pod względem nawilżania nie polecam.








 Olay skin comfort - żel do mycia twarzy

Do cery suchej. Do mycia twarzy używam olejków z Biochemii Urody albo zwykłego mydła - ale ten żel naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Ma kremową konsystencję, jest bardzo wydajny i naprawdę łagodny dla skóry. Nigdy nie przesuszuł mi cery, a tak się działo przy większości "sklepowych" kosmetyków. Ma mini-drobinki, ale nie działa jak peeling. 






 Biochemia Urody - Żel hialuronowy

Bardzo fajny, super lekki nawilżacz. Idealny na lato, na zimę nawilżenie raczej jest za słabe. Myślę, że przypadł by do gustu osobom, które zupełnie nie trawią jakichkolwiek kremów, które są choć trochę tłuste. Raczej nie wydajny. Pewnie kupię ponownie:).










 Dolce & Mania Bagno Latte - Milk & Mint

 Nie pamiętam czy to był płyn do kąpieli czy żel pod prysznic - ja używałam go jako żel pod prysznic. Miał "podróżną" małą pojemność, był bardzo wydajny. Pod względem działania - przeciętny. Za to zapach bardzo mi odpowiadał, nie spotkałam żadnego innego żelu o takim zapachu. Kojarzył mi się z cukierkami, czy czekoladkami z miętowym nadzieniem :).









 Nuxe Huile Prodigieuse - suchy olejek

To była próbeczka, ale wcale nie taka mała. Faktycznie to olejek o wielu zastosowaniach. Ja używałam go jako lekki nawilżacz do ciała/twarzy, do zmywania makijażu. Ma boski zapach!

Odstrasza mnie cena, ale chętnie bym go kupiła w wersji pełnowymiarowej bo bardzo przyjemnie się go używało i dla tego zapachu:).








 Rossmann Babydream Shampoo

Ostatnio mój ulubiony szampon. Jest łagodny dla moich włosów, nie muszę już używać żadnych odżywek a włosy są zdrowe i błyszczące. Włosy się po nim trochę plączą, ale nie przeszkadza mi to biorąc pod uwagę efekty. Nie jest zbyt wydajny, dużo butelek zużywam (ale kosztuje coś ok. 3 zł).











 Essence Diamond Power Shield Nail Care

Diamentowa odżywka do paznokci. Miała za zadanie utwardzać paznokcie. Była mocno średnia, paznokcie były trochę twardsze i w lepszej kondycji niż gdybym malowała lakierami i nie używała żadnych odżywek. Ale i tak się łamały, podsumowując miałam wiele lepszych odżywek.

W buteleczce coś tam zostało, ale uważam za zużytą bo ta resztka jest już zupełnie gęsta i nie nadaje się do użytku.








 Smackers Snap Gloss - Cotton Candy

Smackers w formie przezroczystego błyszczyka z mini iskierkami, niewidocznymi na ustach. Lekko nawilżał usta, więc głównie stosowałam go jako błyszczyk pielęgnacyjny. Jakaś resztka została, ale ciężko ją wydobyć, poza tym błyszczyk od jakiegoś czasu okropnie wylewa się z opakowania :/. Dlatego muszę się z nim pożegnać ;).