Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płyn micelarny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płyn micelarny. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 lipca 2012

Część zużyć z czerwca i lipca


  • Płyn micelarny Ziaja Ulga. Sprawdził się do twarzy, jednak do oczu niekoniecznie. Szczegóły na blogu: KLIK.
  • Mydło w płynie Original Source Mint & Tea Tree. Ma rewelacyjny, odświeżający zapach mięty, świetnie myje. Ponarzekać można tylko na cenę. Szczegóły na blogu: KLIK.
  • Szampon Jabłko Antonówka Barwy. Genialny oczyszczacz, zresztą jak wszystkie szampony tej firmy. Do tego pięknie, jabłuszkowo pachnie. Szczegóły na blogu: KLIK. 


 

  • Ujędrniające masło do ciała Be Beauty z Biedronki. Bardzo fajne masełko, dobrze nawilża, ma intensywny, odświeżający zapach. Szczegóły na blogu: KLIK.
  •  Krem na noc do cery problemowej Niszcz Pryszcz firmy Kosmetyki DLA. Moje największe odkrycie kosmetyczne tego roku. Dzięki niemu oraz wersji dziennej tego kremu wyleczyłam się z trądziku. Szczegóły na blogu: KLIK.
  • Płyn dwufazowy do demakijażu oczu Yves Rocher. Mój zdecydowany faworyt w demakijażu oczu. Zużyłam mnóstwo opakowań. Szczegóły na blogu: KLIK.



  • BB krem Intense Classic Balm Skin79. Absolutne odkrycie  makijażowe. Po erze minerałów, dzięki temu bb kremowi na pewno pozostanę przy bb. Szczegóły i swatche na blogu: KLIK.
  • Jedwab Biosilk. Nie byłam z niego zadowolona. Wysuszył mi końcówki. Kiedyś go lubiłam, a teraz mam wrażenieni, że jest bardziej rozwodniony i mniej wydajny.
  • Glinka różowa Argiletz. Jak wszystkie glinki sypkie trudna w używaniu, ale skuteczna. Trochę barwiła skórę na czerwono-ceglasto, ciężko było zmyć ten barwnik z twarzy. Znacznie delikatniejsza niż glinka zielona.

środa, 29 lutego 2012

Zużycia noworoczne


Luty się kończy, tytka pęka w szwach, czas zrobić porządek w zużyciach i wrzucić je w końcu na bloga. No to przechodzimy do rzeczy:


Balsam z ekstraktem z aloesu Mrs. Potter's - używałam do mycia włosów, zarówno do całkowitego mycia odżywką jak i do metody OMO, sprawdza się super. Ma fajny, taki trochę męski zapach. Wydajnością nie grzeszy jeśli stosujemy do mycia, bo się nie pieni ale na szczęście nie jest drogi. Na pewno jeszcze do niego wrócę.

Żel pod prysznic Creamy cotton milk&provitamin B5 Luksja - nic mi się w nim nie podoba, ani zapach, ani opakowanie, działania rewelacyjnego też nie ma, ot po prostu myje. Nigdy więcej.

Balsam do włosów farbowanych świeża wiśnia Aile - tego balsamu również używałam do mycia włosów ale sprawdzał się w tym zadaniu zdecydowanie gorzej niż jego poprzednik, dodatkowo jest od niego znacznie mniej wydajny. Zapach, słodki, cukierkowy, na początku mi się podobał ale niestety szybko się nudzi i potem już tylko męczy. Nie kupię więcej. Wolę balsamy Mrs. Potter's.

Płyn micelarny Ultra Odżywianie AA - jak na razie to mój ulubieniec w tej dziedzinie aczkolwiek ja używam płynu micelarnego tylko i wyłącznie do zmywania dziennego makijażu oczu. Z ciężkim makijażem, z kreską żelowym eyelinerem radzi sobie gorzej dlatego wtedy sięgam po jakąś dwufazówkę. Mimo tego lubię go, nie podrażnia mi oczu, nic nie szczypie, nie wysusza.

Odżywka do włosów kręconych Balea - lubiłam efekt jaki daje na moich włosach. Były one wygładzone, mniej się puszyły i skręt był ładniejszy. Zapach ma bardzo delikatny, nie drażniący. Wydajność w porządku. Tylko z dostępnością problem bo jak wiadomo produktów tych w polskich sklepach nie znajdziemy. Jak będę miała jeszcze kiedyś okazję to pewnie kupię ponownie, tym bardziej, że nie była droga, raptem jakieś 2 euro.

Plastry z woskiem do depilacji na zimno Veet - a to produkt bubel, kompletna porażka, nigdy więcej plastrów z woskiem. Żeby dokładnie wydepilować łydki musiałabym zużyć przynajmniej dwa opakowania. Jeden plaster można przykleić maksymalnie 3 razy i za tym trzecim już i tak niewiele łapie. Mnóstwo z tym zachodu a efekt żaden.

Maseczka odżywcza Słodkie migdały Perfecta - moja ulubiona, używam zawszę gdy czuję, że mojej skórze przyda się ekstra dawka nawilżenia. Stosuję ja albo jako zwykłą maseczkę albo zamiast kremu na noc, troszkę grubszą warstwą. Zapach jest obłędny, kojarzy mi się ze śmietankowym budyniem. Szkoda, że nie jest dostępna w tubce.


Tonik witaminowy Essentials skóra wrażliwa Garnier - bardzo dobry tonik. Ma całkiem przyjazny skład, pachnie delikatnie różami, fajnie odświeża, nie podrażnia, nie wysusza. Jednym słowem dobry tonik. Lubię go i chętnie do niego wracam. Działaniem przypomina mi toniki Corine de Farme a jest łatwiej dostępny.

Tonik witaminowy Essentials skóra sucha i wrażliwa Garnier - nie jest to zły produkt ale mając porównanie do jego niebieskiego kolegi to mu dużo brakuje. Ma intensywniejszy zapach co mi osobiście przeszkadza. Po jego zastosowaniu nie odczuwam takiego komfortu jak po tej niebieskiej wersji.

Micelarny żel do mycia i demakijaży BeBeauty - o nim pisałam już poprzednio. Bardzo go lubię i często do niego wracam.

Krem do stóp i paznokci odżywczo-nawilżający BeBeauty - dla niewymagających stop będzie ok. Ja od kremu oczekuję czegoś więcej niż lekkiego nawilżenia.

Krem do rąk pure&natural Nivea - przy nim się trochę zaskoczyłam, jakoś nie mam zaufania do tej marki a okazało się, że to całkiem porządny krem. W porównaniu do innych drogeryjnych specyfików ma niezły skład i fajnie nawilża. Generalnie przyjemnie się go używało, pewnie kiedyś do niego wrócę.

Glam Shine 6H długotrwały błyszczyk L'oreal - jedyne wyrzutki, niestety albo i stety są już po terminie. Jakoś niespecjalnie je lubiłam. Fakt, utrzymywały się na ustach dłużej niż zwykłe błyszczyki ale kleiły się (szczególnie włosy na wietrze lubiły się do ust przyklejać), drobinki w nich nie należały do najmniejszych przez co czuć je było na ustach i wysuszały.

Krem nawilżający na noc Active Hydrating Olay - jestem już w trakcie drugiego opakowania tego kremu, co znaczy, że go bardzo lubię. Dzięki niemu pozbyłam się problemu suchych skórek na czole. Bardzo fajnie nawilża, ma ładny zapach (mnie się podoba, chociaż wiem, iż wiele osób uważa, że jest za ostry), rano skóra jest gładka i matowa ale również ładnie nawilżona. Wyjątkowo mi ten kremik podpasował. W ogóle uważam, że cała ta seria jest udana.

Balsam do ust nagietkowy Alverde - tego typu produkty idą u mnie jak woda. Jest to przyjemny balsamik, choć jeszcze nie mój ideał. Ciągle szukam czegoś co sobie poradzi z moimi suchymi jak wiór ustami.

niedziela, 19 lutego 2012

Zużycia z lutego

Zużyć w lutym odnotowałam całkiem dużo. Robiąc zdjęcia nie znalazłam jednak kilku opakowań, więc pewnie za kilka dni umieszczę kolejny post z "niedobitkami".
  • Odżywczy żel hialuronowy z Biochemii Urody. Rewelacyjny, uniwersalny nawilżacz twarzy. Mieszam go z olejami z Biochemii Urody i stosuję zarówno na dzień jak i na noc. To już drugie moje opakowanie i na pewno nie ostatnie. 60 ml starcza na kilka miesięcy stosowania.
  • Hydrolat rumiankowy z Biochemii Urody. Żałuję bardzo, że go wycofali. Świetnie nawilżał, łagodził i koił podrażnioną skórę. Bardzo przyjemnie i naturalnie pachniał rumiankiem. Sprawdzał się świetnie podczas kuracji kwasowej. Pod koniec butelki mieszałam go z hydrolatem z róży stulistnej i w tym duecie również dobrze się spisywał.
  • Płyn micelarny z wyciągiem z 3 herbat Yves Rocher. Zapraszam do przeczytania recenzji na moim blogu klik.

  • Płukanka octowa z malin Yves Rocher. Zapraszam do przeczytania recenzji na moim blogu klik.
  • Serum drenujące 'Reduktor cellulitu' Rebuild od Ziai. Reduktor ma przyjemną, żelową konsystencję i miły dla nosa zapach anyżku, charakterystyczny dla całej serii. Błyskawicznie się wchłania, po każdym posmarowaniu skóra wyraźnie się napina, a przy dłuższym stosowaniu staje się sprężysta i jędrna. Co do cellulitu, to nieco się zmniejszył, ale nie zniknął całkowicie. Nie mam w zasadzie poważnych kłopotów z cellulitem, jedynie drobne nierówności, ale używam produktów antycelullitowych prewencyjnie. Właśnie reduktor Ziai pomaga powstrzymać rozwój pomarańczowej skórki. Jestem mu bardzo wdzięczna, bo mój tryb życia w ostatnim czasie nie sprzyjał zdrowiu i kondycji skóry, a jednak dzięki reduktorowi zupełnie nie odczułam jego skutków.
    Nie jest wydajny, nakładałam go bardzo oszczędnie i dość nieregularnie, a wystarczył mi na niewiele ponad miesiąc. Cena wysoka jak na Ziaję, chociaż jak na produkt tego typu już do przeżycia. Opakowanie estetyczne, wygodne, chociaż trudno wydobyć końcówkę produktu.
Wykończyłam też dwa piękne zapachy, do których na pewno powrócę:
  • Euphoria EDP od Calvina Kleina 100 ml
  • Marry me! Lanvin odlewka 10 ml

środa, 9 listopada 2011

Z początku listopada

Październik nie był moim najlepszym miesiącem zużyciowym, za to w listopadzie jest już znacznie lepiej. Niedługo opublikuję też kolejnego posta, bo mam sporo końcówek kosmetyków.
  • Peeling do ciała BeBauty Body Expertiv z Biedronki. Kupiłam go na sierpniowych wyprzedażach w Biedronce. Ma genialny zapach owoców leśnych, dużo naturalnych drobinek, kisielową konsystencję. Nie jest to mocny zdzierak, można go używać często. Świetne opakowanie a la kosmetyki TBS - estetyczne, zachęcające do kupna i przede wszystkim wygodne, bo pozwala zużyć kosmetyk do końca.
  • Ekskluzywny płyn micelarny Royal Pearl Elixir od Eveline. Bardzo dobrze usuwa makijaż i zanieczyszczenia już za pierwszym pociągnięciem. Zostawia twarz nawilżoną i odświeżoną, pokrytą delikatnie lepkim filmem (ale nie jest on denerwujący jak w przypadku innych miceli). Trochę gorzej sprawdza się przy usuwaniu tuszu do rzęs, chociaż daje sobie radę.
    Ciekawy skład, mam wrażenie że wyciągi z ostryg i pereł naprawdę działają, bo skóra staje się jakby bardziej promienna, rozświetlona, młodsza. Butelka z wygodnym dozownikiem, przyjazne opakowanie, w rozsądnej cenie. Na pewno jeszcze nie raz kupię ten micel.
  • Dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust Delii. Pisałam już o nim na tym blogu: Klik
  • Saszetka do kąpieli Jałowiec & Świerk Dresdner Essenz. Po wrzuceniu proszku zabarwienie wody jest zielono-trawiaste. Zapach genialny - bardzo intensywna woń leśnych drzew iglastych, nie ma tu nic chemiczno-sztucznego. Pamiętam ten zapach doskonale z dzieciństwa, kiedy jeździłam do sanatorium i miałam inhalacje. Właśnie inhalowali mnie dokładnie tą samą mieszanką jałowcowo-świerkową. Seans kąpielowy z tą saszetką to prawdziwy relaks i odprężenie. Świetnie rozluźnia i przynosi ukojenie zmęczonemu organizmowi, szczególnie po wysiłku fizycznym. Właściwości pielęgnacyjnych raczej nie ma, ale wrażenia aromaterapeutyczne zapewnione.
  • Saszetka do kąpieli Eukaliptus & Cytrus Dresdner Essenz. Pisałam już o niej na tym blogu: Klik
  • Płatki nasączone zmywaczem do paznokci Wetnwild. W życiu nie miałam większego bubla. Nie robią nic, nawet nie sprawiają wrażenia, że zmywają lakier. Są niemal suche, wielokrotne tarcie o paznokieć nie przynosi rezultatu. Zużyłam je nasączając innym zmywaczem.
  • Żel do kąpieli 'Oliwa z oliwek' Yves Rocher. Żel ma konsystencję trochę rzadką, choć miewałam żele jeszcze bardziej rozwodnione. Dobrze myje, świetnie pachnie (po oliwce nie spodziewałam się za wiele, a pozytywnie mnie zaskoczyła), pieni się wystarczająco. Nie wysusza skóry, co dla mnie jest już zaletą. Cena bardzo korzystna jeśli kupuje się pojemność 400 ml. Akurat tej wersji zapachowej zużyłam miniaturkę 50 ml, którą dostałam gratis do zakupów.

wtorek, 20 września 2011

Wrześniowe denko

Bez zbędnego pisania - zaczynamy!




Alantan - zwędziłam go mojemu bratu, który miał go stosować na spierzchnięte wargi. Ja chciałam smarować twarz, ale jakoś dziwnie pachniał więc zużyłam go do rąk. Jest polecany na wizażu więc to może mnie trafiła się jakaś dziwna wersja, bo przeterminowany na pewno nie był. Do rąk sprawdził się bardzo dobrze. Były miękkie i nawilżone.
Płyn micelarny Perfecta -  jest to mój ulubiony płyn micelarny a odniesienie mam do Jaśminu w płynie Ziaji i płynu Bourjois. Jaśmin nie pachnie, działanie jest gorsze a na dodatek szczypie w oczy, ale za to ma fantastyczną butelkę z cudownym "wylewaczem" (nie wiem jak to nazwać, podpowie mi ktoś?). Bardzo często przelewam płyn do mniejszych butelek i niestety nie ze wszystkich łatwo się przelewa a z Ziają nie ma tego problemu, nic się nie rozleje. Natomiast Bourjois też nie pachnie niestety, działanie ma bardzo dobre, ale denerwuje mnie zatyczka z kulką. Jak dla mnie jest niepraktyczna i jeśli komuś się urwie ta kulka to będzie miał nie mały problem z otwarciem. Perfecta ze zmywaniem makijażu radzi sobie bardzo dobrze, podkład znika w całości, tusz do rzęs, kreski, cienie też zmywa bardzo dobrze. Nie trzeba trzeć, wystarczy przyłożyć płatek z płynem na powiekę, potrzymać kilka minut, docisnąć parę razy i przetrzeć delikatnie. Nawet moja mama go polubiła (a to kobieta odporna na moje sugestie).
Krem do stóp - takiego bubla jeszcze nie miałam, ni to antyperspirant (wcale nie) ni to no nawet nie wiem co napisać. Bo krem powinien coś robić a w sumie ten robi - wysusza stopy i robi z nich tarkę. Brr nigdy więcej.
Żel micelarny BeBeauty jest jednym z najczęściej używanych przeze mnie kosmetyków do demakijażu. Ja osobiście nie mam mu nic do zarzucenia i w skrócie mogę powiedzieć że bardzo dobrze sobie radzi z podkładem, tuszem niewodoodpornym i cieniami nawet na bazie.
Plastry Slim System Model Look - nie kupiłam ich sama, bo nie wierzę w takie cuda. Wygrałam w krzyżówce Skarbu więc z chęcią je przetestowałam. Po wyciągnięciu z opakowania otrzymujemy szarą foliową saszetkę a w niej 4 arkusze po 7 plastrów. Mają dość dziwny zapach, ale nie jest on nieprzyjemny. Po przyklejeniu nie czuć zapachu, ani to że mamy przyklejony plaster. No i po wykończeniu opakowania mogę powiedzieć że absolutnie nie działają. Nie ma po co wydawać pieniędzy.




niedziela, 11 września 2011

W czasie wakacji grzecznie zużywałam swoje zasoby. Jestem dumna, że nie przybyło mi strasznie wiele w międzyczasie, ale i tak wciąż mam jeszcze sporo kosmetyków, które mi się dublują (i nie tylko!). Naprawdę nie mam usprawiedliwienia dla zapasu 10 żeli pod prysznic... -_-'

Oto efekty zużywania:
  •  Tonik Corrine de Farme - kosmetyki tej firmy można kupić w mniejszych drogeriach i czasami w supermarketach z dużym działem kosmetycznym. Mi się poszczęściło w poznańskim Tesco bodajże na Serbskiej. Świetne składy, niezłe ceny (tonik - 10 zł). Zadecydowanie warte uwagi.
  • Płyn micelarny Biodermy - recenzja.
  • Żel micelarny do mycia twarzy BeBeauty z Biedronki. Zrecenzowany na wielu blogach. Pewnie do niego wrócę, bo jest śmiesznie tani, a robi swoje.
  • Waniliowy żel pod prysznic z Alterry - konsystencja nieco glutowata. Nie pieni się tak rewelacyjnie jak żele oparte na SLS, ale jest skuteczny. Zmęczył mnie zapach, choć jest bardzo ładny i taki.. spożywczy :) Sprawiał, że chciało mi się sernika ;)
  • Kultowy peeling morelowy St Ives - coraz trudniej dostępny. Powoli znika z półek sklepów - kompletnie tego nie rozumiem, bo jest świetny. Szoruje niczym pumeks.
  • Żel pod prysznic z olejkiem Sunny Melon & Oil Nivea - bardzo przyjemny. Nie wysusza, dobrze się pieni. Ze śmiesznymi drobinkami-kapsułkami.
  • Szampon leczniczy Polytar - śmierdziel jakich mało, ale skuteczny. Znany osobom, które mają problem ze swędzącą skórą głowy.
  • Szampon Alterra dodający objętości. Nie powalił mnie na kolana, ale zawsze przyjemnie mi się używa produktów, co do których wiem, że nie są naszpikowane chemią.
  • Krem Aquasource Biosensitive recenzowałam niedawno na swoim blogu. Bardzo dobry, ale niestety drogi.
  •  Nivea Natural Action dezodornat w kulce - bez aluminium. Niektórzy narzekają, że nie jest zbyt skuteczny, ale mi wystarcza. Ładnie pachnie.
  • Żel do mycia twarzy Effaclar był moim niezbędnikiem 10 lat temu. Teraz jest dla mnie trochę zbyt wysuszający. Ten egzemplarz o pojemności 50 zł dostałam od uprzejmej dermokonsultantki w SuperPharm.





  • Matujący krem Collistar włoskiej marki perfumeryjnej zużyłam z przyjemnością do samego końca. Recenzja.
  •  Krem L'oreal Kod Młodości przeznaczony jest dla starszych kobiet. Miałam tylko próbkę z gazety. Kompletnie nie poradził sobie z nawilżeniem mojej skóry, więc nie wiem jak ma pomóc jeszcze starszym dziewczynom.
  • Żel do golenie Gilette zamieniam często tańszymi, ale jednak często do niego wracam, ale tylko gdy upoluję go na promocji.
  • Krem na noc Mineral Flowers, marki o świetnych składach dostępnej w Sephorach, może zniechęcać intensywnym zapachem geranium. Raczej tylko dla maniaczek ekoskładów.

środa, 17 sierpnia 2011

Kolejne z sierpnia

Sierpień jest całkiem udany jeśli chodzi o zużycia.
  • Emulsja matująca Purritin Iwostinu. Przede wszystkim nazwa jest zupełnie nietrafiona, bo ani to emulsja ani matująca. Konsystencja lekkiego kremu, trochę żelowa. Mojej skóry nie matuje wcale (a chyba powinna to być podstawowa funkcja), ale sebum nie wariuje za mocno, więc jest jakiś plus. Błyszczę się zatem nadal, ale po innych specyfikach błyszczałam się gorzej. Liczyłam na działanie antybakteryjne, no i tu też bez szału. Nie ogranicza powstawania zmian, nie leczy istniejących. Trochę nawilża, szybko się wchłania, współgra z makijażem, jest bardzo wydajna. Wielki plus za higieniczne opakowanie i większą od innych kremów pojemność.
  • Krem do depilacji pach, rąk i okolic bikini Eveline. Usuwa włoski, ale nie wszystkie i niedokładnie. Trzeba trzymać go dłużej niż zaleca producent, żeby jakoś działał. Na mojej skórze powoduje dość poważne podrażnienia. Zapach mi nie przeszkadza, w produktach tego typu nie liczę na nic przyjemnego.
  • Płyn micelarny do demakijażu z wyciągiem z 3 herbat Yves Rocher. Oczyszcza nieźle, chociaż nie idealnie i nie przy pierwszym waciku. Trzeba przemyć twarz zwykle dwa razy i zużyć więcej płynu. Nie nawilża jakoś specjalnie, zostawia na twarzy denerwującą, lepkę powłoczkę, przez co zawsze muszę użyć po nim hydrolatu. U mnie płyn nie wywołał żadnych podrażnień ani przesuszeń. Z makijażem oczu radził sobie bardzo dobrze, nawet lepiej niż niejeden płyn przeznaczony tylko do tego celu. W cenie regularnej jest za drogi, ale myślę że nawet w promocji się na niego nie skuszę, bo znam lepsze płyny za mniejszą cenę.
  • Zmywacz do paznokci Anet. Ostatnio o nim pisałam, znów musiałam poratować się zakupami w kiosku. KLIK
  • Odlewka wody perfumowanej Parisienne Yves Saint Laurent. Zachwyciłam się nią (choć nie od razu) na tyle, by kupić cały flakon. Zachęcam do testów tego zapachu.


wtorek, 19 kwietnia 2011

Pa pa ulubione kremy!

Pożegnałam się w kwietniu z dwoma ulubieńcami! Jeden nie zapał się na zdjęcie bo w ramach promocji z okazji Dnia Ziemi w sklepach The Body Shop zamieniłam puste opakowanie na zniżkę na dwa ciekawe kosmetyki.

A oto zużyte kosmetyki:
1. Krem Cure Solutions Yves Rocher do zmęczonej cery - rewelacyjny. Recenzja TUTAJ. Zaopatrzę się w kolejny na jesień.
2. Krem Vichy Aqualia Antiox - oddałam opakowanie do The Body Shopu. Ulubieniec - świetnie nawilża. Żałuję, że się skończył. Recenzja TUTAJ.
3. Odżywka nawilżająca z Herbal Essences. Ot, odżywka. Robi to, na czym najbardziej mi zależy - sprawia, że moje włosy nieźle się rozczesują po myciu. Ładnie pachnie.
4. Vichy płyn micelarny. Dostałam do kremu Antiox. Bardzo dobry. Nie wypróbowywałam na wodoodpornym makijażu, bo takiego nie noszę. Jednak wolę Biodermę :P
5. Próbki:

  • Estee Lauder - kultowe serum na noc. Zużyłam 4 próbki. Trudno mi powiedzieć, czy jest to kosmetyk wart swojej regularnej ceny - w ogóle trudno mi się przekonać do jakiegokolwiek serum. Na początku się pomyliłam i stosowałam na powieki (bo dostałam próbki razem z reklamą kremu pod oczy z tej samej serii) i nie uczulił mi powiek. Jeśli nie uczulił, to czy może rzeczywiście mieć silnie działające składniki aktywne?
  • Ziaja 30+ z kwasem hialuronowym. Jestem na nie. Słabo nawilża, fatalnie się wchłania. Lubię Ziaję, ale ten krem nie jest dla mnie.
  • La Roche-Posay Toleriane podkład. Przez lata byłam wierna starszej wersji Unifiance. Podkład mocno kryjący, wymagające świetnego  i dokładnego rozprowadzenia - trzeba mu poświęcić chwilę, zaś niewprawne ręce mogą sobie nim zrobić krzywdę. Pod wpływem ciepła palców ładnie się wtapia.
6. Antyperspirant roll-on Nivea Pure & Natural Action o zapachu jaśminu - bez aluminium.
Dezodorantami bez aluminium zainteresowałam się już kilka lat temu. Niestety mój pierwszy eksperyment nie był zbyt udany. Kupiłam kosmetyk wegański z Eco Cosmetics i niestety nie chronił on przed przykrym zapachem. Ten z Nivei, choć nie ma tak świetnego składu, jak dezodorant z Eco Cosmetics, radzi sobie bardzo dobrze ze swoim podstawowym zadaniem.

Kolejne denka w drodze :)

sobota, 2 kwietnia 2011

Zużyte w marcu

Oto moje zużycia z końcówki marca: 


  •  Żel pod prysznic Dove (250 ml, ok. 9 zł) - był, nie ma go, bye bye. Ten kupiłam jeszcze latem w zeszłym roku, gdy w Biedronce można było kupić trzypak żeli za jakieś 10 zł. Na pewno nie warto tyle płacić za jeden żel. Uważam, że nie są wyjątkowe. Zużywałam go bardzo długo. Odkładałam, brałam inny, wracałam. Cieszę się, że już go nie ma.
  • Płyn micelarny La Roche-Posay (200 ml, ok. 35 zł) - nikt mi nie wmówi, że nie ma różnicy między tym micelem, a Biodermą, bo moim zdaniem jest bardzo wyczuwalna na korzyść Biodermy. Ten nie radzi sobie tak dobrze z rozpuszczeniem makijażu. Trzeba nim trochę popracować, żeby zmyć tusz do rzęs (nie wystarczy przyłożyć nasączonego płatka, trzeba jeszcze nim trochę pocierać). Raczej więcej nie kupię, chyba że trafi w promocyjnym zestawie z jakimś kremem, który mnie zainteresuje (ten na zdjęciu kupiłam z kremem Hydraphase Lagere, którego ... do dzisiaj nie otworzyłam -_-')
  • Żel pod prysznic Palmolive (200 ml, ok. 6 zł) - też kupiłam go kiedyś w Biedronce. Mogę powiedzieć o nim to samo, co o żelach (a przynajmniej ich starej wersji) Dove. Ok, ale bez fajerwerków.
  • Maseczka Yves Rocher, przywracająca blask (5,90, 6ml + 6ml peeling) - raczej jestem na nie. Po otwarciu dosyć mocno czuć alkohol. Nie martwi mnie to specjalnie, bo alkohol pomaga utrzymać świeżość naturalnych składników, ale pieczenia na skórze już nie lubię. Lekko nawilża. Peeling załączony w jednej z saszetek całkiem przyjemny. Przypomina mniej agresywną wersję peelingu morelowego St.Ives. Lepsze zdjęcie produktu tutaj. 
  • Próbka - Nivea Pure & Natural nawilżający krem na dzień do cery normalnej i mieszanej - moje oczekiwania nie były wysokie. Jak jakaś popularna firma bierze się, że kosmetyki "natural" to traktuję to z dużą rezerwą. Jednak krem wywarł na mnie całkiem dobre wrażenie. Ładnie się wchłania, pod makijaż ok, nie wysypało mnie. Wydaje mi się jednak, że jak zachce mi się naturalnego kremu to raczej wrócę do kosmetyków Eco Cosmetics (które bardzo cenię - ostatnio wspominała o nich również BrunettesHeart). 
  • Próbka - Vichy Nutri Extra krem do ciała - sporo blogerek testuje teraz otrzymane w prezencie od Vichy kremy, więc nie będę się rozpisywać. Mogę tylko przyłączyć się do pozytywnych recenzji, bo to naprawdę bardzo dobry produkt. Jak skończę inne, zakupię go sobie (koniecznie wersję w słoiczku!)
Generalnie nie wygląda to najgorzej (choć w marcu kupiłam też sporo rzeczy o czym będzie można poczytać u mnie), zaś kwiecień zapowiada się interesująco pod kątem zużyć ;)

poniedziałek, 21 marca 2011

Marcowe zużycia


Troszkę nadrobiłam marny luty.

^ Clinique Superbalm Apricot - bardzo go lubiłam :) Być może skuszę się na pełnowymiarowy produkt

^ Farmona wanilia + daktyle - peeling ciała - genialny, mój faworyt!! Osoby lubiące mocne zdzieraki będa zadowolone :) Jest bardzo ostry, przez co świetnie wygładza, wręcz poleruje skórę

^ Eveline - micel orchidea - mocno średni. Nie usuwa makijażu w całości, rozmazuje mocno pomalowane oko. Jednak nie ma to jak micel Biodermy Sensibio.

^ Avon żel karmelizowane jabłko - żel jak żel, przy czym zdecydowanym plusem jest, ze nie wysusza mi skóry (żele z serii Senses bardzo ją wysuszają, a z Naturals nie)

^ Avon - kulka Pur Blanca - mam wrazenie, że słabiej działa niż kulki Senses

^ Bielenda balsam sosna + miód - całkiem fajne mazidło - nie za rzadki, nie za gęsty, dobrze nawilża zostawiając delikatną warstewkę.

nie ma na zdjęciu:
^ żel Nivea Angel Star

środa, 16 lutego 2011

Przedstawiam Wam perełki, przeciętniaków i badziewiaków ostatnich tygodni.

  • Bioderma płyn micelarny - nie będę się rozpisywać, wszyscy wiedzą o co chodzi. Obecnie testuję micel La Roche Posay, ale nie zmywa makijażu tak dobrze, choć też jest bardzo dobry.
  • Pianka do golenia Joanna z ekstraktem z melona - wow! Jestem pod wrażeniem - wydajność i jakość porównywalna do znacznie droższych pianek dla kobiet Gillette. Ostatnio kupiłam na zapas dwie pianki Gillette bo były w promocji po 12 zł, ale jeśli się skończą i będę musiała kupić coś innego, wrócę do pianki Joanny.
  • Collistar - żel do mycia twarzy do skóry tłustej (próbka) - całkiem spora próbka, która pozwoliła mi stwierdzić, że nie jest to produkt dla mnie. Bardzo gęsta konsystencja, glutowata, ładny zapach, oczyszczanie ok rano, na wieczór za słaby (zmywam żelami pozostałości makijażu, więc ten żel okazał się zbyt łagodny). W naszym pięknym kraju nad Wisłą Collistara można do stać w Douglasach. Włoska marka z wyższej półki, której mam zamiar dać jeszcze szansę (na przetestowanie czeka pełnowymiarowe 50 ml kremu z tej samej serii, ale otworzę dopiero wiosną). 
  • Tołpa - balsam wygładzająco-ujędrniający - raczej do niego nie wrócę. Konsystencja dosyć lekka, zapach średni (może to zasługa torfu), nawilża nieźle, ale na przesuszone łydki potrzeba czegoś więcej. Jeśli kupować, to tylko w promocyjnej cenie (często zdarza się w Superpharm).
  • Cetaphil Dermoprotektor do ciała i do twarzy - właściwie nie powinien znaleźć się w tym zestawieniu bo dostałam resztkę od koleżanki do przetestowania. Co dziwne, nałożony na świeżo ogolone nogi nieco mnie piekł. To podobny kosmetyk do Physiogelu, ale uważam, że Physiogel jest lepszy. Podejrzewam, że skuszę się na przetestowanie jakiejś innej wersji Cetpahilu bo apteczne kosmetyki uwielbiam.

sobota, 25 grudnia 2010

Grudniowych zużyć ciąg dalszy


* szampon i odżywka Frizz Miracle - Aussie - duet niestety mnie rozczarował :( Liczyłam na gładkie, miękkie i ujarzmione włosy a były wręcz przeciwnie - fruwające, sianowate i nieco sztywne.

* micel Vichy - zdecydowanie gorszy niż Sensibio z Biodermy. Słabiej zmywa a za to podrażnia oczy.

* maść Linomag - przepisała mi ją kiedyś dermatolog, do stosowania na łuszczące się plamki na skórze. Od tamtej pory zawsze mam tubkę, poneiważ świetnie spisuje się też w innej roli - dodaje tłustości zbyt słabym dla mnie balsamom czy kremom do ciała.

niedziela, 14 listopada 2010

Projekt denko - powoli do przodu

Witam!

Jestem nowa w Waszym gronie, ale projekt denko znany jest mi od kilku miesięcy i bardzo pomaga mi w ogarnięciu nadmiaru kosmetyków oraz uczy kupować rozsądniej oraz nie szaleć na widok promocji, która "nigdy więcej już się nie powtórzy" ;)

Moje zużycia:
 Od lewej: 
- scrub grejprfrutowy Oriflame. Nie będę się rozposywać - rezenzję dałam na wizażu.
- perfumowany krem do ciała Embrace Oriflame - ani to nawilża, ani natłuszcza, pachnie nieco mdło, zapach ulatnia się szybko. Ot, bajer dodawany do wody toaletowej, żeby kupującemu wydawało się, że robi super interes. Dostałam w prezencie, sama takich rzeczy nie kupuję.
- płyn micelarny z Biodermy. Wszystkie ochy i achy zasłużone. Napoczęłam kolejne opakowanie.
- masło do ciała Ziaja Rebuild - z tego zużycia jestem najbardziej dumna, bo kremu na początku używałam regularnie, po czym na ponad pół roku (!) walnęłam go do tyłu szafki, gdzie stał zapomniany. Wróciłam do niego i dokańczając go mogłam zmierzyć się z nim na nowo. Naprawdę dobrze nawilża, lekko ujędrnia i jest przyjemny w stosowaniu. Uwaga na zapach! Silny zapach anyżku może niektórych odrzucać.

Z mojej strony tyle :) Dla mnie to i tak sporo - zużywam powoli, nie spieszę się, bo chcę wycisnąć z tych kosmetyków tyle, ile się da - w końcu za nie zapłaciłam.

Pozdrawiam!

sobota, 13 listopada 2010

Księżniczka nadrabia zaległości

Bardzo dawno mnie tu nie było, a to dlatego ze przy przeprowadzce zgubiłam kabel do aparatu. Na szczęście się znalazł i mogę się pochwalić sukcesami.
  • Masło do ciała Sopot Spa z Ziai. Uwielbiam ziajowe masełka i to też polubiłam - ma zbitą konsystencję i świetnie nawilża. Może to sugestia opakowania i nazwy serii, ale zapach kojarzy mi się własnie z morską scenerią: plażą, wiatrem i uderzającymi o brzeg falami.
  • Emulsja Gloria do włosów Polleny Ewy. Ma zielonkawy kolor, lejącą konsystencję i troszkę chemiczny zapach. Za to działanie rewelacyjne! Włosy z każdym myciem stawały się coraz bardziej miękkie, sypkie i dobrze się układały.
  • Szampon Joanny z biosiarką i bursztynem do włosów przetłuszczających się i ze skłonnością do łupieżu. Przede wszystkim świetnie oczyszcza i zmniejsza przetłuszczanie! Dzięki niemu mogłam myć włosy co drugi dzień, zamiast codziennie. Szkoda, że zapach ma nieciekawy.
  • Rossmannowska pianka do włosów kręconych Yung. Bardzo przyzwoita, ładnie podkreśla skręt, ale trzeba uważać by nie przesadzić z ilością, bo wtedy mocno skleja. Kosztuje grosze, szczególnie teraz gdy zmieniają szatę graficzną - kupiłam cztery sztuki na zapas po 1,99 zł.
  • Olejek myjący egzotyczny z Biochemii Urody. Moja miłość! Idealnie oczyszcza nie naruszając ochronnej warstwy skóry, nie powoduje uczucia ściągnięcia, pielęgnuje, ogranicza wydzielanie sebum. Jest genialnie wydajny i pięknie pachnie.
  • Żel antycellulitowy do ciała Spa Collection Tołpy. Jest bardzo lepki i glutowaty, nie wchłania się od razu tylko przykleja do ubrań. Nie nawilża, nie wyszczupla, może trochę ujędrnia, ale tylko chwilowo. Bardzo szybko znika z opakowania. Nie polecam.
  • Wax do włosów skłonnych do wypadania L'Biotici. Co prawda nie zmniejszył wypadania moich włosów, ale i tak go kocham. Sprawia, że włosy są niewiarygodnie miękkie, lśniące, aż chce się ich dotykać. Starcza na wiele użyć.
  • Miniaturka żelu pod prysznic Yves rocher z serii Les Plaisirs Nature o zapachu brzoskwini. Lubię te żele, bo są gęste i pięknie pachną. Kąpiel staje się prawdziwą przyjemnością. Chociaż muszę przyznać, że trochę wysuszają skórę.
  • Miniaturka płynu micelarnego LRP. Jakoś mnie nie zachwycił. Niby wszystko dobrze zmywa, ale wcale nie jest lepszy od tańszych odpowiedników, dlatego na pewno nie zdecyduję się na zakup pełnowymiarowego opakowania.

piątek, 15 października 2010

Estellkowe zużycia październikowe

Zdjęcia zrobione zostały w ostatnim czasie, ale dopiero się rozkręcam - mam nadzieję, że do końca października zużyję jeszcze kilka produktów :) przed przystąpieniem do akcji zużyłam kilka kosmetyków, ale niestety nie mam zdjęć.

Żel Yves Rocher - bardzo lubię, chociaż są mało wydajne
Dezodorant Garnier - świetny, na pewno do niego wrócę
Bioderma micel Sensibio - kosmetyk, który jest zawsze w mojej kosmetyczce (od wielu lat!)
Odżywka Timotei - pięknie pachnie jogurtem jagodowym
Perfumy Escada Pacific Paradise - bardzo lubię te letnie limitowanki

Żel Body Shop - mimo ślicznego zapachu duże rozczarowanie - butelka jest mega twarda i ciężko wydobyć z niej żel
Pasta Blanx -ma świetne recenzje; troszkę rozjaśniła barwę moich zębów, ale nie jest to spektakularny efekt
Pianka Rival de Loop - fajna pojemność na wyjazdy, ale jakością nie powala na kolana

Bibułki Wibo - niska cena, dobra jakoś - polecam
Tonik w chusteczkach Iwostin - pachnie olejkiem herbacianym, wygodny w stosowaniu, zwłaszcza w podróży
Olejek pod prysznic/do ciała Oriflame - przyjemny, acz nie powalający

niedziela, 22 sierpnia 2010

Zużycia okołoślubne

Ze względu na ostatnie wydarzenie nie miałam zupełnie głowy do zużywania kosmetyków, a jednak co nieco się pokończyło:
  • Dezodorant Bambusowy Yves Rocher. Niestety to już ostatni z moich zapasów. Zupełnie nie rozumiem jak mogli go wycofać, żaden inny zapach z tej serii mi go nie zastąpi. Będę za nim bardzo tęsknić.
  • Szampon Farmony Saponics z pokrzywą i mydlnicą lekarską. Bardzo przyjemny, delikatny, ma mało chemii i ekstrakty ziołowe wysoko w składzie. Szkoda, że taki rzadki i słabo się pieni, ale to pewnie ze względu na naturalny skład.
  • Płyn micelarny Ziai z serii Jaśminowej. Sprawdził się lepiej niż sopocki - nie podrażnił oczu, dobrze zmywał makijaż i odświeżał twarz. Naprawdę porządny micel jak na takie pieniądze.
  • Żel pod prysznic Luksja Rituals Thai Fusion. Rewelacyjny zapach! Przypomina mi kwitnącą wiśnię ... Szkoda, że rzadki i mało wydajny.