Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masło do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masło do ciała. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 sierpnia 2012

Lipiec u ThroughTheDay :)

Witajcie kochani :)

Lipcowe denko

 WŁOSY

 CIAŁO 


WYRZUTKI bye bye...






A NA SZCZEGÓŁOWY OPIS KAŻDEGO Z OSOBNA 
ZAPRASZAM WAS 


UDANEGO  DENKOWANIA W SIERPNIU
WSZYSTKIM ZMAGAJĄCYM SIĘ
:)

wtorek, 31 lipca 2012

Część zużyć z czerwca i lipca


  • Płyn micelarny Ziaja Ulga. Sprawdził się do twarzy, jednak do oczu niekoniecznie. Szczegóły na blogu: KLIK.
  • Mydło w płynie Original Source Mint & Tea Tree. Ma rewelacyjny, odświeżający zapach mięty, świetnie myje. Ponarzekać można tylko na cenę. Szczegóły na blogu: KLIK.
  • Szampon Jabłko Antonówka Barwy. Genialny oczyszczacz, zresztą jak wszystkie szampony tej firmy. Do tego pięknie, jabłuszkowo pachnie. Szczegóły na blogu: KLIK. 


 

  • Ujędrniające masło do ciała Be Beauty z Biedronki. Bardzo fajne masełko, dobrze nawilża, ma intensywny, odświeżający zapach. Szczegóły na blogu: KLIK.
  •  Krem na noc do cery problemowej Niszcz Pryszcz firmy Kosmetyki DLA. Moje największe odkrycie kosmetyczne tego roku. Dzięki niemu oraz wersji dziennej tego kremu wyleczyłam się z trądziku. Szczegóły na blogu: KLIK.
  • Płyn dwufazowy do demakijażu oczu Yves Rocher. Mój zdecydowany faworyt w demakijażu oczu. Zużyłam mnóstwo opakowań. Szczegóły na blogu: KLIK.



  • BB krem Intense Classic Balm Skin79. Absolutne odkrycie  makijażowe. Po erze minerałów, dzięki temu bb kremowi na pewno pozostanę przy bb. Szczegóły i swatche na blogu: KLIK.
  • Jedwab Biosilk. Nie byłam z niego zadowolona. Wysuszył mi końcówki. Kiedyś go lubiłam, a teraz mam wrażenieni, że jest bardziej rozwodniony i mniej wydajny.
  • Glinka różowa Argiletz. Jak wszystkie glinki sypkie trudna w używaniu, ale skuteczna. Trochę barwiła skórę na czerwono-ceglasto, ciężko było zmyć ten barwnik z twarzy. Znacznie delikatniejsza niż glinka zielona.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Spowiedź kwietniowa


Po ascezie marcowej kwiecień przypominał mi trochę efekt jo-jo. Wpadły mi w ręce kosmetyki z różnych promocji, wyprzedaży czy wymian. Mam też na swoim koncie zużycia ale niestety nie jest ich nawet 2 razy tyle co zakupów. Cóż… dobre i to co udało mi się zużyć. W maju planuję góra 5 zakupów i to potrzebnych. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Bilans kwietnia.

Zużyte:

  • maseczka/peeling YR podwójna saszetka – pisałam o niej tutaj (klik), fajna na wyjazd czy wieczór z przyjaciółką. Maska peel-off delikatnie chłodzi, sam peeling nie porywa, ponieważ ma malutkie drobinki.  



  • suchy szampon Isana – chyba zaprzyjaźniliśmy się na dobre, bo już od wielu miesięcy się z nim nie rozstaję. Mam co prawda godnego następcę w postaci suchego szamponu Syoss, który obecnie gości w mojej szafie, ale póki co Isana spisuje się bardzo dobrze. Więcej na blogu (klik)
  • szampon ziołowy AVON – pisałam o nim tutaj (klik). Szampon ma super zapach i dobrą, bo nie za rzadką konsystencję. Jednak po zużyciu go zastanawiam się czy nie obciążał moich włosów, bo rano następnego dnia miałam wiszące strąki i bezwzględnie musiałam myć głowę. Teraz używam szamponu z YR i nie mam aż takiego problemu z włosami.
  • krem Biotherm matujący – miałam miniaturę 15 ml, byłam zadowolona aczkolwiek nie wiem czy kupiłabym pełnowymiarowe opakowanie. Krem w pełnowymiarowym opakowaniu 50 ml kosztuje 160 zl a  nie jestem pewna czy jest lepszy niż nasze polskie jak np. Perfecta matujaca czy krem z Garniera. Wkrótce recenzja na blogu.

  • żel do biustu AVON – pisałam o nim tutaj (klik). Jeszcze raz podkreślę – TOTALNA PORAŻNA składowa – na 2 miejscu w składzie wysuszający alkohol denaturat!!!
  • balsam do ciała Be beauty – pisałam o nim na blogu (klik). Masło fajne, wydajne ale zapach pod koniec opakowania drażniący. Nie kupię masła o tym zapachu ponownie.
  • odżywka do włosów z farby do włosów – miałam z jakiejś farby tubkę odzywki. Włosy po niej bardzo fajnie się układały i były błyszczące. Szkoda że to tylko dodatek do farby, a nie produkt dostępny w sklepach na co dzień.
  •  żel pod prysznic Kamill – też już gościł na blogu (klik). Świetny, kwaskowaty zapach, orzeźwiający na letnie upały. Uwielbiam żele Kamill!!!

  • peeling St Ives – bardzo żałuję, ze peeling został wycofany ze sprzedaży. Był moim KWC!!!! Bardzo dobry zdzierak, kremowa konsystencja z porządnymi peelingujacymi drobinkami. Na razie nie znalazłam godnego następcy.
  • żel pod prysznic Dove 55ml – nie lubię kremowej konsystencji żelu, więc ten produkt nie będzie moim ulubieńcem. Plus za małe opakowanie, które świetnie się sprawdza podczas wyjazdu czy na basen. Dzięki swojej kremowej konsystencji nie wysuszał skóry, miała okazję uzyć go na basenie jako produktu do zmycia makijażu i tu spisał się świetnie, bo ani nie szczypał w oczy, nie wysuszył skóry i co najważniejsze doskonale poradził sobie z mocnym makijażem oczu.
  • mleczko do demakijażu AVON z imbirem – o nim też pisałam już na blogu (klik). Trochę mi się przejadł, bo zużywam już ente opakowanie. Czas pomyśleć o czymś innym. Jako produkt do mycia buzi jest bardzo dobry, ale nie radzi sobie w niektórych przypadkach jako środek do demakijazu np. z niektórymi tuszami do rzęs np. Colosal czy Scandal Eyes Rimmela. Rozmazuje tusz, pozostawia na oczach zacieki. Trzeba domywać oczy płynem micelarnym lub innym środkiem. 

  • płyn do demakijażu Maybelline 125 ml – na jego temat też była recenzja na blogu (klik). Teraz gdy się skończył żałuję, ze nie mam go pod ręką, bo mój obecny płyn z Kolastyny nie radzi sobie tak dobrze z tuszami Colosal i Scandal Eyes z Rimmela. Niestety tak jak już wspomniałam we wpisie na blogu, produkt nie jest dostępny osobno tylko jako dodatek do tuszu Maybelline.
  • farba do włosów Joanna – używam odcienia Jesienny Liść i nie zamienię tej farby na żadną inną. Używałam wielu różnych farb szukając odcienia rudego i absolutnie żadna czy droga czy tania nie spełniała moich oczekiwań, bo albo była zbyt czerwona albo wchodziła za bardzo w brąz. A ja szukałam rudej farby. I mam!!!! To jest mój KWC, który trzyma się bardzo długo, nie zmywa się tak szybko jak inne farby. Kolor jest idealny za małe pieniądze. Wszyscy wokół sądzą, że farbę nakładała mi fryzjerka w salonie…
  • krem do stóp Tołpa – o tym produkcie też był wpis na blogu (klik). Krem jest dobry, zmiękcza stopy, ale nie kupię ponownie tego produktu w opakowaniu Tołpy, bo ten sam krem o identycznym zapachu i bardzo podobnym składzie tylko w innym opakowaniu jest dostępny w Biedronce  z serii Be beauty, a cena tego biedronkowego jest znacząco niższa, więc po co przepłacać.

  • miniatura kremu antycell Lirene pomarańczowego – balsam szybko się wchłania, ma przyjemną konsystencję. Miałam jednak go zbyt mało by się wypowiedzieć czy ujędrnia skórę i czy rzeczywiście działa na cellulit. Zapach jak dla mnie trochę chemiczny.
  • szampon Biosilk 350 ml – moje KWC, o którym też już pisałam na blogu (klik). Nie plącze włosów, unosi je i rzeczywiście pogrubia. Włosy przepięknie się układają, są błyszczące i miękkie. Jedyny minus to opakowanie – szampon trudno się wydostaje przez tą mikroskopijną dziurkę w zakrętce oraz cena ok. 35/40 zł za 350 ml. Jeśli tylko wypatrzę w promocji na pewno się skuszę.
  • krem do rąk Kamill Intense + - fajny kremik w malutkiej tubce, w sam raz do torebki. Pięknie pachnie, szybko się wchłania. Sprawia, że dłonie są miękkie i gładkie. Przy zastosowaniu większej ilości pozostawia na dłoniach tłusty film co np. przy pracy biurowej nie jest mile widziane. 
Zapraszam na: WIELKI KUFER

sobota, 4 lutego 2012

Styczniowy rachunek sumienia

Od stycznia postanowiłam wcielić w życie zasadę  - zużywam dwa razy więcej niż kupuję. Dzięki temu przy sklepowej półce zastanawiam się dwa razy czy aby na pewno dany kosmetyk jest mi potrzebny i czy nie mam nic podobnego w zapasach.. W ten sposób nie tylko nie wydaję bezsensu pieniędzy, nie generuję zapasów, ale też systematycznie zużywam, bo jak wiadomo zakupy cieszą. 

W styczniu udało mi się zużyć 23 kosmetyki(nie wszystkie są widoczne na zdjęciu)

Z tego zbioru szczególnie polecam: SUCHY SZAMPON ISANA, o którym napisałam recenzję TUTAJ, a także kosmetyki z poniższego zdjęcia:
 
  • Mleczko do ciała o zapachy guawy z Sephory - plus za zapach, bo jest niesamowicie orzeźwiający, konsystencja płynna więc nie jest wydajny, ale bardzo dobrze się wchłania
  • Krem z LRP Hydreane Riche - plus za właściwości, świetnie się spisuje jako krem odżywczy na noc ale także pod makijaż. Koi wrażliwą skórę w czasie mrozów i po zabiegach kwasami
  • Szampon z YR Volume z malwą - super zapach malw i wiosennej łąki, włosy są długo świeże i puszyste. Po więcej zapraszam TUTAJ
  • Olejek kokosowy na gorąco z Oriflame - szybka kuracja dla włosów, łatwy w przygotowniu
  • Luksusowe masło do ciała - Tajski Kwiat Lotosu od AVON - poręczne okrągłe opakowanie, niesamowity zapach utrzymujący się nawet na drugi dzień, dobry nawilżacz. Niestety długo się wchłania, ale pomimo tego warty zakupu. Więcej na ten temat TUTAJ

piątek, 30 września 2011

Wrześniowy Projekt Denko

Wrzesień niewątpliwie obfitował w zużywanie. Oto, co wykończyłam w czasie ostatniego miesiąca:


Górny rząd od lewej:
1. Avon Woda toaletowa Just Play dla Niej 
Posiada nawet ładny zapach (trochę słodki), ale krótko się utrzymuje. Pomimo, że na początku zapach wydaje się owocowy i świeży, to później staje się mdły i szczerze powiedziawszy zużycie tych perfum było dla mnie już prawdziwą męką. Niedroga - w promocji 19,90 zł za 50 ml.
2. Wibo Lovely Spectular Me Tusz pogrubiający
Skusiła mnie też jego szczoteczka (gumowa, dobra do rozczesywania) no i jak zwykle cena. Nie wiem czy trafiłam na felerny egzemplarz tego tuszu w Rossmanie (już nie raz mi się zdarzyło kupić u nich coś starego, wyschniętego albo wcześniej otwieranego) czy on ma po prostu takie właściwości. Miał lepsze i gorsze dni - przy gorszych potrafił tak masakrycznie skleić rzęsy, że makijaż nadawał się tylko do zmycia. Zostawiłam go do rozczesywania pomalowanych już rzęs, aż pewnego dnia zauważyłam, że się skończył lub doszczętnie wyschnął - uff na szczęście :) Z największą przyjemnością skierowałam go do śmietnika :D
3. Cashmere Secret Baza wygładzająco-rozświetlająca pod makijaż
Saszetka starczyła mi na kilka razy. Ma fajną konsystencję - nie jest to płyn, bardziej ciało stałe o "silikonowej" strukturze. Świetnie się wchłania i dopasowuje do skóry, dodatkowo nadaje jej blasku i pozostawia delikatny brokat. Sprawdziła się rewelacyjnie na wesele - makijaż utrzymał się do rana.
4. Iwostin Purritin Żel redukujący zmiany potrądzikowe
Żel jest przezroczysty, stosowałam go tylko na noc. Dobrze się wchłania i już po chwili można wyczuć delikatne ściągnięcie skóry oraz przyjemny chłodek. Rano twarz wygląda na wygojoną i gładką. Między innymi dzięki niemu wygrałam wojnę z nieprzyjaciółmi podczas ich natarcia ;)

Dolny rząd od lewej:
5. Cleanic Kindii Oliwka dla niemowląt i dzieci
Oliwkę posiadam w swoim zbiorze kosmetyków, odkąd dowiedziałam się, że jestem w ciąży (smaruję się nią codziennie, aby zapobiec rozstępom), tym bardziej chciałam ją wypróbować do twarzy. I co? To najlepszy "krem" do twarzy jaki miałam!!! Przestałam się świecić, skóra się wygładziła i zero nieprzyjaciół (niezależnie czy stosowałam ją na noc, czy na dzień). Mój sposób na oliwkę był taki: odrobinę oliwki (dosłownie kroplę) nanosiłam na twarz, wsmarowywałam, a nadmiar usuwałam wacikiem. Zużycie zajęło mi chyba pół roku przy codziennym stosowaniu.
6. Olej rycynowy
Zużycie tej 30-gramowej buteleczki zajęło nam (dzielę ten specyfik razem z mamą) około miesiąca. Widocznie przyspiesza porost włosów, brwi i odbudowuje rzęsy.
7. Mydełko naturalne z nanosrebrem 
Ma naturalny zapach, słabo wyczuwalny (podobny do zapachu szarego mydła). Nie zaszkodziło skórze mojej twarzy, nie podrażniło i nie uczuliło. Nie zauważyłam, żeby zrobiło cokolwiek z moją buzią, a mniej więcej w połowie używania zaczęło się rozpadać na kawałki. Większość obietnic producenta nie została spełniona - mydło nie pomagało w gojeniu się ran i nie zredukowało trądziku ani stanów zapalnych.
8. Masło do ciała Hawaiian Tropic Coconut Body Butter 
Produkt zapewne doskonale znany. Posiada wspaniały zapach (jak pisało większość dziewczyn-testerek, nie jest to mdła woń kokosu, ale mix kokosu z owocami). Doskonale nawilża na cały dzień, zalecane po opalaniu (ja go w taki sposób nie stosowałam, ponieważ w tym roku unikam słońca, więc nie wiem, czy utrzymuje opaleniznę). Skóra jest ewidentnie wygładzona. Dobrze się wchłania, nie trzeba go mocno wcierać. To typowa konsystencja masła - nie za rzadkie, nie za gęste. Zapach masełka utrzymuje się bardzo długo, wnika w ubranie, pozostając na dłuższy czas (co ja osobiście uwielbiam!), a jednocześnie nie pozostawia śladu na nim. Jest warte swojej ceny, działa lepiej niż niejeden balsam.
9. Avon Krem intensywnie zmiękczający stopy
Naprawdę dobry kosmetyk i to w dobrej cenie. Super wydajny, nawet nie pamiętam dokładnie kiedy go kupiłam. Ma ładny, mentolowy zapach i co najważniejsze - "robi robotę" - doprowadził moje stopy do idealnej gładkości (przy codziennym wieczornym stosowaniu). Konsystencja może się nie każdemu spodobać - taka trochę podobna do wazeliny, przez co krem nie wchłania się od razu, ale dzięki temu stopy są długo nawilżone.

Na bardziej obszerne recenzje tych kosmetyków zapraszam tutaj :)

czwartek, 1 września 2011

Ostatki z sierpnia


  • Hydrolat lipowy z Mazideł. Ma śliczny, naturalny zapach kwiatostanów lipy. Można używać go dla samego zapachu. Odświeża, oczyszcza, nawilża. Trochę lepi sie po nim skóra. Świetnie sprawdza się także przy pielęgnacji oczu, cudownie koi zmęczone powieki.
  • Masło waniliowe z Ziai. Masełka ziajowe są po prostu mistrzowskie. Wczesniej miałam oliwkowe i kokosowe, w zapasach czeka na mnie jeszcze kakao. Mają świetną, zbitą i maślaną konsystencję. Rewelacyjnie, gładko rozprowadzają się po skórze i dają natychmiastowe uczucie nawilżenia. Przy regularnym używaniu skóra staje się miękka i gładka. Zapach tej wersji bardzo przyjemny - jak waniliowy budyń. Mogłoby być bardziej wydajne, ale za tą cenę nie ma co narzekać.
  • Maseczka "Satysfakcja" z różą damasceńską Dermiki. Nic innego tak nie nawilża i ratuje skóry! Jest niezwykle przyjemna w stosowaniu przez swoją kremową konsystencję i nieziemsko piękny zapach róży. Nakładam ją na noc i zmywam dopiero nad ranem. Skóra po przebudzeniu jest cudownie nawilżona, elastyczna, odżywiona, złagodzona i promienna. Naprawdę najbardziej przesuszoną skórę potrafi uratować!
  • Puder do kąpieli pomarańcza&czekolada z Biedronki. Nie pamiętam, żebym kiedyś kupiła coś równie bezużytecznego do kąpieli. Nie barwi wody, nie pachnie, nie pielęgnuje skóry, pieni się przez 2-3 minuty i to jeszcze licho. Dobrze, że wydałam na tą saszetkę tylko 99 groszy, teraz bym jej za darmo nie chciała.

poniedziałek, 7 marca 2011

Zużycia debiutanckie :)


ZIAJA Kakaowe mało do ciała - taki tam krem-nie-krem, kupowany tonami właściwie tylko i wyłącznie dla zapachu, bo nic wielce dobrego i wielce złego skórze nie czyni. Pielęgnacyjny gadżet.
LIRENE żel pod prysznic, tak zwany Pierwszy Z Brzegu - spełnia swoją funkcję zasadniczą i nic w sumie więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Mógłby lepiej pachnieć, ale to już mniejsza.
SCHWARZKOPF&HENKEL z linii SYOSS Szampon do włosów farbowanych - lubię całą tę linię, chociaż większość kosmetyków śmierdzi i nie sprawia mi przyjemności samym istnieniem. Ale te ładne, schludne i na siłę profesjonalne opakowania przyciągają, a włosy nie cierpią szczególnie na tym przyciąganiu, wręcz przeciwnie, lubią się spotykać z Syossami.

sobota, 26 lutego 2011

Próbkowy luty

Chciałam wziąść się w pierwszej kolejności za różne próbki, których trochę mi się nazbierało. Udało mi się zużyć narazie tylko część.




 Szampon Rossmann Babydream

Jak narazie mój ulubiony szampon. Bez silikonów. Odkąd go używam nie mam problemów z rozdwojonymi końcówkami, przesuszonymi a jednocześnie zbyt szybko przetłuszczającymi się włosami. Niestety jest mało wydajny.













 Dove Intensive-Cream

Kupiłam go daawno. Nie lubię go, słabo nawilża moją skórę, poprostu mi nie odpowiada. Zużyłam jakoś, głównie stosując go na kolana czy nogi, na których mam zawsze bardziej przesuszoną skórę. Z tanich kremów wolę kremy np. z Ziaji.







 Olejek myjący Biochemia Urody egzotyczny

Mój zdecydowany hit wśród kosmetyków służących do mycia twarzy. Jest bardzo łagodny dla cery, a przy tym dobrze oczyszcza skórę. Wersja egzotyczna jest świetna, lubię ten zapach:).








 SVR 50+ filtr

Dostalam kilka takich próbek, więc już trochę się z nim zapoznałam. Nie jest zły, ale wolę filtr z Biodermy albo z Avene, który akurat teraz używam. SVR ma zdecydowanie gorszą konsystencję niż te dwa które wyżej wymieniłam. Czasem się trochę zważy i zroluje na twarzy. Poza tym bieli i ten efekt utrzymuje się długo. Nie kupię pełnowymiarowego opakowania.





 Clinique 3-step

 Nie polecam! Żel do mycia twarzy wysuszył mi skórę, mimo, że użylam go tylko dwa razy (od razu była nieprzyjemnie ściągnięta). Chusteczki nasączone tonikiem to sam alkohol... po którym moja cera była podrażniona i zaczerwieniona. Nawilżacz z nich najlepszy, ale i tak średni (średnie nawilżenie). Mi zupełnie ten zestaw nie pasuje.


 Body Butter Eco Tools

Próbka masełka do ciała, które dostalam przy zamówieniu pędzli Eco Tools. Bardzo fajne:). Przyjemna gęsta konsystencja, świetnie się rozprowadza. Zapach przypomina mi serię Bielendy Powitanie z Afryką, bardzo mi się podoba. Dobrze nawilża.







 Farmona Sweet Secret Ciemna Czekolada i Orzech Pistacji - masło do ciała

Miałam kiedyś pełnowymiarowe opakowanie tego masła. Bardzo podoba mi się zapach, jest taki apetycznyy :D. Nawilżenie takie sobie. Konsystencja przyjemna.

piątek, 4 lutego 2011

Udany początek lutego


Minęło tylko kilka dni lutego, a ja mam już na koncie całkiem niemało zużyć. Poleciało:
  • Masło do ciała Czekolada&Pistacje Farmony. Jest gęste i treściwe, dość opornie rozprowadzające się na skórze. Bardzo dobrze i długotrwale nawilża, dla mojej normalnej skóry jest w sam raz. Co do zapachu to na początku byłam nim rozczarowana. Z opakowania wydobywa się zapach sztuczny i mdły, przy smarowaniu także nie zachwyca, ale posmarowana nim skóra pachnie wyśmienicie - naturalnie, jak słodka czekoladka (nie wyczuwam pistacji, no i może nawet lepiej). Masełko odrobinę barwi skórę, a że wolno się wchłania to zdarza mu się ubrudzić pidżamę. Mogłoby być bardziej wydajne, ale za tą cenę nie ma co narzekać.
  • Krem przeciwzmarszczkowy na dzień i na noc z Fito-retinolem Perfecta Cera Mieszana Dax Cosmetics. Posmarowana nim twarz od razu go pochłania i staje się idealnie matowa, jakby pokryta pudrem. Co więcej mat nie znika z naszej twarzy przez długie godziny! To naprawdę duży sukces! Komfort używania jak najbardziej na plus - przyjemna konsystencja kremu-musu, delikatnie bananowy zapach, łatwe rozprowadzanie, szybkie wchłanianie. Do tego gustowny, szklany słoiczek, co przy kremach w tej cenie jest rzadkością. Niestety nie działał na zmarszczki (które już posiadam). Mógłby też choć odrobinę nawilżać - wiem, że nie jest od tego, ale jako krem do stosowania na dzień i na noc powinien chociaż w małym stopniu.
  • Odżywka Nailgrow Miracle Sally Hansen. Kiedyś używałam jej systematycznie i miała najlepszy wpływ na moje paznokcie. Przestawały się łamać, rozdwajać i naprawdę wzmacniały. Ostatnio używam jej rzadko, a teraz wyrzuciłam zgęstniałą już końcówkę.
  • Profilaktyczny żel do higieny intymnej i mycia ciała z krwawnika i kłączy pięciornika do skóry wrażliwej Mincera. Nie wywołuje podrażnień, nie uczula i nie wysusza. Praktycznie jest bezzapachowy, a dla takiego kosmetyku to akurat zaleta. Dobrze się pieni, jest bardzo wydajny, bo wystarcza dosłownie kropelka na jedno użycie. Duży plus także za opakowanie z pompką, które jest miłe dla oka (wygląda jak płyn apteczny).
  • Maseczka przed wyjściem "Rewelacja" Dermiki. Wcale nie taka rewelacja. Daje efekt liftingu, napręża i wygładza skórę. Głównie jednak liczyłam na zwiększenie trwałości makijażu. Niestety make up zlazł szybciej niż zwykle, w dodatku w towarzystwie zrolowanej, żelowej maseczki. Nie polecam tego wynalazku.

poniedziałek, 22 listopada 2010

Listopad poniżej oczekiwań

Już niewiele listopada zostało, a u mnie wciąż tylko 2 zużycia pełnowymiarowe :(. Jest kilka końcówek (na których konto już zdążyłam zrobić zakupy ;) ), ale wytrzymają zapewne do grudnia.

1. Masło karotenowe Bielendy - zdążyłam już zedrzeć etykietę, ponieważ zamierzam zachować opakowanie dla innych celów ;). To moje pierwsze masło Bielendowe, które kupiłam po licznych zachwytach nad tymi produktami. Wydaje mi się być nieco delikatniejsze niż Cien z Lidla, a już na pewno zdecydowanie jest mniej woniejące. Byłam z niego zadowolona, choć Lidlowe masełka jednak natłuszczają na nieco dłużej. W kolejce czekają 2 kolejne masła: awokado i kasztanek.

2. Balsam rozświetlający Avon Planet SPA Japońska Sake i Ryż - zapach specyficzny, mi jednak nie przeszkadzał. Kupiłam go z myślą o lecie i podkreślaniu opalenizny, nie mogłam się jednak przekonać do chodzenia błyszcząca jak psie jajca ;P. Drobinek miał naprawdę sporo. W związku z czym lekko się przeterminował i dokonał żywota w peelingu kawowym. Zdecydowanie zakupu nie powtórzę.

sobota, 20 listopada 2010

Kiepski listopad :/

Kiepsko, kiepsko ... Juz prawie koniec listopada, a tu marnych 5 zużyć :/ No ale że zużywanie na siłę jest bez sensu i mija się z celem, pozostaje mi mieć nadzieję, że w grudniu wszystkie te obecne oporne końcówki się skończą.
Nie lubię, jak kosmetyki kończą się tak pojedynczo jak w listopadzie ...


* antyperspirant w kulce - Avon Tropics - polubiłam je dzięki Hexxanie :) Skusiłam się kiedyś na 1 na próbę i teraz stale są u mnie obecne. Może nie chronią jakoś spektakularnie, bo jednak wilgoć czuć, ale nie czuć przynajmniej smrodku potu ;) Nie bielą ubrań, trochę dłucho przysychają. Przy okazji przestrzegę przed kulką Naturals ogórek + melon. Niestety jest gorsza od Senses - czuć "zapach" potu :(  Tak jak po Senses czuję wilgoć i to w nawet większym stpniu + mokre plamy na sweterekach czy bluzkach gwarantowane. Nie pocę się nadmiernie, więc strach myśleć, jak by sie przygoda z tą kulką zakończyła osobom mającym problem z nadpotliwością.

* ochronny krem do rąk Avon - lubię kremy do rąk z Avonu. W przeciwieństwie do kremów z Oriflame (są lejące niczym woda i czuć później napięcie skóry zamiast nawilżenia) bardzo mi służą. Z tego który właśnie zużyłam byłam zadowolona, ale nie w 100% . Zbyt duża ilość powodowała wałkowanie się kremu, natomiast zbyt mała wydawała mi się nie do końca wystarczająca. Mimo to zużyłam go i nie pomyślałam o pozbyciu się go jak w przypadku kremów z Oriflame (miałam świąteczny z aniołkami - paskudzctwo dla moich rąk, podobnie jak wcześniejszy świąteczny w czerwonym opakowaniu Toffi. W miarę zadowolona byłam z kremu z olejekiem migdałowym, ale przy drugim opakowaniu zauwazyłam przesuszenie rąk)


* krem brązujacy Bielenda - całkiem fajny, nawilża, delikatnie brązuje. Skóra jest trochę tłustawa po jego użyciu no i jednak czuć smrodek samoopalaczowy. Spróbować nie zaszkodzi :)

* żel pod prysznic migdał + mleko Avon - mój absolutny hicior *.* Ostatnio zużyta butelka jest już chyba 2 czy 3 zużytą, a w zapasie czeka jeszcze jedna :D Szkoda, ze wycofują :( Uwielbiam tez mgiełkę - używam teraz drugiego opakowania. Zapach jest piękny - lekko słodki, ale nie mdlący, jest mocny, ciężki. Fanki świeżuchów nie mają nawet co myśleć o tym zapachu. Ciepły, otulający, idealny na jesień/zimę. Żele Naturals są dla mnie bardzo dobre, w przeciwieństwie do Senses. Senses bardzo wysuszają mi skórę, natomiast Naturals - nie.

* masło awokado Bielenda - byłoby tak pięknie ... Zapach - chyba raczej nie awokado, ale i tak przyjemny (może trochę za intensywny, ale może być). Konsystencja masełkowata, nie wchłania się od razu, pozostawia przyjemną warstwę, skóra nie jest szorska ani napięta czy tępa po jego użyciu. Niestety po zużyciu ok połowy opakowania (co 2-3 dni) masełko zaczęło wyprawiać "cuda" z moją skórą. Pewnego dnia na udach, pośladkach, brzuchu, biodrach zauważyłam czerwone krosteczki i gule na skórze, które swędziały niemiłosiernie. Nie skojarzyłam tego z masłem, zwłaszcza, że na na łydkach nic nie zauważyłam, a masła też tam używałam. Nadal używałam masła co 2-3 dni i wtedy mnie olśniło - po tych 2 dniach zmiany łagodniały, a po użyciu masła znowu się nasilały. Na szczęście masła zostało tylko na 3-4 użycia, wsmarowywałam więc tylko w łydki którym nadal nic się nie działo. Po kilku dawkach wapna i nie smarowaniu całego ciała wszelkie gulki i krostki zniknęły.
A fe ...

wtorek, 16 listopada 2010

Październik w pigułce

W związku z dłuższą przerwą w odwiedzaniu wszelkich odwykokojarzonych miejsc w necie, wrzucam zbiorczy post dla wszystkich październikowych zużyć. Może nie jest to wybitny osiąg w skali całego miesiąca, ale w połączeniu z maksymalnym ograniczeniem zakupów efekty na dłuższą metę i tak są widoczne :D. Poza tym poszły aż 3 duże pojemności: masło do ciała 400ml, szampon 400ml i żel 500ml ;).





niedziela, 14 listopada 2010

Debiut :)

Drogie Blogowiczki,
mam nadzieję, że zagoszczę na tej stronie na dłużej i będe się z Wami dzieliła swoimi mały mi sukcesami.

Oto pierwsze trzy:

1. Olejek do kąpieli i masażu, Organique - dostałam wersje pomarańczową i byłam z niej bardzo zadowolona, olejek umila każdy masaż i sprawia, że kąpiel zamiast wysuszyć skóre, nawilża ją. Godny polecenia!
2. Masło do ciała pomarańczowe, Ziaja - bardzo przyjemny produkt, ale jeśli chodzi o nawilżanie nie jest jakiś wyjątkowo dobry, zresztą to nie jego główne zadanie; ładnie napina skóre. Nie mam cellulitu więc nie moge powiedzieć czy pomaga w walce z nim. Ja kupie je jeszcze nie raz bo bardzo podoba mi się zapach.
3. Carmex, wersja wiśniowa - ten produkt zna każdy, ja osobiście wole wersje zwykłą, ale również ta jest świetna jeśli chodzi o nawilżanie. Jednak zapach jak dla mnie jest zbyt chemiczny i dlatego nie kupie więcej tej wersji.                                                                                    

Projekt denko - powoli do przodu

Witam!

Jestem nowa w Waszym gronie, ale projekt denko znany jest mi od kilku miesięcy i bardzo pomaga mi w ogarnięciu nadmiaru kosmetyków oraz uczy kupować rozsądniej oraz nie szaleć na widok promocji, która "nigdy więcej już się nie powtórzy" ;)

Moje zużycia:
 Od lewej: 
- scrub grejprfrutowy Oriflame. Nie będę się rozposywać - rezenzję dałam na wizażu.
- perfumowany krem do ciała Embrace Oriflame - ani to nawilża, ani natłuszcza, pachnie nieco mdło, zapach ulatnia się szybko. Ot, bajer dodawany do wody toaletowej, żeby kupującemu wydawało się, że robi super interes. Dostałam w prezencie, sama takich rzeczy nie kupuję.
- płyn micelarny z Biodermy. Wszystkie ochy i achy zasłużone. Napoczęłam kolejne opakowanie.
- masło do ciała Ziaja Rebuild - z tego zużycia jestem najbardziej dumna, bo kremu na początku używałam regularnie, po czym na ponad pół roku (!) walnęłam go do tyłu szafki, gdzie stał zapomniany. Wróciłam do niego i dokańczając go mogłam zmierzyć się z nim na nowo. Naprawdę dobrze nawilża, lekko ujędrnia i jest przyjemny w stosowaniu. Uwaga na zapach! Silny zapach anyżku może niektórych odrzucać.

Z mojej strony tyle :) Dla mnie to i tak sporo - zużywam powoli, nie spieszę się, bo chcę wycisnąć z tych kosmetyków tyle, ile się da - w końcu za nie zapłaciłam.

Pozdrawiam!

sobota, 13 listopada 2010

Księżniczka nadrabia zaległości

Bardzo dawno mnie tu nie było, a to dlatego ze przy przeprowadzce zgubiłam kabel do aparatu. Na szczęście się znalazł i mogę się pochwalić sukcesami.
  • Masło do ciała Sopot Spa z Ziai. Uwielbiam ziajowe masełka i to też polubiłam - ma zbitą konsystencję i świetnie nawilża. Może to sugestia opakowania i nazwy serii, ale zapach kojarzy mi się własnie z morską scenerią: plażą, wiatrem i uderzającymi o brzeg falami.
  • Emulsja Gloria do włosów Polleny Ewy. Ma zielonkawy kolor, lejącą konsystencję i troszkę chemiczny zapach. Za to działanie rewelacyjne! Włosy z każdym myciem stawały się coraz bardziej miękkie, sypkie i dobrze się układały.
  • Szampon Joanny z biosiarką i bursztynem do włosów przetłuszczających się i ze skłonnością do łupieżu. Przede wszystkim świetnie oczyszcza i zmniejsza przetłuszczanie! Dzięki niemu mogłam myć włosy co drugi dzień, zamiast codziennie. Szkoda, że zapach ma nieciekawy.
  • Rossmannowska pianka do włosów kręconych Yung. Bardzo przyzwoita, ładnie podkreśla skręt, ale trzeba uważać by nie przesadzić z ilością, bo wtedy mocno skleja. Kosztuje grosze, szczególnie teraz gdy zmieniają szatę graficzną - kupiłam cztery sztuki na zapas po 1,99 zł.
  • Olejek myjący egzotyczny z Biochemii Urody. Moja miłość! Idealnie oczyszcza nie naruszając ochronnej warstwy skóry, nie powoduje uczucia ściągnięcia, pielęgnuje, ogranicza wydzielanie sebum. Jest genialnie wydajny i pięknie pachnie.
  • Żel antycellulitowy do ciała Spa Collection Tołpy. Jest bardzo lepki i glutowaty, nie wchłania się od razu tylko przykleja do ubrań. Nie nawilża, nie wyszczupla, może trochę ujędrnia, ale tylko chwilowo. Bardzo szybko znika z opakowania. Nie polecam.
  • Wax do włosów skłonnych do wypadania L'Biotici. Co prawda nie zmniejszył wypadania moich włosów, ale i tak go kocham. Sprawia, że włosy są niewiarygodnie miękkie, lśniące, aż chce się ich dotykać. Starcza na wiele użyć.
  • Miniaturka żelu pod prysznic Yves rocher z serii Les Plaisirs Nature o zapachu brzoskwini. Lubię te żele, bo są gęste i pięknie pachną. Kąpiel staje się prawdziwą przyjemnością. Chociaż muszę przyznać, że trochę wysuszają skórę.
  • Miniaturka płynu micelarnego LRP. Jakoś mnie nie zachwycił. Niby wszystko dobrze zmywa, ale wcale nie jest lepszy od tańszych odpowiedników, dlatego na pewno nie zdecyduję się na zakup pełnowymiarowego opakowania.

czwartek, 21 października 2010

Łojoj to mnie dawno tu nie było :)

Zużywam na bieżąco, ale fotek nie mam na bieżąco. Mimo to wrzucę co nie co bodajże z wakacji :P




 
Było fajnie, ale się skończyło :P moimi faworytami z tego są: krem Isana Urea (używam już chyba 4 opakowanie w między czasie od tego jeszcze jedno zużyłam :)), Wax L'biotica Latte - to moje 2 opakowanie i odżywka z kwasami AHA Barbra :) reszta taka sobie ;)

Dodatkowo wrzucam zbiór z dnia 7 września, od tej pory zużyłam to co zostało wykreślone i zaznaczone zużycia które planuję np. szampon i maska pozostały na 1-2 zużycia :P