- Żel aloesowy firmy Gorvita. Używałam go głównie do wcierania w skórę głowy, która była przesuszona. Stosowałam razem z wodą brzozową, która świetnie poprawia kondycję włosów i zmniejsza ich wypadanie, jednak nieco wysusza. Z żelem Gorvity ten problem praktycznie wyeliminowałam. Niestety zdarza mi się mieć teraz większe skłonności do łupieżu. Łagodzi skórę po depilacji, niweluje ranki i podrażnienia. Żel jest przezroczysty, lepki, niemal bezzapachowy. Dość szybko się zużywa. Ma naprawdę dobry skład, bez zbędnej chemii.
- Kąpiel solankowa jodowo-bromowa o zapachu bzu Joanna 700 ml. Recenzja na blogu KLIK
- Szampon ekologiczny Yves Rocher. To dobry szampon bez ulepszaczy i silikonów. Wzorowo oczyszcza włosy z brudu, olejów, środków do stylizacji. Ma większą od innych szamponów pojemność - 300 ml. Jest wydajny, dobrze się pieni. Nie wzmaga przetłuszczania włosów, nawet mam wrażenie, że pozostają dzięki niemu świeższe przez dłuższy czas.Jedyne co mi w nim nie odpowiada to zapach. Nie lubię cytrusów, a wyczuwam w nim właśnie cytrusowo-odświeżaczowe nuty. Cenię sobie bardzo akcję Yves Rocher: jeden szampon - zasadzone drzewo, dlatego na pewno jeszcze nie raz go kupię.
- Odżywka bananowa The Body Shop. Recenzja na blogu KLIK
- Krem odżywczo-kojący do cery suchej i wrażliwej Herbika Plant Ziai.Mam cerę tłustą, dla której ten krem się nie nadaje. Ponieważ dostałam go w prezencie, zużyłam do szyi. Sprawdził się świetnie. Jest bardzo tłusty, lepki, treściwy, gęsty. Ma całkiem przyjemny, trochę ziołowy zapach. Topornie się rozsmarowuje, pozostawia błyszczącą i grubą warstwę, co jest oczywiste w przypadku tłustych kremów. Nawilża naprawdę dobrze i długotrwale.
Nie jest wydajny, zużyłam go w niecałe dwa miesiące używając zazwyczaj raz dziennie lub rzadziej. Czasami posmarowałam też dekolt. Chociaż mam tendencję do zapychania skóry także na dekolcie, nic złego się nie działo. - Pianka peelingująca z serii Trzech Herbat Yves Rocher.
Recenzja na blogu KLIK
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Kolejne zużycia
Zużycia zbiorcze
1. Róż w kulkach - przerobiłam na prasowany
2. Odżywka do włosów Joanna z miętą i wrzosem. Zbyt rzadka konsystencja, ale jest to odżywka bez spłukiwania więc widocznie takie było założenie. Dla mnie to minus.3. Krem do twarzy - miał poprawiać koloryt skóry, niczego takiego nie zauważyłam. Pięknie kakaowo pachnie.
4. Krem brązujący z serii Sopot - delikatny efekt, dzięki niemu nie byłam blada jak zawsze, więc pewnie do niego wrócę.
5. Silikonowy krem do rąk Avon.
6. Krem do stóp Avon Winter Spice. Przepiękny zapach, dobrze nawilża i wygładza skórę.
7. Scrub, jw.
8. Żel Avon Garden Of Eden - również polubiłam. Super zapach, ale chyba bardziej odpowiedni na cieplejsze miesiące, wydajny..
9. Szampon do włosów z łupieżem, Ziaja, na łupież niestety nie działa zbyt skutecznie
10. Avon, Petal by Cynthia Rowley. Lubiłam, ale teraz kiedy znalazłam swój jedyny zapach chyba byłby dla mnie za słodki.
11. Żel do twarzy z mikrodrobinkami, biedronka, nic szczególnego nie czyni. Niby myje, ale bez rewelacji.
12. Żel pod oczy, Eva natura
13. Avon, podkład w kolorze Ivory. Polubiłam właściwie dopiero kiedy została mi końcówka.
Zapraszam do mnie, http://olla-mania.blogspot.com/
Etykiety:
brązer,
krem,
krem do rąk,
krem do stóp,
krem do twarzy,
olla-mania,
peeling do stóp,
perfumy,
róż,
szampon do włosów,
żel do mycia twarzy,
żel do twarzy,
żel pod oczy,
żel pod prysznic
niedziela, 15 stycznia 2012
Orlicowe zużycia z grudnia
Wiem, że się nieco spóźniłam z tymi grudniowymi zużyciami, ale co tam, ważne, że w ogóle się chwalę i że zużywam, prawdaaa? ;)
Jestem z siebie dumna, bo udało mi się nieco uszczuplić moje żelowo-kąpielowe zapasy, a ta kategoria ostatnio szybko się u mnie rozrasta.
(wybaczcie podpisy z mojego bloga ;))
A więc co my tu mamy?
- szampon z odżywką Joanna Naturia z tatarakiem
Wielkie bydle, które dłuuugo mi się zużywało. Tani, przyjemny szampon do codziennego stosowania, o ładnym zapachu, dobrze oczyszcza włosy, choć czasem nieco też je obciąża. Tu cała recenzja.
- żel pod prysznic BeBeauty Japonia
- relaksująca sól do kąpieli BeBeauty Lawenda
Tu bez szału - bardzo chemiczny, absolutnie nie lawendowy zapach, ledwo zmęczyłam tę sól do końca. Nie robiła nic z wodą, tylko lekko barwiła, zapach na szczęście w tej sytuacji dość szybko znikał. Po sole BeBeauty już raczej nie sięgnę... Tu cała recenzja.
- olej z pestek winogron
Zużyłam go trochę do włosów, a trochę do pichcenia, ale nie kupię więcej. Na moich włosach nie sprawdził się jakoś rewelacyjnie, są lepsze oleje.
- naturalne mydło Yardley London Cytryna i Werbena
Miło dla odmiany czasem poużywać sobie czegoś innego niż żelu pod prysznic, zwłaszcza, że to mydło naprawdę nawilża skórę! W dodatku na tyle dobrze, że można darować sobie balsam po kąpieli. Tu cała recenzja.
- mydło do rąk Original Source Malina i Wanilia
Mydełko pachnące różowym Chupa-Chuppsem? Czemu by nie ;) Zużył je w sumie głównie mój brat, który nagle zaczął pamiętać o konieczności częstego mycia rąk ;) Fajna żelowa konsystencja, boski zapach, niezła wydajność. Tu cała recenzja.
- maseczka nawilżająca z glinką zieloną Ziaja
Nie, nie, i jeszcze raz nie. Ta maseczka zrobiła mi na twarzy niezły Armageddon już przy drugim użyciu, więc nawet nie będę próbować znaleźć jej plusów... Tu cała recenzja.
niedziela, 1 stycznia 2012
Grudniowe zużycia
W tym miesiącu udało mi się zużyć tylko albo aż cztery kosmetyki. Są to:
1. Avon Senses Gruboziarnisty piling do ciała
Jedyne, co można w tym produkcie zaakceptować, to zapach. Bardziej przypomina żel pod prysznic – drobinki są małe, w ogóle nie złuszczają. Jednym słowem – działanie żadne. Pisałam o nim w tym poście.
2. Matrix Sleek Look kuracja wygładzająca.
Jedyne, co można w tym produkcie zaakceptować, to zapach. Bardziej przypomina żel pod prysznic – drobinki są małe, w ogóle nie złuszczają. Jednym słowem – działanie żadne. Pisałam o nim w tym poście.
2. Matrix Sleek Look kuracja wygładzająca.
Nie zużyłam całego produktu jednorazowo, ale stosowałam go jako olejek wygładzający po umyciu. Idealnie wygładzał moje niesforne włosy, również końcówki. Produkt bardzo wydajny - biorąc pod uwagę moją metodę stosowania. Więcej tutaj.
3. Ziaja Bloker
Niweluje pocenie, łatwy w aplikacji - identycznie jak antyperspirant w kulce. Nie podrażnia (przynajmniej mnie). Jedyną jego wadą jest okropny zapach (kojarzy mi się ze szpitalem). Recenzja tutaj.
4. Sally Hansen Zmywacz do wszystkich typów paznokci z prowitaminą B5, witaminą E i ekstraktem z moreli.
Dla mnie zmywacz idealny - nie ma takiego lakieru, z którym nie poradziłby sobie. Bardzo wydajny i ładnie pachnie (jak na zmywacz) - zapach owoców, ale czy to morela, to nie wiem. Pisałam o nim w tym poście.
Dla mnie zmywacz idealny - nie ma takiego lakieru, z którym nie poradziłby sobie. Bardzo wydajny i ładnie pachnie (jak na zmywacz) - zapach owoców, ale czy to morela, to nie wiem. Pisałam o nim w tym poście.
czwartek, 22 grudnia 2011
Grudniowe zużycia
Grudzień się jeszcze nie skończył, ale nie chcę trzymać tych wszystkim pustych opakowań.
W zeszłym miesiącu nie zużyłam nic. W grudniu jednak wykończyłam 12 produktów. Nie jest tego za dużo, ale ważne, że jest.
Calmaderm – balsam aloesowy
Dobrze nawilża i wygładza. Niestety jest dostępny tylko przez Internet i cena jest wysoka. Wydajność kiepska. Polubiłam go. Pisałam o nim tutaj
Avon Food Works Intensive Callus Cream
Mój ulubieniec jeżeli chodzi o pielęgnację stóp. Doskonale nawilża i zmiękcza naskórek. Radzi sobie z mocno suchymi i popękanymi piętami. Cena bardzo dobra i wydajność też. Pisałam o nim tutaj
Miss Sporty: maskara Studio Lash
Nie polubiłam jej. Skleja rzęsy, odbija się, tworzy grudki i się osypuje. Na rzęsach nie utrzymuje się za długo. Nie polecam.
Sensique zmywacz do paznokci o zapachu kiwiBardzo dobrze zmywa nawet ciemne lakiery. Po zmyciu paznokcie pachną jak kiwi. Polecam. Jest tani i dosyć wydajny.
Under Twnety - Anti Acne Intense - tonik
Bardzo dobrze oczyszcza twarz. Początkowo nie byłam z niego zadowolona jednak się do niego przekonałam. Jest też bardzo wydajny. Zapach jest typowy jak dla kosmetyków Under twenty.
Timotei - odżywka Intensywna odbudowa
Przyjemna odżywka. Ułatwia rozczesywanie włosów. Nie odbudowuje ich, ale która odżywka to zrobi?
Polecam. Ładnie pachnie, włosy są po niej miękkie i gładkie.
Ziaja - mydła pod prysznic
Chyba wszyscy je znamy.Bardzo je lubię. W kolejce czeka już kokosowe. Mydła ni wysuszają, nie podrażniają, dobrze myją, są wydajne i tanie. Pachną obłędnie. Kakaowe utrzymuje się cały dzień na skórze.
Pisałam o nich tutaj
Timotei - szampon do włosów przetłuszczających się: świeżość i czystość
Chyba jest to najgorszy szampon jaki kiedykolwiek miałam. Dostałam po nim łupieżu. Włosy przetłuszczały się jeszcze szybciej niż zwykle. Nie polecam!
Biokor - krem nawilżający
U mnie się sprawdził. Dobrze nawilża jest tani i wydajny. Świetny po użyciu maseczek, które ściągają twarz.Spełnia swoje zadanie!
Pisałam o nim tutaj
Bebeauty - antyperspirant do stóp:
Jest to 2 opakowanie które skończyłam. Żel jest taki sobie. Używam, bo aktualnie nie mam lepszego. Hamuje potliwość stóp, ale nie na długo.Mimo wszystko warto wypróbować, bo jest śmiesznie tani.
Pisałam o nim tutaj
mój blog: szalone-zycie-kingi.blogspot.com
A z okazji Świąt Bożego Narodzenia
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO !
Etykiety:
balsam do ciała,
Kinga,
krem do twarzy,
mydło pod prysznic,
odżywka do włosów,
szampon do włosów,
tonik,
tusz do rzęs,
zmywacz do paznokci,
żel do stóp
sobota, 17 grudnia 2011
Grudniowe opakowania
Minęła połowa grudnia, który jest całkiem udany zużyciowo, podobnie jak listopad.
- Szampon przywracający blask z wyciągiem z nagietka Yves Rocher. Dobrze i łagodnie oczyszcza, nie zawiera silikonów, ale ponieważ jest pozbawiony silnych detergentów nie usuwa dogłębnie produktów do stylizacji. Musiałam używać co jakiś czas (mniej więcej raz w tygodniu) innego szamponu, żeby doczyścić resztki po piankach i jedwabiach. Jest dość rzadki, mało wydajny, pieni się średnio. Sam wyciąg ziołowy jest na szarym końcu i niewiele zdziała. Pachnie bardzo przyjemnie, dużo ładniej niż prawdziwy nagietek, choć trochę go rzeczywiście przypomina. Niestety wzmaga przetłuszczanie włosów, już wieczorem zaczynają się tłuścić. Zdecydowanie za drogi jak na takie działanie i pojemność.
- Olejek myjący pomarańczowy z Biochemii Urody. Moje cudo do oczyszczania twarzy, pisałam już o nim na tym blogu. Idealnie oczyszcza nie naruszając ochronnej warstwy skóry, nie powoduje uczucia ściągnięcia, pielęgnuje, ogranicza wydzielanie sebum. Jest genialnie wydajny i pięknie, pomarańczowo pachnie. Zmywa makijaż, nawet wodoodporny tusz. Zawsze do niego wracam.
- Balsam do ciała słodkie trufle i migdały Farmony. Moim zdaniem nie jest warty zakupu. Szczegóły tutaj: KLIK
- Oliwka pielęgnacyjna Hipp. To druga oliwka, po Babydream, z której jestem tak bardzo zadowolona. Używałam jej po kąpieli. Wchłania się świetnie jak na oliwkę, nie tłuści i nie oblepia. Cudownie nawilża skórę, staje się mięciutka jak skóra dziecka. Sprawdza się także w pielęgnacji włosów. Nakładałam ją na włosy na całej długości, ale nie miałam problemów z jej zmyciem. Po użyciu włosy stawały się bardziej miękkie i odżywione. Nadaje się też oczywiście jako preparat do demakijażu oczu. Zbawienne działa też na skórę po depilacji. Wygrywa z oliwką Babydream tym, że butelka nie tłuści się i nie oblepia. Ma też dużo przyjemniejszy zapach: łagodniejszy, taki "dzieciowy". Szkoda tylko, że cena jest ponad dwukrotnie wyższa, a pojemność mniejsza.
Etykiety:
balsam do ciała,
ksiezniczkaa87,
olejek myjący,
oliwka,
szampon
piątek, 9 grudnia 2011
Zużycia listopadowe
Na początku listopada wyznaczyłam kilka kosmetyków do zużycia, jednak niestety udało mi się wykońcyć tylko perfumy
A teraz zużycia nieplanowane, które pojawiły się w międzyczasie
Farby tej używam na 3 razy, bo farbuję tylko odrosty. Najfajniejsza jest w niej chyba odżywka. Kolor wychodzi mniej więcej taki jak na opakowaniu a włosy rudzieją dopiero po kilkunastu myciach, więc jest ok.
Mydło Isana i maska do włosów Gloria. Jestem zadowolona z tych produktów i pewnie kupię je kolejny raz.
Nareszcie zużyłam tą maseczkę. Nie polecam, przy ostatnim użyciu tak podrażniła mi twarz, że doprowadzałam ją do używalności przez tydzień.
Nie. Nic nie robi z rzęsami, w dodatku ma w sobie jakiś brokat, który osadza się na rzęsach i w sumie po co, bo go nie widać, więc jeśli ktoś się nastawi na jakiś błyszczący efekt to się przeliczy.
MattersAtAll http://turningthelightsout.blogspot.com
wtorek, 29 listopada 2011
Spore zużycia październikowo-listopadowe

Trochę mi się tego już nazbierało, torebka na zużyte kosmetyki pękała w szwach więc najwyższy czas na opublikowanie posta. Podzieliłam kosmetyki na dwie grupy aby lepiej było je widać.

Kuracja przeciw wypadaniu włosów Radical - o tych ampułkach naczytałam się sporo i w większości pozytywnych opinii dlatego też dużo od nich wymagałam. I niestety chyba za dużo. Codzienne aplikowanie zawartości ampułki na skórę głowy było dla mnie dość uciążliwe gdyż mam długie, kręcone i plączące się włosy, jednak stwierdziłam, że może warto się pomęczyć. Efekt owszem był, ampułki zmniejszyły wypadanie włosów na jakiś czas gdzieś o 20 procent ale liczyłam na coś więcej. Pomału tracę nadzieję, że cokolwiek jest w stanie pomóc moim wypadającym włosom.
Głęboko odżywiający wosk do włosów Beauty Formulas - ten produkt również zakupiłam pod wypływem pozytywnych opinii ale stosowałam go zbyt nieregularnie żeby móc stwierdzić czy rzeczywiście wzmacnia włosy. Niemniej jednak po każdym użyciu były one miękkie, pachnące i ładnie błyszczące. Być może kiedyś do niego wrócę.
Nawilżająca odżywka do włosów Granat i Aloes Alterra - tę mini wersję zakupiłam jeszcze na wakacyjny wyjazd. Jej ilość nie pozwoliła mi określić czy faktycznie jest w stanie nawilżyć włosy ale miała ładny zapach, ciekawy skład, włosy się po niej łatwo rozczesywały i nie robiła mi siana na głowie.
Pianka do włosów kręconych Wellaflex - pianka na moich włosach się kompletnie nie sprawdziła, niezależnie ile jej użyłam efekt zawsze był niezadowalający, nie podkreślała odpowiednio skrętu. Plusem jest ładny zapach. Więcej nie kupię.
Zmywacz do paznokci Cien - zwykły zmywacz, bez rewelacji ale szkód też nie wyrządził.
Pomadka ochronna Olive & Lemon Nivea - a to produkt, który z chęcią zużyłam. Pomadka jest moim zdaniem lepsza od wersji klasycznej, daje bardziej zauważalne nawilżenie i ma ładny zapach. Szału jednak nie ma, z moimi suchymi ustami nawet Carmex sobie nie radzi. Na pewno wypróbuję jeszcze wersję z miodem.

Kremowe mydło pod prysznic Masło kakaowe Ziaja - moje ulubione, zawsze do niego wracam. Genialny zapach, nie wysusza, duża pojemność, niska cena, mi nic więcej nie potrzeba.
Cukrowy peeling do ciała Slim no limit Hean - właściwości ścierające ma bardzo dobre jednak zapach jest okropny, pachnie jak płyn do mycia naczyń. Z tego powodu nigdy więcej go nie kupię.
Hialuronowy płyn do higieny intymnej Lirene - zawsze gdy zdradzę go z innym pokornie do niego wracam. Ma bardzo delikatny zapach, absolutnie nie wysusza a wręcz przeciwnie, jest bardzo wydajny, fajnie się pieni, ma wygodne opakowanie z pompką, którą można dozować różną porcję produktu. Jedynym minusem jest dość słaba dostępność, do tej pory spotkałam go tylko w Auchanie a i też nie zawsze tam jest.
Sól do kąpieli miód i mleko BeBeauty - ot zwykła, tania sól do kąpieli. Moim zdaniem nie robi absolutnie nic poza tym, że trochę pachnie. Zapach jednak absolutnie nie kojarzy mi się ani z mlekiem ani miodem.
Tonik oczyszczający Corine de Farme - bardzo dobry tonik, pisałam już o nim tutaj.
Żel micelarny BeBeauty - kolejny z moich ulubieńców, zużyłam już ich trochę. Żel ten może nie jest zbyt wydajny ale jest bardzo łagodny dla skóry, nie wysusza, dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu no i jest tani. Co do tego czy zmywa makijażu oczu się nie wypowiem, do tego celu używam innych specyfików. Ja jestem z niego bardzo zadowolona.
Etykiety:
ampułki do włosów,
odżywka,
peeling do ciała,
pianka do włosów,
płyn do higieny intymnej,
pomadka,
sól do kąpieli,
TheRedRibbon,
tonik,
zmywacz,
żel do mycia twarzy,
żel pod prysznic
poniedziałek, 28 listopada 2011
Jeszcze trochę opakowań z listopada
W listopadzie cieszę się naprawdę dużą ilością pustych opakowań. W grudniu pewnie już niewiele się pokończy.
- Żel chłodzący Termo wyszczuplanie od Ziai. Wygładził i nieco ujędrnił moją skórę. Za sprawą intensywnych ćwiczeń zgubiłam trochę centymetrów i myślę, że produkt Ziai pozwolił mi utrzymać skórę w dobrej kondycji. Niestety jeśli chodzi o sam cellulit to niewiele zdziałał. Żel chłodzący nie chłodzi tak, jakbym sobie tego życzyła. Efekt chłodzenia jest delikatny, powiedziałabym nawet że mizerny. Ze względu na porę roku nawet dobrze, że tak jest, ale w lecie nie byłabym z niego zadowolona. Cena dość wysoka jak na Ziaję, ale normalna jeśli chodzi o preparaty antycellulitowe i wyszczuplające. Rewelacyjne opakowanie z pompką pozwala na higieniczne i wygodne dozowanie. Konsystencja żelowo-kremowa, łatwo się rozsmarowuje i dość szybko wchłania.
- Zmywacz bezacetonowy do paznokci o zapachu ananasa z Drogerii Uroda. Kupiłam zachęcona niską ceną jak na taką pojemność i zapachem ananasa. Zmywa nieźle, ale miałam już dużo lepsze zmywacze. Raczej nie kupię go ponownie.
- Serum do pielęgnacji biustu i dekoltu AA Ciało Szczupłe. Żel ma konsystencję żelowego, gęstego kisielu oraz delikatny zapach. Jest lepki, po smarowaniu piersi zawsze kleją mi się ręce. Dość długo się wchłania. Jeśli chodzi o działanie to jest to tylko i wyłącznie produkt nadający się jako podkład pod masaż czy samokontrolę piersi. Nie uniesie, nie poprawi kształtu, nawet nie ujędrni skóry. No może trochę ją wygładzi. Używałam go regularnie, przynajmniej raz dziennie, od prawie dwóch miesięcy, także plusuje wydajnością. Nie kupię go drugi raz, wracam do ukochanego kremu Ziai Rebuild.
- Próbki kremu Clarena Mat Cream. Starczyły mi na niecały tydzień. Niewiele mogę powiedzieć o samym działaniu kremu przez tak krótki czas. Na pewno nieźle matuje, ale tworzy trochę lepką powłokę na twarzy. Ma ładny niebieski kolor, przyjemny zapach i tępą konsystencję.
- Olej tamanu z Biochemii Urody. Mój cudotwórca! Bardzo żałuję, że się skończył. Używam go na noc samego albo w towarzystwie żelu hialuronowego. Świetnie łagodzi zmiany trądzikowe, genialnie reguluje sebum, nawilża, wygładza, wyraźnie odnawia skórę. Odkąd stosuję tamanu pozbyłam się praktycznie problemów skórnych. Rano zawsze uśmiecham się dzięki niemu do lustra. Niestety zapach ma nieszczególny, w dodatku mój mąż go nie może wytrzymać. Codziennie wieczorem muszę się nasłuchać, że się paskudztwami smaruję. :)
- Jedwab do włosów L'Biotica. Jak to jedwab napakowany silikonami: chroni włosy przed działaniem temperatury, nabłyszcza zewnętrznie, sprawia że włosy lepiej się układają, trochę poprawia skręt. Pasował mi, chociaż z Biosilku byłam bardziej zadowolona.
- Krem nawilżający matujący 25+ Ziai. To niewątpliwie jedno z większych odkryć ostatnich miesięcy i chyba najlepszy krem drogeryjny jaki miałam do tej pory. Przeznaczony dokładnie dla takiej skóry, jaką posiadam. Nie zapycha co mnie zaskoczyło, nawilża w miarę dobrze, matuje twarz tak zdrowo a nie sztucznie. Ma delikatny, przyjemny zapach, dobrze się rozprowadza, szybko wchłania. To ważne, bo rano spieszę się z makijażem. Trochę niewydajny, ale niska cena to zdecydowanie rekompensuje.
- Odżywka do paznokci Nail Protex Sally Hansen. Mam dużo produktów od Sally Hansen, jedne lepsze inne gorsze, ale nie zawiodłam się jeszcze na żadnej odżywce do paznokci. Nail Protex używałam regularnie do wzmocnienia paznokci. Regeneruje, odżywia i dobrze wzmacnia. Paznokcie stają się niemal tak twarde jak tipsy i przestają się łamać. Niestety nie zapobiega rozdwajaniu. Chociaż na paznokciu wysycha szybko, to nie zastyga w buteleczce.
Zapraszam na giveaway do Księżniczkowych pasji -> klik.
wtorek, 15 listopada 2011
Kolejne opakowania listopadowe
- Intensywnie regenerująca maseczka do włosów blond Biovax L'Biotici. Uwielbiam waxy, moim skromnym zdaniem to najlepsze maski dostępne na rynku. Skład do zakochania: mnóstwo naturalnych ekstraktów, brak silikonów, SLSów, parabenów i innych chemicznych dziadostw. Jest z tą maską trochę zabawy - nakładanie pod czepek, ogrzewanie czepka suszarką, zawijanie ręcznikiem i siedzenie pół godziny. Efekty są zawsze zachwycające jeśli chodzi o kondycję włosów: są niewiarygodnie miękkie, aż chce się ich cały czas dotykać! A do tego pięknie się układają, nie są obciążone, a końcówki się nie rozdwajają. Niestety nie zauważyłam wpływu na kolor włosów. Nie rozjaśnia, nie daje słonecznych refleksów, nie ożywia.
- Pielęgnujący żel pod prysznic z perełkami olejku i ekstraktem z trawy cytrynowej Nivea. Nie mam dużych wymagań co do takich produktów - mają ładnie pachnieć i dobrze myć. To drugie Nivea spełnia jak najbardziej, z zapachem znacznie gorzej. Jest intensywny, odświeżaczowy, zbyt cytrusowy. Może i odpowiedni na upalne dni, ale nie odświeża tak jak lubię. Sam żel naprawdę porządny, gęsty, wydajny. Nie pieni się zwykłą pianą tylko zamienia w taką kremową piankę. Sprawdził się też przy goleniu.
Ogromnym plusem jest to, że nie wysusza skóry. Nie wiem czy tu zasługa tych rzekomych perełek olejku. Fajnie prezentuje się na półce - świetny zielony kolor i wędrujące pomarańczowe kuleczki. Na pewno wygląd tego żelu może zachęcać do zakupu, w przeciwieństwie do zapachu.
Na koniec trochę prywaty. Założyłam wielotematycznego bloga Księżniczkowe pasje bez ładu i składu. Będzie nie tylko o kosmetykach i makijażu, ale także o technikach hand-made i gotowaniu. Blog jest obok w blogrollu, zapraszam zawsze przy okazji wizyty na Manii Zużywania. Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
